Sport.pl

Ekstraklasa: Cichy aniołek trenera Lenczyka

Przez niemal rok Mariusz Sacha zmagał się z kontuzjami, aż w końcu trener Orest Lenczyk dał mu szansę debiutu w ekstraklasie. - To dzięki pomocy aniołów - twierdzi 22-letni pomocnik.
Ekstraklasa.tv: Kapitalny gol Mariusza Sachy - wideo »

Do pierwszej jedenastki wskoczył na miejsce kontuzjowanego Dariusza Pawlusińskiego, ulubieńca kibiców. W piątkowym meczu z Zagłębiem wyszedł dopiero po raz trzeci na boisko w tym sezonie, ale już w 10. min strzelił debiutanckiego gola w ekstraklasie. Trafienie wystarczyło tylko do remisu.

Sacha trafił do Cracovii w grudniu 2008 r. z pierwszoligowego Podbeskidzia Bielsko-Biała, w którym już w wieku 21 lat był kapitanem zespołu. Artur Płatek, ówczesny trener krakowian, w oryginalny sposób wyjaśnił powody pozyskania zawodnika. Wskazał na wytatuowany na ręce piłkarza napis: "Nie poddawaj się. Anioły". - To jest cała rekomendacja - żartował szkoleniowiec.

Sacha wierzy w siłę i pomoc aniołów. Od kilku lat kolekcjonuje figurki - od porcelanowych po szmaciane. - Wszystko zaczęło się od prezentu mojej narzeczonej. Teraz kolekcja liczy niemal 200 sztuk. Jak tylko widzę anioła na jakiejś wystawie, to sięgam po portfel. O pasji wiedzą też moi znajomi, którzy lubią takim prezentem poprawić mi humor - uśmiecha się Sacha.

Jednak pierwsze miesiące pod Wawelem były dla pomocnika bardzo trudne. Anioł Stróż chyba nie odnalazł drogi za swoim podopiecznym z Bielska-Białej do Krakowa. Niedoleczony uraz palca przerodził się w pasmo kontuzji. Sacha chodził od lekarza do lekarza: problemy ze stopą, potem uszkodzony mięsień dwugłowy uda. - Ani przez chwilę nie pomyślałem o końcu kariery - mówi dziś. Trenował jednak sporadycznie - najdłużej trzy tygodnie. Wiosną zagrał w kilku meczach młodej ekstraklasy, a Płatek rozkładał ręce. - Trudno powiedzieć, jakim jest zawodnikiem - przyznawał trener.

Na debiut w Cracovii (wszedł w 90. min meczu z Koroną Kielce) czekał niemal dziewięć miesięcy. Pierwszego gola strzelił w setnej minucie kariery w ekstraklasie. Gdy stery w zespole przejął legendarny Lenczyk, Sacha obawiał się, że nie przekona do siebie szkoleniowca. - Jestem cichym człowiekiem, nie pcham się na afisz. Nie lubię dużo mówić, wolę słuchać - tłumaczy pomocnik. - Trener to charyzmatyczna postać, praca jest dla niego pasją, poza tym lubi dawać szanse młodym. Jego zaufanie dodało mi pozytywnego kopa.

Lenczyk dwa lata temu chciał sprowadzić piłkarza, kiedy prowadził GKS Bełchatów. Wtedy Sacha grał w reprezentacji U-20 w mistrzostwach świata w Kanadzie, a rok wcześniej w mistrzostwach Europy. Teraz niemal nie poznał zawodnika. - Wiedziałem, jak grał dwa lata temu. Był lepszym zawodnikiem. Przez ten czas coś się w nim zepsuło lub ktoś coś mu zrobił - przekonuje w swoim stylu szkoleniowiec.

Gdy po kontuzji wróci Pawlusiński, Lenczyk może mieć ból głowy. Dwaj prawoskrzydłowi wyrastają na najbardziej efektywnych zawodników Cracovii w tym sezonie. Obydwaj strzelili po golu, wypracowali bramki kolegom, wnosili sporo ożywienia na prawym skrzydle. Razem zagrali przez kwadrans (z Jagiellonią), ale wówczas Pawlusiński pełnił rolę ofensywnego pomocnika.

Sacha nie ma wątpliwości, że i z tym problemem Lenczyk sobie poradzi. Oczywiście z pomocą aniołów. - One otaczają ludzi, więc wszędzie można poczuć ich moc. Pomagają w różnych sytuacjach życiowych od zdrowotnych po piłkarskie - uważa Sacha.

Więcej o: