Paweł Sasin Prezes trzyma kciuki

Pomocnik jest wychowankiem Beniaminka Radom, ale piłkarską karierę zaczynał we Wrocławiu. Najpierw w SMS Wrocław, ale jego talent zauważono w Śląsku. Wówczas drużyna grała w drugiej i trzeciej lidze, ale udało mu się zadebiutować w ekstraklasie
Szymon Opryszek: We Wrocławiu zaczęło się chyba Pana dorosłe życie.

Paweł Sasin: Racja. Wypatrzył mnie trener Roman Masztalerz. Przechodziłem kolejne szczeble, aż zadebiutowałem w ekstraklasie. Wrocław wspominam z wielkim sentymentem, bo tam dostałem wielką szansę zaistnienia w piłce.

Śląskowi wiodło się jednak różnie.

- To była szkoła życia, bo przeżyłem spadek z pierwszej do drugiej ligi, a potem nawet do trzeciej. Bywało różnie z pieniędzmi. Wciąż mam kontakt z kilkoma kolegami. Klub idzie do przodu, a wielki wpływ na to miało pozyskanie sponsora.

Konfrontacja dwóch biznesmenów, którzy stoją za klubami, to dodatkowy smaczek meczu.

- Fajnie, że tacy ludzie inwestują w piłkę. Dzięki temu piłkarze mogą skupić się na graniu. Chcielibyśmy sprawić prezent prezesowi. Filipiak spotkał się z nami na grillu, powiedział, że trzyma za nas kciuki. O Solorzu nic nie mówił.

W rankingu najbogatszych Polaków współwłaściciel Śląska zajmuje drugie miejsce, a Wasz szef 59.

- Ale ostatnio padł remis, a od tego czasu obydwie drużyny kadrowo raczej się nie zmieniły. Wrocławianie mieli lepszą sytuację pod względem przygotowań. Dla mnie to ważny mecz, bo jeszcze nigdy nie grałem przeciwko wrocławianom na stadionie przy Oporowskiej. To pierwsze, ale ciekawe doświadczenie.

Nie ma Pan obaw, że przedłużycie serię wyjazdowych spotkań bez zwycięstwa?

- W tamtym sezonie przegrywaliśmy mecz za meczem na boiskach rywali. Nie możemy dopuścić do powtórki, bo to się może źle skończyć. Przed nami 30 spotkań w Sosnowcu i na innych stadionach, więc nie możemy sobie pozwolić na straty punktów.

W takim razie, które miasto jest ładniejsze: Kraków czy Wrocław?

- Mam tę przyjemność, że gram w bardzo ładnych miastach, począwszy od Wrocławia, przez Poznań, Kielce, skończywszy na Krakowie. Na Dolnym Śląsku spędziłem kawał czasu, mam wielu znajomych. We Wrocławiu kupiłem nawet mieszkanie, więc być może z tym miastem zwiążę pozasportową przyszłość. Ale na boisku obejdzie się bez sentymentów.