Sport.pl

Cracovia. Sebastian Steblecki zaciska zęby

- W środku się we mnie kotłuje, bo chciałbym grać, ale się nie obrażam. W końcu dostanę szansę i będę na nią gotowy - mówi Sebastian Steblecki, pomocnik Cracovii.
Jarosław K. Kowal: Co słychać u Stebleckiego?

Sebastian Steblecki: - Cóż, trenuję, staram się iść do przodu i jak najwięcej dawać drużynie. Nadszedł trudny moment, ale nie pierwszy raz przytrafia mi się coś takiego. Wiadomo, każdy chce grać regularnie, a na razie nie jestem brany pod uwagę. A jeśli już, to wchodzę z ławki, i to na niezbyt długo. Choć ambicja na to nie pozwala, to trzeba zacisnąć zęby i się z tym pogodzić.

Kiedy przychodził pan do Cracovii, podkreślał: "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". A jednak...

- Dobrze wiedziałem, że będzie trudno od razu wskoczyć do jedenastki. W składzie są dobrzy piłkarze, a czwarte miejsce na koniec poprzedniego sezonu nie wzięło się z przypadku. Cokolwiek się wydarzy, nie będę jednak żałował tego ruchu. Znam tu wszystkich i od początku cieszyłem się, że wracam do domu. A sezon jest długi i nie jest powiedziane, że nie wejdę do gry. Nie chcę krakać, ale różne rzeczy mogą się wydarzyć. Będą kontuzje, kartki... I jestem pewien, że konkretną szansę w końcu dostanę. Będę na nią gotowy.

Niecierpliwi się pan? Było wielu fanów pana talentu, chwalił pana Zbigniew Boniek. Wydawało się, że pańska kariera nabierze rozpędu...

-...a później trochę przyhamowała. Wiem o tym. W środku wszystko we mnie buzuje, kotłuje się... Chciałbym już pomóc Cracovii na boisku, ale nie obrażam się, nie wkurzam, tylko cierpliwie czekam.

Ma pan jakiś plan na siebie? Celem jest regularna gra, a potem kolejny wyjazd za granicę?

- Każdy ma marzenia, ale moje nijak się mają do obecnej sytuacji. Dlatego nie będę o tym mówił. Skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Mój kontrakt ma być ważny jeszcze przez półtora roku i zamierzam walczyć, by nadszedł mój czas w Cracovii. A życie pisze różne scenariusze. Trzy lata temu nie przypuszczałbym, że moje losy tak się potoczą.

Wtedy był pan jeszcze przed wyjazdem do Holandii. Dużo udało się tam nauczyć?

- Tak. Wiele dobrych rzeczy, nie tylko związanych ze sportem. W Krakowie mieszkałem z rodzicami i nagle trzeba było zacząć sobie radzić samemu. Były dni, kiedy się wkurzałem, bo nie byłem zadowolony ze swojej sytuacji [Steblecki w pewnym momencie stracił miejsce w składzie SC Cambuur - przyp. red.]. Dziś wiem, że to był fajny wyjazd i cenne doświadczenie.

Potem był Górnik Zabrze i znowu Cracovia. Kiedyś mówił pan, że nazwisko Steblecki tu, w Krakowie, wcale panu nie pomaga...

- Tak to widziałem, kiedy byłem młodszy. Ale wyrzuciłem z głowy takie myślenie. Kibice znają moją historię [ojciec Sebastiana to legenda hokejowej Cracovii - przyp. red.], a różni są ludzie. Nie zaprzątam sobie głowy tym, co niektórzy mówią, tylko skupiam się na pracy.

Chodzi o to, że pojawiały się komentarze złośliwców: "Steblecki gra w Cracovii tylko dzięki ojcu"?

- Nie było to nagminne, ale raz na jakiś czas coś w tym stylu mogłem usłyszeć. Puszczam to mimo uszu.

Jednak usłyszałem kiedyś opinię, że niepotrzebnie bierze pan do siebie niektóre komentarze.

- Tak było, nie wyprę się tego. Ale im jestem starszy, im bardziej doświadczony i opanowany, tym mniej pewne rzeczy we mnie uderzają. Tyle czasu już w tym kotle siedzę, że co nieco się nauczyłem. A kiedy przyjdą lepsze czasy? Sytuacja jest dynamiczna. Daję z siebie wszystko i czekam na swoje pięć minut.

Więcej o: