Sport.pl

Marsz, marsz Dąbrowski. Pracuś z Cracovii czeka na debiut w reprezentacji

Kto go zna, mówi: "pracuś", "pedancik". Teraz Damian Dąbrowski z Cracovii ma szansę przedstawić się całej Polsce.
Dzwonimy do byłych trenerów i piłkarzy z drużyn, w których grał nowy reprezentant Polski. - Chciałem porozmawiać o tych wszystkich skandalach z udziałem Dąbrowskiego - żartujemy

- No to mamy problem. Nic pan takiego nie znajdzie.

Lepiej pospać dłużej

Piotr Górecki, drugi trener Cracovii, przekonuje, że to "typ pracusia". Trener Marek Bajor, który prowadził go w Zagłębiu Lubin, zapamiętał, że "Damian nigdy nie był wylewny, raczej skryty". - Fanki będą zawiedzione, bo mam żonę i dwójkę dzieci. A na co dzień jestem spokojnym facetem. Lubię pograć w Fifę i się pośmiać - tak 24-letni piłkarz przedstawia się przed kamerą oficjalnej telewizji internetowej reprezentacji Polski.

Kto zapyta o Dąbrowskiego, usłyszy: "spokojny, grzeczny wręcz, nigdy nie sprawiał problemów". I jeszcze, że wszystko robi na ostatnią chwilę. Kiedyś za spóźnienie stracił opaskę kapitana w młodzieżowej reprezentacji Polski. Podczas zgrupowania zszedł na śniadanie kilka minut po czasie, dostał burę od trenera Michała Globisza, i że nie może sprawować tak odpowiedzialnej roli.

- Na Damiana zawsze trzeba czekać. Woli pospać pięć minut dłużej, niż zrobić coś na spokojnie. Poza tym pedancik jakich mało. Wszystko musi być równiutkie i na swoim miejscu, łącznie z żelem. Zdarzało się, że wracałem do domu po treningu i odbierałem telefony od jego żony. Pytała, gdzie jest Damian? A on jeszcze był w szatni. Bo trzeba było na spokojnie wziąć prysznic, włosy wysuszyć, buty wymyć, pranie zanieść. Chyba żaden piłkarz nie wychodził z klubu później - śmieje się Bartosz Rymaniak, obrońca Korony Kielce, który przyjaźni się z Dąbrowskim. Grali razem w Zagłębiu, potem w Cracovii.

Problem z parkowaniem

Szybko wszedł do ekstraklasy, bo zanim skończył 18 lat, zadebiutował w Zagłębiu. Szybko też pisano o nim: "odkrycie!". Ale nie zawsze był na fali wznoszącej. Kiedy w Lubinie groziło mu zesłanie do Młodej Ekstraklasy, odszedł do KS-u Polkowice, a stamtąd do Cracovii. Potem były kontuzje, które opóźniły jego debiut w reprezentacji.

O Dąbrowskim w internecie można też przeczytać: "przykładny mąż i ojciec". Rymaniak opowiada anegdotę: Kiedyś piłkarz Cracovii pojechał na lotnisko, by zawieźć coś koledze. Przy okazji zabrał syna. Obiecał mu, że zostaną dłużej, by popatrzeć na startujące samoloty. Zapomniał tylko, że zostawił samochód pod znakiem zakazu i kiedy wrócił, policjanci na niego czekali. Miał szczęście: podobno go poznali i kara nie była surowa. - Ale z parkowaniem zawsze miał problem - usłyszeliśmy.

Zaczynał w klubie parafialnym Amico Lubin i przy okazji służył do mszy jako ministrant. Stamtąd w wieku 10 lat trafił do Zagłębia. - Miał poukładane w głowie i był bardzo solidny w tym, co robił. Znam jego rodziców i to, że on jest taki, to ich zasługa - przekonuje Adam Buczek, który trenował go w juniorach i był wychowawcą w gimnazjum.

Trener Wojciech Stawowy, który sprowadził Dąbrowskiego, dodaje, że można z nim porozmawiać nie tylko o piłce. O tym, co się dzieje na świecie, także. Przekonuje: - A kiedy graliśmy z Zagłębiem, z Lubina dochodziły do nas głosy: "jak my mogliśmy wypuścić takiego gracza?"

Na boisku taki jak w życiu

W ekstraklasie jako defensywny pomocnik odpowiada za rozbijanie akcji rywala, ale często bierze się też za rozgrywanie. Ma wyczucie, bo asystami sprawił, że komentatorzy kiwali z uznaniem głowami.

Co dalej? Niedługo będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy to wystarczy na silniejszą ligę. Tuż po debiucie w ekstraklasie powtarzał, że marzy o Anglii, ale najwyraźniej zmienił zdanie. Ostatnio stwierdził, że najbliżej mu do ligi niemieckiej.

Jedno podejście do gry na Zachodzie już było. Jako nastolatek wyjechał na testy do Fulham, do Londynu. Ale tam nie usłyszał konkretów. Wrócił do Lubina, a kolejnego telefonu z Anglii się nie doczekał.

Trener Bajor: - Na jego miejscu zostałbym jeszcze w Polsce. Niech tu podnosi umiejętności, a z czasem ktoś go wypatrzy. W kadrze Damian może uczyć się m.in. od Jodłowca czy Krychowiaka. W ten sposób za rok może stać się kadrowiczem pełną gębą.

Z kolei Stawowy daje przykład Bartosza Kapustki, który porwał się z motyką na słońce. Transfer do Leicester City miał być dla młodego pomocnika skokiem w wielką piłkę, ale w Anglii nadal czeka na debiut.

- Trzymam kciuki, by Damian nie naciskał na zagraniczny transfer. Niech pogra tu jeszcze rok, może dwa, bo czasami lepiej poczekać z wyjazdem. Transfer, nawet do wielkiego klubu, ale tylko po to, by siedzieć na ławce, grać w rezerwach albo tułać się po wypożyczeniach, nie ma najmniejszego sensu - przekonuje były trener Cracovii.

Rymaniak myśli inaczej: - Na boisku jest taki jak w życiu: poukładany i dwa razy pomyśli, zanim coś zrobi. Dlatego nie zdarzają mu się głupie straty. Niech szuka szansy na wyjazd już w grudniu. By pluł sobie w brodę, że nie spróbował.

Jutro Polska zagra z Danią w eliminacjach do mistrzostw świata, a trzy dni później z Armenią. Dąbrowski czeka na debiut.

Więcej o: