Sport.pl

Miroslav Covilo: Spokojnie, to tylko kryzys skuteczności

Dla drużyny nie będzie dobrze, jeśli to ja będę najlepszym strzelcem w zespole.
Rozmowa z Miroslavem Covilą, pomocnikiem Cracovii

Damian Gołąb: Sześć meczów w lidze bez zwycięstwa - to kryzys?

Miroslav Covilo: Zdobywamy mało punktów i nie wygrywamy, ale gdy popatrzeć na nasze mecze, nie ma mowy o złej grze. Mamy tylko kryzys skuteczności. Gdyby była trochę lepsza, ostatnie spotkania wyglądałyby inaczej. Utrzymujemy się przy piłce, stwarzamy sytuacje.

Trener Jacek Zieliński powtarza, że niedługo ruszycie. Zachowujecie spokój?

- Tak, w szatni nie nakładamy presji. Nie jest tak, że nam nie idzie i chodzimy ze spuszczonymi głowami. Przecież nie cofamy się na własną połowę, przeciwnicy nas nie rozbijają. Musimy tylko poprawić skuteczność.

Z Zagłębiem Lubin strzelaliście aż 25 razy, a zdobyliście jedną bramkę...

- Nie pamiętam, bym wcześniej zagrał w takim meczu. W pierwszej połowie zdominowaliśmy Zagłębie, rywale tylko czekali na kontry. Trafiliśmy w poprzeczkę. Mam nadzieję, że od następnego spotkania zaczniemy trafiać.

Może powinien pan coś doradzić napastnikom? W końcu cały czas to pan z czterema bramkami jest najskuteczniejszym piłkarzem Cracovii w tym sezonie.

- Dla drużyny nie będzie dobrze, jeśli to ja będę liderem strzelców. Mamy teraz wielu dobrych zawodników, którzy odpalą. Zresztą w ostatnich trzech meczach ciężko było mi o gole, przy stałych fragmentach pilnowało mnie po dwóch rywali. Nie myślę o bramkach, tylko o tym, by drużyna zaczęła częściej trafiać.

Ale na razie napastnicy strzelili razem tyle goli co pan.

- Miałem po prostu szczęście, nawet dwa razy trafiłem po strzałach nogą (śmiech ). A w ostatnich meczach do drużyny los się nie uśmiechał. Gdyby było inaczej, ten sezon mógłby się dla nas zacząć tak jak poprzedni. Z Pogonią Szczecin mieliśmy dwa słupki przy prowadzeniu 1:0, potem przy 0:0 z Lechią Gdańsk słupek po strzale Marcina Budzińskiego... Te mecze mogły ułożyć się zupełnie inaczej, mielibyśmy kilka punktów więcej.

Panu skuteczność została z czasów, gdy grał pan w ataku?

- To było jeszcze w Bośni i Hercegowinie. Zawsze miałem wyczucie w powietrzu, umiałem się znaleźć w sytuacji podbramkowej. Potem zrobiłem sobie przerwę w grze w piłkę, poszedłem na studia. Kiedy wróciłem, zostałem cofnięty na pozycję defensywnego pomocnika. I tak już zostało, chociaż w ostatnim meczu to Damian Dąbrowski grał na tej pozycji, a ja trochę wyżej. Dobrze to wyglądało.

Dąbrowski w paru meczach pauzował przez kontuzję. Z nim gra się panu łatwiej?

- Od kiedy trafiłem do Cracovii, często występowaliśmy razem. Dobrze rozumiemy się na boisku, wiemy, co robić. Oczywiście to z nim gra mi się najlepiej. Ale Milan Dimun, który go zastępował, też ma duży potencjał.

Wcześniej z jakimś piłkarzem współpracowało się panu równie dobrze?

- Chyba nie. Damian kontroluje grę, mogę skupić się na zadaniach. Jesteśmy innymi typami piłkarzy i się uzupełniamy. Zrobi dużą karierę. Ma wszystko, czego potrzebuje defensywny pomocnik. W Polsce nie macie drugiego takiego piłkarza. Potrafi zagrać prostopadłą piłkę, zaliczyć asystę.

Pana jako defensywnego pomocnika bardziej cieszy zdobycie bramki czy mecz na zero z tyłu?

- Spotkanie bez straty gola. Bo nawet jak strzelę bramkę, może być tak jak w meczu z Lechem, że nic nam to nie daje.

Zapamiętuje pan drużyny, którym trafił do siatki?

- Zawsze gdy gram z nimi kolejny mecz, przypominam sobie o golu w poprzednim. Koronie, z którą gramy w sobotę, jeszcze nie strzeliłem, oprócz sparingu przy Kałuży. Ale to się nie liczy. Mamy z przodu dobrych zawodników i teraz to oni zaczną w końcu strzelać.

Wśród nich kilku nowych. Po letnich transferach Cracovia jest mocniejsza niż w poprzednim sezonie?

- Trudno powiedzieć. Raz chyba mogę wykorzystać dżokera i nie odpowiadać? (śmiech )

Więcej o: