Sport.pl

Słowacy z Cracovii nie chcą zostać na lodzie

Milan Dimun i Tomasz Vestenicky chcą tańczyć sambę na parkiecie i na boisku. Ale na razie czekają na ławce rezerwowych.
Jaki sport jest najpopularniejszy na Słowacji?

- Hokej. Zawsze tak było - odpowiada Vestenicky.

- Ale ostatnio to się zmienia. Piłki jest w mediach jakby więcej - przekonuje Dimun.

Ojciec 20-letniego pomocnika kopał piłkę tylko w ligach okręgowych. Za to bracia byli hokeistami, a on nie umie powiedzieć, dlaczego wybrał futbol. W dzieciństwie był na kilku treningach na lodowisku, ale uznał, że to nie dla niego. - Ale dobrze znam się na hokeju. Słyszałem, że ojciec Sebastiana Stebleckiego jest legendą hokejowej Cracovii. Byłem na meczu Ligi Mistrzów w Tauron Arenie. Tyle że poziom jest u was chyba dużo niższy niż na Słowacji - zastanawia się Dimun.

Vestenicky mieszkał w Nitrze, skąd pochodzi silna drużyna hokeja. Dlatego regularnie chodził i na stadion, i na lodowisko. Dziś ma kolegów w hokejowej drużynie Cracovii - wolny czas spędzają z rodakami Patrikiem Svitaną i Peterem Novajovskim. - Ale od początku w moim życiu była przede wszystkim piłka. Ostatnio na Słowacji faktycznie trochę poszła do przodu. Tylko ciągle brakuje pieniędzy. Przyzwoite budżety mają trzy kluby, i tyle. W dodatku nie wszystko jest zorganizowane tak profesjonalnie jak choćby tu, w Krakowie. Np. piłkarze na zgrupowanie kadry U-21 często jeżdżą dopiero w dniu meczu, a nie tak to powinno wyglądać - opowiada Vestenicky.

W Cracovii z młodymi Słowakami wiążą duże nadzieje. Za Vestnickiego zapłacili aż 500 tys. euro, a w historii klubu tylko dwóch piłkarzy było droższych (Saidi Ntibazonkiza i Krzysztof Piątek). Wyłowiony z akademii AS Roma napastnik mecze zaczyna głównie na ławce rezerwowych. Jeśli wchodzi, to na skrzydło, choć nie ukrywa: "Wolę grać jako napastnik".

Ostatniego (i jedynego) gola zdobył w marcu. - Zawsze grałem na szpicy, a teraz jest inaczej. Brakuje mi goli. W Romie strzelałem, w młodzieżowej reprezentacji też, a teraz nie... W sparingach przed sezonem trener wystawiał mnie na pozycji wysuniętego napastnika i piłka wpadała do siatki. Ale nie narzekam, tylko pracuję - zapewnia Vestenicky.

Dimun jest jego rówieśnikiem (20 lat), ale został sprowadzony z myślą o przyszłości. Kiedy podpisał kontrakt, trener Jacek Zieliński przekonywał, że trzeba dać mu czas. Ale Dimun szybko doczekał się debiutu. Dwa razy był w podstawowym składzie, ale dlatego, że kontuzję leczyli konkurenci, m.in. Damian Dąbrowski. Efekt był mizerny, bo Słowak grał niepewnie.

- Polska liga stoi na dużo wyższym poziomie niż słowacka, więc nie miałem wątpliwości, by przyjąć ofertę z Krakowa. Otoczka i stadiony też są u was lepsze. Już zimą była możliwość, bym trafił do Cracovii na wypożyczenie, ale doznałem kontuzji i nie wyszło - tłumaczy pomocnik.

Dimun opowiada też o derbach Krakowa. Nie zagrał, ale i tak był zachwycony (Cracovia wygrała 2:1). - Na meczu z taką atmosferą jeszcze nie byłem - przekonuje. Na stadion zaprosił rodziców i braci.

Vestenicky był jego przewodnikiem po Krakowie. I do dziś trzymają się razem. Ostatnio pojawił się nawet pomysł, by zapisali się na... kurs tańca latynoamerykańskiego. Znajomego nauczyciela miał im przedstawić Deleu, kolega z drużyny. - Ronaldinho też tańczył sambę na boisku, więc może by nam to pomogło? - śmieje się Vestenicky.

Więcej o: