Sport.pl

Mateusz Cetnarski przed derbami Krakowa: Przeciwko Wiśle zawsze dobrze mi się gra [ROZMOWA]

-W każdym spotkaniu powinno się dawać z siebie sto procent, ale coś w tym jest, że z Wisłą dało się wykrzesać jeszcze więcej - mówi przed 192. derbami Krakowa Mateusz Cetnarski, pomocnik Cracovii. Początek derbów w piątek o godz. 20.30, relacja na krakow.sport.pl.
Andrzej Klemba: W Krakowie wystąpił pan w derbach z prawdziwego zdarzenia. Może jeszcze gdy w Śląsku grał pan z Zagłębiem Lubin, była taka atmosfera?

Mateusz Cetnarski: Trudno to nazwać derbami. Dla mnie tak można mówić tylko o spotkaniach drużyn z tego samego miasta. Dopóki nie trafiłem do Cracovii, w takich nie grałem. W derbach Łodzi nie wystąpiłem, bo jak byłem pół roku w Widzewie, to ŁKS już nie było w ekstraklasie. We Wrocławiu drugiego klubu nie było, więc podciągano pod taką nazwę mecz z Zagłębiem Lubin. Oczywiście w tym przypadku też można było odczuć, że dla kibiców tych zespołów ten mecz jest najważniejszy.

Akurat we Wrocławiu trafiłem na najlepszy okres Śląska od 35 lat. Zdobyliśmy mistrzostwo i zajęliśmy trzecie miejsce. Kiedy tam grałem, to mecze z Zagłębiem wygrywaliśmy lub remisowaliśmy. Dobrze to wspominam, bo w sezonie mistrzowskim w Lubinie wygraliśmy 5:1, a u siebie 2:1. To były jedne z najpiękniejszych chwil, gdy byłem w Śląsku. Rzeczywiście smak prawdziwych derbów poznałem w Krakowie. Na dodatek mają najdłuższą historię w Polsce. Trudno je porównać z meczami, które się nazywa derbami województwa. W każdym spotkaniu piłkarz powinien dawać z siebie sto procent, ale coś w tym jest, że z Wisłą dało się wykrzesać jeszcze więcej. Dla fanów to święta rzecz. Po zwycięstwie na stadionie Wisły usłyszeliśmy, że już do końca sezonu możemy wszystko przegrać, bo ten najważniejszy - i to od niepamiętnych czasów na Wiśle - został wygrany. Śmialiśmy się z tego, ale to pokazuje wagę derbów i znaczenie dla kibiców.

[i na potwierdzenie, gdy rozmawiamy, za plecami przechodzi kilku kibiców: "Tylko, Cetnar, żebyście wygrali derby. Reszta meczów nieważna!"]

Na stadionie przy Reymonta świętował pan mistrzostwo ze Śląskiem i wygraną w derbach.

- Generalnie dobrze zawsze mi się gra przeciwko Wiśle. Od jakiegoś czasu zawsze coś mi się udaje zdziałać w tych meczach - albo strzelę bramkę, albo zaliczę asystę. Np. w moim ostatnim meczu dla Widzewa zdobyłem zwycięskiego gola. Później wygrana 1:0 po golu Mirka Covilo, zwycięstwo na Reymonta czy remis u siebie w moich pierwszych derbach.

Jak raz pan nie zagrał przeciwko Wiśle, to Cracovia przegrała. Chyba więc musi pan zagrać.

- Bardzo bym chciał. Mam nadzieję, że zagram i będą to kolejne derby Krakowa z pozytywnym zakończeniem dla Cracovii.

Przed derbami zwykle na trening przychodzą fani i nie zawsze jest kulturalnie...

- To chyba normalna sprawa, że przed derbami kibice przyjdą na trening. Powiedzą kilka ciepłych słów, parę ostrych. Nie spotkałem się nigdy z jakimś zastraszaniem, że jak nie wygramy, to Bóg wie, co nam się stanie. Raczej było to podbudowanie i podkreślenie, że to dla nich najważniejszy mecz.

U derbowego rywala wielkie zmiany...

- To, co się dzieje w Wiśle, nas nie interesuje. Mamy swój ogródek z problemami, które staramy się plewić. Nie jesteśmy faworytem. Wisła ma bardzo dobrych zawodników, patrzę na nich z szacunkiem. Motywować nas nie trzeba. Ani pompować balonika. On od dawna jest napompowany. Zobaczymy, kto wyżej na nim poleci.

Nie ma się co oszukiwać, to będzie wyjątkowy mecz. Pewnie ktoś powie, że trawa by się paliła, gdy na 11 zawodników siedmiu było wychowankami, ale i tak będą emocje. Oprócz tego, że na boisku będzie walka, chciałbym, by to było spotkanie na bardzo wysokim poziomie piłkarskim. Takie było ostatnio i fajnie byłoby ten poziom utrzymać. I niech wygra drużyna lepsza piłkarsko.

Więcej o: