Sport.pl

Niemiecki styl trenera rywala Cracovii. "Nie bierzemy pod uwagę porażki" [WYWIAD]

- Jeśli przegramy, świat się nie skończy, ale nie bierzemy tego pod uwagę. A z powodu Bartosza Kapustki zostałem nawet kibicem reprezentacji Polski - mówi Bruno Akrapović, trener Skendiji Tetowo, rywala Cracovii w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy.
Jarosław K. Kowal: Jest pan zadowolony z losowania?

Bruno Akrapović: Cracovia to chyba najsilniejsza z czterech drużyn, na które mogliśmy trafić. Cieszymy się, że w ogóle gramy w eliminacjach do Ligi Europy.

Co już pan wie o Cracovii?

- Widziałem kilka jej meczów i mogę powiedzieć dużo dobrego. Na pewno łatwo nam nie będzie. Sam grałem przez wiele lat w Niemczech, więc dobrze wiem, kim jest np. Erik Jendriszek. Osobiście go nie znam, ale oglądałem go w 1. FC Kaiserslautern. Nie można też zapomnieć m.in. o Marcinie Budzińskim, a Miroslava Covilę kojarzę z bałkańskich lig.

W Polsce wiele osób zwraca uwagę na jego dobrą grę w powietrzu.

- Ale to nie jest jego jedyny atut! Kiedy Cracovia atakuje, on biegnie w pole karne, a potem pomaga w defensywie. Dobrze wiem, jak ważnym jest piłkarzem dla drużyny.

A Kapustka?

- Z jego powodu zostałem nawet fanem reprezentacji Polski (śmiech). Kibicowałem jej przeciwko Szwajcarii. Bo gdyby odpadła, Kapustka może wróciłby na rewanż z na mi. Polacy grają bardzo nowoczesny futbol. Powiedziałbym, że są gdzieś pomiędzy Chorwacją a Niemcami. Świetnie zachowują równowagę między atakiem a obroną. Z kolei Robert Lewandowski to najlepszy, najbardziej kompletny piłkarz, jaki gra na Euro 2016.

Tetowo pewnie trzymało kciuki za Albanię?

- Tak, mieszka tu wielu Albańczyków, którzy żyli Euro 2016. Kiedy reprezentacja tego kraju odniosła historyczne zwycięstwo z Rumunią, byliśmy na zgrupowaniu w Słowenii, więc nie wiem, co się działo w mieście. Ale jestem przekonany, że była euforia.

Wróćmy do meczu Skendiji z Cracovią...

- Nie jesteśmy faworytami, ale chcemy awansować. Jeśli odpadniemy, świat się nie skończy, ale o porażce nie myślimy. Chcemy wygrywać wszystko, w każdym meczu rozdawać karty. Prowadzę drużynę od stycznia. Od tego czasu rozegraliśmy 17 meczów, wygraliśmy 15. Tylko jeden remis i jedna porażka.

Jak duża jest przepaść między polską a macedońską ligą?

- Na pewno duża. W Polsce na mecze chodzi więcej osób. Macedończycy też interesu ją się piłką nożną, ale kultura kibicowania jest niższa. Akurat tu, w Tetowie, mamy największy w kraju ośrodek piłkarski, na mecze regularnie chodzi ponad 10 tys. kibiców. Ale na innych jest np. po pięć tysięcy. To mało.

Czytałem, że atmosfera w Tetowie bywa gorąca.

- Oj, to prawda. Mecze z Vardarem czy Robotnickim są jak derby. Do tego dochodzi rywalizacja na tle albańsko-macedońskim.

A poziom ligi?

- Polska ekstraklasa na pewno stoi na wyższym. U nas w lidze jest 10 zespołów. I cztery pierwsze są naprawdę nie złe. Mają potencjał, by wygrywać z zagranicznymi drużynami. Może nie z włoski mi czy niemieckimi, ale - przy odrobinie szczęścia - np. z kazachskimi, może też z polskimi. Kłopot w tym, że nasza liga nie jest wyrównana, pozostałym zespołom brakuje jakości. To złożony temat, ale w Macedonii musi się wiele zmienić. Kluby częściej powinny m.in. dawać szanse młodym piłkarzom.

Z Cracovią zagracie w Skopje, nie w Tetowie. To problem?

- Trudno wyjaśnić, dlaczego tak jest, ale drużyny z Macedonii wszystkie mecze organizowane przez UEFA rozgrywa ją na tym samym stadionie [Arena im. Filipa II Macedońskiego - przyp. red.]. Ale dla nas to żaden problem, bo na początku roku Skendija przez trzy miesiące podejmowała rywali właśnie w Skopje. Nasz stadion od tamtej pory jest w budowie. I na mecze ligowe jest już gotowy, ale na europejskie puchary jeszcze nie. Mimo wszystko zdecydowanie możemy powiedzieć: "zagramy u siebie". Nie wiem, ilu przyjdzie ludzi, ale pewnie 10-15 tys.

Przez wiele lat grał pan w Niemczech. Dziś przenosi pan niemiecki styl do Tetowa?

- Tak, bo chcę, by Skendija grała nowocześnie. Chcemy utrzymywać się przy piłce, umiejętnie przechodzić z ataku do obrony.

Czyli trzeba się spodziewać dobrego, otwartego meczu?

- Jeśli Cracovia zechce zaatakować, tak będzie.

A propos Niemiec: może pan powiedzieć, dlaczego przez całą karierę grał pan z numerem 8?

- (śmiech) Wszystko dlatego, że po raz pierwszy przyjechałem do tego kraju ósmego dnia miesiąca, ósmego miesiąca roku. Chciałem zostać na kilka dni, a zostałem na 25 lat. Nadal mam mieszkanie w NIemczech i rodzinę, chociaż pracuję w Macedonii. Dużo się nauczyłem od niemieckich trenerów, poznałem wiele osób. Grałem m.in. z Juergenem Kloppem w FSV Mainz 05.

I dziś dzwonicie do siebie, by podzielić się doświadczeniami?

- Nie. Mamy sporadyczny kontakt, ale Juergen ma mało czasu. Zresztą nigdy nie proszę o rady. Czasem przyglądam się pracy innych, biorę coś dla siebie, ale mam własny styl. Dla mnie i trenera Kloppa wielką inspiracją był śp. Josip Kuze [trener Mainz w latach 1992-94 - przyp. red.]. On tak naprawdę stoi za rewolucją w niemieckim futbolu, bo doskonalił ideę umiejętnego przechodzenia z ofensywy do defensywy i odwrotnie. Wtedy niewielu rozumiało jego pomysły, ale my z Juergenem czerpiemy z nich do dziś.

Więcej o: