Euro 2017. Marek Koźmiński: Kraków futbolem stoi [WYWIAD]

Być może przyszły zdobywca Złotej Piłki zagra za rok w Krakowie. - To miasto dużo zrobiło dla futbolu - przekonuje Marek Koźmiński, ambasador mistrzostw Europy do lat 21.
Niewiele brakowało, a podobnie jak w przypadku Euro 2012 Kraków musiałby obejść się smakiem. Kiedy Polska otrzymała prawo do organizacji turnieju, nie było go na liście gospodarzy.

Ale to się zmieniło. Ostatecznie młode gwiazdy europejskiej piłki zagrają na stadionie Cracovii w 2017 r. aż pięć razy. Reprezentacja Polski - przynajmniej na początku - pod Wawel nie przyjedzie, ale odbędą się tutaj trzy spotkania grupy C, półfinał oraz finał. Pierwszy mecz w Krakowie zaplanowano na 18 czerwca, ostatni - na 30.

Rozmowa z Markiem Koźmińskim, wiceprezesem PZPN

Damian Gołąb: Na początku Krakowa nie było na liście miast gospodarzy. Dziś krakowianin jest ambasadorem turnieju i tutaj odbędzie się finał. Maczał pan w tym palce?

Marek Koźmiński: Nie nazwałbym tego w ten sposób. Kraków to miasto, które futbolem stoi, dla futbolu dużo zrobiło i ma wspaniałe obiekty sportowe. Trzeba było włożyć trochę pracy w to, by Kraków miał ten turniej. I to w najważniejszej fazie, kiedy będzie się grać o medale. Udało nam się przekonać wszystkich, których było trzeba przekonać: miasto - tu wielki ukłon w stronę pana prezydenta, UEFA i PZPN.

Stwierdził pan niedawno, że Polska może wygrać Euro 2017. Na poprzednie mistrzostwa trudno było się nam nawet zakwalifikować. Jest aż taki postęp?

- Dziś, rok przed rozpoczęciem turnieju, mamy pięciu zawodników, którzy pojechali z pierwszą reprezentacją na Euro 2016 do Francji, a mogliby też zagrać w kadrze młodzieżowej. W związku z tym optymizm jest jak najbardziej uzasadniony. Mamy podstawę drużyny i klasowych piłkarzy. Jednak w sporcie rok to bardzo dużo. Wiele jeszcze może się wydarzyć: i pozytywnego, i negatywnego. Musimy poczekać, ale dziś na poziomie U-21 jesteśmy silną drużyną.

Pan dobrze zna włoską piłkę. Gdyby porównać nasz potencjał i Włochów...

- W futbolu młodzieżowym nie ma ciągłości. Sytuacja zmienia się z roku na rok. Kolejne roczniki produkują wybitnych lub mniej wybitnych piłkarzy. Akurat my mamy dziś silne pokolenie i jest się kim chwalić. Co prawda mówi się, że nazwiska nie grają, ale są potrzebne, by zwyciężać. Bez jakości się nie da.

Te nazwiska to przede wszystkim Milik, Zieliński i Kapustka. Za rok to będą piłkarze europejskiego formatu?

- Nie chcę wchodzić w personalia, ale niektórzy już nimi są. Piłkarz formuje się przez lata, więc jestem przekonany, że za rok będą jeszcze lepsi. Może wyskoczy ktoś nowy? Jeszcze będziemy pozytywnie zaskoczeni. Negatywnie niestety też, bo taki jest sport.

Krakowskim akcentem na tym turnieju będzie Kapustka. Widzi pan w Cracovii lub Wiśle innych piłkarzy, którzy mogą pukać do bram tej kadry?

- Teraz nie, ale powtórzę: za rok może być inaczej. Kariery piłkarzy w tym wieku są tak dynamiczne, że nawet w ciągu trzech miesięcy może się coś wydarzyć.

Był pan na podobnym turnieju - na igrzyskach w Barcelonie. Dla młodego piłkarza udział w takiej imprezie może być pozytywnym kopem?

- Nie może być, tylko jest. Jeśli piłkarz dobrze zaprezentuje się w reprezentacji, automatycznie trafia do notesów europejskich klubów i jego kariera nabiera rozpędu. W przypadku niektórych zawodników polskiej kadry tak może się stać. Ale część z nich już gra za granicą. To nie będzie np. promocja Arkadiusza Milika, a potwierdzenie jego wielkiej wartości.