Kurtuazja w Cracovii wreszcie poszła na bok

- Gramy o podium - zapewniają przy ul. Kałuży, choć do niedawna unikali tego typu deklaracji. W sobotę Cracovia podejmie Górnika Łęczna (godz. 18) i chce zrobić krok do wymarzonego celu.
Do tej pory trener i piłkarze wyginali języki, by nie powiedzieć o dwa słowa za dużo i np. zadeklarować, że walczą o europejskie puchary. Choć Cracovia regularnie zbierała punkty i pochwały, a eksperci mówili o niej: "rewelacja ligi", to w klubie mało kto podejmował temat. Gdy padało pytanie, co drużyna Jacka Zielińskiego może osiągnąć, zawodnicy najczęściej rzucali hasłami o tym, że najważniejszy jest najbliższy mecz. Trener czasami wręcz irytował się i powtarzał, że celem jest awans do pierwszej ósemki.

Przed szereg wyszedł tylko... prezes Janusz Filipiak, który powiedział wprost: "Myślimy o europejskich pucharach". Właściciel klubu za dostanie się co najmniej do eliminacji Ligi Europy obiecał zresztą piłkarzom premie.

Cel minimum wykonany

Tuż przed końcem sezonu zasadniczego już nikt nie może chować się za kurtuazją. Pierwszy cel udało się zrealizować po 27. kolejce. Dziś matematyka jest sprzymierzeńcem piłkarzy Cracovii - mają 10 punktów przewagi nad dziewiątą w tabeli Lechią Gdańsk, a takiej przewagi już nie da się roztrwonić.

O co gra Cracovia? - pytamy więc trenera przed dwoma ostatnimi meczami rundy zasadniczej. - Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na razie chcemy awansować do grupy mistrzowskiej z trzeciego miejsca. A skoro już zostaniemy na podium, to oczywiście będziemy chcieli utrzymać się na nim do końca - odpowiada trener.

Na razie trzeba wygrać z Górnikiem Łęczna. Tym bardziej że krakowianie na własnym stadionie w tym roku odnieśli tylko jedno zwycięstwo (w połowie lutego 3:0 z Górnikiem Zabrze). A rywale są w dołku - przegrali cztery ostatnie mecze i mają tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.

Ale jesienią napsuli krakowianom dużo krwi - wygrali u siebie 1:0, a trener Zieliński uznaje tamten mecz za najgorszy w sezonie. - Czy w związku z tym zamierzamy się odgryźć? Trochę czasu już minęło. My poszliśmy w górę, Górnik został w dole tabeli. Ale skoro nas pokonał, to naturalne, że chcemy się zrewanżować. Tym bardziej że zwycięstwo definitywnie mogłoby nam dać miejsce w pierwszej czwórce - przekonuje.

Trener znów usiądzie na trybunach

Zieliński ma lepszą sytuację kadrową niż przed ostatnim meczem, ale paradoksalnie też... większy ból głowy. Przed dwoma tygodniami błysnęli Tomasz Vestenicky i Mateusz Wdowiak (z Pogonią Szczecin zdobyli po pięknym golu), którzy zazwyczaj są rezerwowymi. Gdyby trener chciał im dać nagrodę za tamten występ, to musiałby posadzić na ławce kogoś z podstawowego składu.

W klubie głowią się też, jak zastąpić Damiana Dąbrowskiego, który niedawno przeszedł operację i w tym sezonie już nie zagra. Głównym kandydatem wydawał się być Marcin Budziński, ale rolę defensywnego pomocnika mógłby przejąć też Bartosz Kapustka. Na tej pozycji zagrał w reprezentacji Polski i wysłuchał dużo pochwał. - Był już wcześniej ustawiany jako defensywny pomocnik. Też myślimy o takim rozwiązaniu, ale kiedy z niego skorzystamy, trudno powiedzieć - ucina Zieliński.

Będzie to drugi z rzędu mecz, na który trener będzie patrzył z trybun. To jeszcze kara za krytykowanie decyzji sędziego przed trzema tygodniami.

Transmisja w Canal+ Sport.

Relacja na krakow.sport.pl