Cracovia - Górnik. Przed wznowieniem rozgrywek niepewność przy Kałuży

Skończy się historycznym sukcesem albo bolesnym rozczarowaniem. Cracovia meczem u siebie z Górnikiem Zabrze (sobota, godz. 18) rozpoczyna wiosnę jako jeden z faworytów ligi.
Jeśli po ubiegłym sezonie albo na początku obecnego ktoś na wyniki Cracovii patrzył z przymrużeniem oka, to musiał w końcu zmienić podejście. Trener i piłkarze nie chcą wychodzić przed szereg i na każdym kroku powtarzają, że celem jest tylko awans do pierwszej ósemki, ale już prezes Janusz Filipiak mówi wprost o europejskich pucharach. Po kilku chudych latach apetyty są duże. Cracovia przezimowała na podium ekstraklasy i kibice liczą, że na nim zostanie.

- Przed pierwszym meczem nie mam problemów ze snem ani wielkich znaków zapytania - zapewnia Jacek Zieliński, trener Cracovii, choć wydaje się, że ma wciąż kilka pytań bez odpowiedzi.

Rywale nie spali

Przede wszystkim czy bez Denissa Rakelsa Cracovia będzie równie skuteczna co jesienią? Łotysz strzelił 15 goli i odszedł do angielskiego Reading FC. Zieliński przyznaje, że był na to przygotowany, ale... - Nie dam sobie ręki uciąć, że nie ucierpimy na stracie Denissa. Jeśli ktoś twierdzi, że odejście najlepszego strzelca będzie bezbolesne, to nie ma racji - nie ukrywa trener.

Tym bardziej że najgroźniejsi rywale zimy nie przespali. W styczniu czy w lutym trudniej o sprowadzenie dobrego piłkarza niż latem, ale w tym okienku w Polsce działo się dużo ciekawego. Druga w tabeli Legia Warszawa podebrała Lechowi Fina Kaspera Hamalainena i przeprowadziła jeszcze kilka innych ciekawych transferów.

Pierwszy Piast Gliwice może nie był aż tak aktywny, choć ściągnięcie Macieja Jankowskiego z Wisły było sporym wydarzeniem. Czwarta Pogoń Szczecin wygrała rywalizację z Legią i Lechem Poznań o Adama Gyurcso, skrzydłowego z Węgier.

Cracovia pieniędzmi nie szastała. - Nie nastawialiśmy się na szalone zakupy. Nie było głośnych transferów, ale to nie znaczy, że mój zespół jest słabszy niż jesienią. Naszą siłą jest stabilizacja składu - uważa Zieliński.

To nie znaczy, że przy ul. Kałuży nic się nie działo. Niewiele zabrakło, a Cracovia przebiłaby wyczyny rywali, bo była o krok od hitu transferowego.

Działacze długo negocjowali z Miroslavem Radoviciem, byłą gwiazdą Legii, ale Serb ostatecznie podpisał kontrakt z Olimpiją Lublana, liderem słoweńskiej ekstraklasy. Krakowianie nie chcieli płacić tyle, ile zażądał. - Było blisko sfinalizowania transferu, to fakt. Ale Radović ma dość duże wymagania, a my uznaliśmy, że nie będziemy tworzyć kominów płacowych - tłumaczy Zieliński.

To jeszcze nie koniec?

Inne transfery? Ściągnięci zimą Hubert Adamczyk i Przemysław Pyrdek na razie nie mają szans na regularną grę, ale obrońca Florin Bejan i skrzydłowy Anton Karaczanakow już tak. Kłopot tylko w tym, że obaj z marszu raczej nie zbawią drużyny. Rumun przed podpisaniem kontraktu w swoim kraju został odsunięty od treningów i ma zaległości. A Bułgar - jak mówią w klubie - musi się przyzwyczaić do stylu gry Cracovii.

Ale to być może nie koniec. Okienko transferowe jest otwarte do końca lutego, a Cracovia ciągle szuka. - Tyle że nie jest łatwo, bo to musi być ktoś lepszy od piłkarzy, jakich mamy. Na rynku jest niewielu takich. Ale długo już czekam, więc poczekam jeszcze trochę - mówi Zieliński,

Górnik Zabrze, sobotni rywal jego drużyny, zimą też nie próżnował. Sprowadził w sumie sześciu piłkarzy, w tym Sebastiana Stebleckiego, byłego piłkarza Cracovii. Niby jesień zakończył w strefie spadkowej, ale dziś nie wiadomo, czego się spodziewać.

W dodatku Cracovia jest osłabiona. Nieobecność Sretena Sretenovicia (pauzuje za żółtą kartkę, a do tego rehabilituje się po kontuzji) to nie jest duży problem, ale brak Miroslava Covili - zdecydowanie tak. - W tej sytuacji trudno powiedzieć, że na mecz z Górnikiem mamy silniejszą kadrę niż na ostatnie spotkanie w poprzednim roku - przyznaje Zieliński.

Transmisja meczu w Canal+ Sport. Relacja na krakow.sport.pl.