Sport.pl

Sebastian Steblecki jak Piotr Giza? Udane powroty na stadion Cracovii

Paweł Nowak, Marcin Cabaj i Piotr Giza mieli udział w awansie Cracovii do ekstraklasy, a potem zagrali przeciwko drużynie z ul. Kałuży. W sobotę do tego grona powinien dołączyć... Sebastian Steblecki.
Facebook? » | A może Twitter? »


Nowak, Cabaj i Giza przeszli z Cracovią drogę z III ligi do ekstraklasy (w latach 2002-2004). Za to Steblecki przeżył gorycz spadku (w 2012) i radość awansu (2013). Przy ul. Kałuży spędzili minimum pięć lat i wszyscy urodzili się pod Wawelem. Poza Nowakiem w ekstraklasie zadebiutowali jako gracze Cracovii.

Pierwszy krakowski klub opuścił Giza. W 2007 roku najpierw został na sezon wypożyczony do Legii, a potem odszedł definitywnie. Kibice Cracovii go bardzo lubili, za to nie przepadał za nim ówczesny trener Stefan Majewski i doszło między nimi do konfliktu. Gdy we wrześniu 2008 roku Giza wchodził na murawę kwadrans przed końcem, dostał aplauz od fanów, którzy dali jasny znak, kogo popierali w sporze. Gdy przypieczętował wygraną Legii 3:0, znów zachwyceni kibice skandowali nazwisko dawnego pupila. A do szkoleniowca krzyczeli: "Każdy to powie, Majewski niszczy Cracovię. Jutro sobota, Majewski pakuj laptopa".

- W Krakowie spędziłem pięć niezwykle fajnych lat. Dreszczyk emocji będzie mi zawsze towarzyszył. Sentyment do klubu pozostaje i już teraz cieszę się na myśl o rozmowie z chłopakami - mówił przed meczem, a po dodał: - To było dla mnie wyjątkowe spotkanie. Przeciwko Arkowi Baranowi grałem do tej pory tylko na treningach i nie do końca wierzyłem, że to spotkanie o punkty. Fajnie, że kibice pożegnali mnie w ten sposób. Pamiętają moje występy i to, co zrobiłem dla Cracovii.

Łatwego odejścia nie miał także Nowak. Przeszedł do Lechii Gdańsk, ale Cracovia utrzymywała, że ma prawo przedłużyć o rok kontrakt. PZPN stanął jednak po stronie zawodnika. Gdy pierwszy raz zagrał przeciwko byłemu klubowi, przypieczętował jedną z najwyższych porażek w historii występów Cracovii w ekstraklasie. W Sosnowcu Lechia wygrała aż 6:2, a Nowak zdobył dwa gole i zaliczył trzy asysty.

- Takie jest życie sportowca. Z Cracovią awansowałem najpierw do II ligi, potem do ekstraklasy. To były miłe chwile, sentyment na pewno pozostanie, ale teraz wszystko, co najlepsze, chcę dawać Lechii - podkreślał Nowak, a kilka miesięcy po tym spotkaniu wspominał: - Najtrudniejszy mecz przeciwko Cracovii już za mną. Graliśmy na wyjeździe i była to dla mnie świeża sprawa, bo właśnie co zmieniłem klub. Teraz jestem już w Gdańsku pięć miesięcy i mecz traktuję normalnie, czyli jak każdy inny. Nie myślimy o powtórzeniu wyniku z pierwszego meczu. Nikt już tak wysoko z Cracovią potem nie wygrał.

Cabaj dwa razy pomógł Cracovii w awansie. Najpierw jako jej bramkarz od 2003 roku. Przy ul. Kałuży grał do 2010 roku i w tym czasie rozegrał 162 spotkania. Drugi raz w maju 2013 roku, gdy jako zawodnik Sandecji Nowy Sącz puścił kuriozalną bramkę - po podaniu Marcina Makucha przepuścił piłkę do siatki. Gdyby nie ten gol i zwycięstwo, Cracovia nie wróciłaby po roku do ekstraklasy.

W sobotę przeciwko drużynie z ul. Kałuży zagra jej wychowanek - Steblecki. Z klubu odszedł dość niespodziewanie tuż przed końcem letniego okna transferowego w 2014 roku. Za 50 tys. euro trafił do SC Cambuur-Leeuwarden. W holenderskiej ekstraklasie przez półtora sezonu rozegrał 13 spotkań (2 gole). W przerwie zimowej wrócił do Polski. - Przejście do Górnika odbyło się bardzo szybko. Bardzo mi zależało, by zmienić otoczenie. Czekałam na ofertę, w której usłyszę od ludzi z klubu, że jestem potrzebny i widzą mnie w zespole. Tak się złożyło, że zgłosił się klub z Zabrza - opowiada Steblecki. - Cracovia? Nie było żadnych sygnałów. Nie byłem zaskoczony, bo teraz zespół walczy o europejskie puchary. Do tego ma bardzo silną linię pomocy i raczej nie potrzebuje w nich znaczących zmian.

Pierwszy raz przy ul. Kałuży w ekstraklasie zagrał przeciwko... Górnikowi. Do tej pory zaliczył w niej 43 spotkania. Jest duża szansa, że znów wybiegnie na boisko Cracovii. - To będzie dla mnie specyficzny mecz. Będę się dziwnie czuł, gdy pójdę do innej szatni. Zazwyczaj występowałem w koszulce w biało-czerwone pasy, a teraz przyjdzie mi walczyć przeciwko tak ubranym zawodnikom - dodaje Steblecki. - Taki jednak jest los piłkarza. Jestem teraz w Górniku i jestem z tego szczęśliwy, bo to także zasłużony klub z dużą liczbą kibiców i fajną otoczką. Nic, tylko walczyć o miejsce w składzie. Sentymenty należy odstawić na bok.

Więcej o: