Sport.pl

Wojciech Stawowy życzy Cracovii gwiezdnych wojen [WYWIAD]

- To może być sezon Cracovii, w końcu może zrobić coś wielkiego. Przecież każdy ekspert wymienia ją w gronie kandydatów do mistrzostwa Polski - przekonuje Wojciech Stawowy, były trener Cracovii.
Jarosław K. Kowal: Pamięta pan, co robił dokładnie 10 lat temu?

Wojciech Stawowy: Tak, wiem, o co chodzi. Podpisałem kontrakt z Cracovią, który miał obowiązywać 10 lat.

A obowiązywał przez miesiąc. Co się wydarzyło?

- Nie wiem, czy jest sens do tego wracać. Z zarządem nie mogliśmy dojść od porozumienia w błahych sprawach, więc tym bardziej nie doszlibyśmy w ważnych. Zdecydowałem, że odchodzę i dzisiaj zrobiłbym to samo.

Kontrakt wygasłby kilka dni temu. Niewiarygodne, jeśli wziąć pod uwagę, do ilu zmian w Cracovii doszło w międzyczasie.

- Taki kontrakt dla trenera to prezent. Wiele razy zastanawiałem się, co by było, gdybym go wypełnił. Może Cracovia byłaby po dużych sukcesach?

Mówił pan wtedy, że chce być dla Cracovii tym, kim Alex Ferguson był dla Manchesteru United.

- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Czasem używam barwnych porównań, ale chyba nic dziwnego, że staramy się czerpać wzorce od najlepszych? Może nie jest to norma, ale są kluby, gdzie trenerzy pracowali latami. Oprócz Fergusona jest jeszcze Arsene Wenger z Arsenalu, więc dlaczego w Polsce ktoś taki nie mógłby się pojawić?

Jacek Zieliński powinien podpisać kontrakt na 10 lat?

- Oczywiście im dłuższa umowa, tym większa stabilizacja. Nie chodzi o odcinanie kuponów, ale o swobodę pracy. To, co Jacek robi dla Cracovii, na dziś daje same korzyści. Jeśli będzie tak dalej, to może drużyna doczeka się trenera na długie lata. Tylko nie może być tak, że przyjdzie słabszy moment i od razu nad szkoleniowcem zaczną gromadzić się czarne chmury. W Polsce mówi się, że trener jest tak dobry jak jego ostatni mecz. Głupszego powiedzenia nie słyszałem. Kiedy jest źle, w klubie powinno paść hasło: "wszystkie ręce na pokład". Nie może być tak, że ktoś komuś nogę podkłada. Żyjemy w polskim piekiełku, więc to trudne do wyobrażenia, ale warto mieć nadzieję.

Co pan myśli o grze Cracovii?

- Nie jestem zaskoczony jej miejscem w tabeli. Zawsze miała piłkarzy, którzy chcą grać piłką, a trener Zieliński trafił z doborem taktyki. Dał powiew świeżości, kontrolowanego luzu... Jest wyważonym, spokojnym człowiekiem. Zazdrość? Skąd! Mężczyzna mężczyźnie nie zazdrości. Uczciwie cieszę się z wyników Cracovii. Tym bardziej że zawód trenera jest jednym z najtrudniejszych na świecie. Ale mówienie, że Cracovia już osiągnęła sukces, byłoby na wyrost. Na razie ma za sobą dobrą rundę. To, co powiem, każdy może odbierać, jak chce. Niech mówią, że jestem bufonem, ale wprowadziłem Cracovię kilka razy do ekstraklasy i gdyby nie to oraz determinacja niektórych piłkarzy, tej drużyny nie byłoby dzisiaj na podium. A komentarze, że awansowaliśmy psim swędem, są poniżej pasa.

Nie obawia się pan, że w Cracovii coś się nagle popsuje? Już raz tak było, za pana czasów.

- Nie, bo w Cracovii nie ma Stawowego, a prezes współpracuje z trenerem, któremu ufa. Mnie potrzebował tylko do czarnej roboty, niczego więcej. Dziś widzę, że ktoś miał kompleks Stawowego. Jak mogę mówić inaczej, skoro słyszałem hasła typu: "kiedy pana drużyna wygrywa, ja przegrywam".

Prezes tak panu mówił?

- Nie chcę mówić kto. To tak, jakbym zazdrościł, że kolega jeździ audi, a ja tylko cinquecento. Do dziś nie rozumiem, dlaczego sprzedano mi Milosza Kosanovicia i nie negocjowano z piłkarzami, którym kończą się kontakty. Ktoś zajmował się statystykami i obliczył, że to, co w sezonie 2013/14 ugraliśmy jesienią, wystarczy do utrzymania. Zresztą niewiele zabrakło, a by się pomylił. Swoją drogą, kibice częściej powinni skandować nazwisko Janusza Filipiaka, bo profesor to lubi.

Dziś dochodzą mnie słuchy, że prezes ma ambicje, by grać w europejskich pucharach. A kiedy ja o tym mówiłem, to profesor próbował tonować nastroje. Dziś stawia się konkretne cele, za moich czasów tego nie było. Sam je wyznaczałem, a mówiło się tylko, że niepotrzebnie stresuję zawodników. Ale w klubie już nie ma Stawowego, więc jeśli coś się zmieni, to tylko na lepsze. Wydaje się, że relacje są normalne. Jacek nie musi pracować z człowiekiem, który wyrządził mu w życiu dużo krzywdy [Stawowy nawiązuje do własnej współpracy z Piotrem Burlikowskim, byłym dyrektorem sportowym Cracovii - przyp. red.]. Skoro dostał do podpisania trzyletni kontrakt, to nikt nie będzie mu robił pod górkę.

Pół żartem: ostatnio rzucił mi się w oczy komentarz, że przepowiednia Stawowego może się sprawdzić. Chodzi o Cracovię w Lidze Mistrzów.

- Przepowiednia to za duże słowo. Ale zawsze o marzeniach mówiłem głośno, podczas gdy niektórzy woleli być bardziej dyplomatyczni. A być może stanie się, jak mówiłem, i Cracovia faktycznie będzie pierwszym w XXI w. polskim zespołem w Lidze Mistrzów. Każdy ekspert wymieni ją w gronie kandydatów do mistrzostwa, więc kto wie? Klub jest dobrze zarządzany, stabilny finansowo, płaci na bieżąco, ma dobry zespół, perspektywiczną młodzież i odpowiedni sztab trenerski. Wszystko jest "na tak". Może tym razem Cracovia wywoła gwiezdne wojny, zamiast być ich ofiarą?



Więc czego jej jeszcze potrzeba?

- Nie chcę niczego sugerować, bo Jacek wie, co robić, ale, po pierwsze, potrzebny jest spokój. Po drugie, klub popełni wielki błąd, jeśli pozbędzie się jakiegokolwiek zawodnika, na którym zależy Zielińskiemu. Po trzecie, jeśli ktoś ma dołączyć do drużyny, to musi być to duże wzmocnienie. Oczywiście nie chodzi o to, że Cracovia ma być zamkniętą kliką. Ale poprzez sprowadzanie piłkarzy na podobnym poziomie do obecnych można więcej zepsuć, niż poprawić. Na polskim rynku nie widzę nikogo, kogo Cracovia koniecznie musiałaby mieć.

Wiem, że mój czas bezpowrotnie minął, ale patrzę z boku i widzę, że to może być sezon Cracovii, że może zrobić coś wielkiego, o ile te warunki zostaną spełnione.

Jeszcze pytanie o Bartosza Kapustkę, bo to pana były podopieczny. Dużo się wokół niego dzieje. Nie odfrunie?

- Zapamiętałem go jako skromnego i pracowitego chłopaka. Wszystko zależy od tego, jaki wpływ będzie miało na niego najbliższe otoczenie. I nie mówię o kolegach z drużyny, ale trenerach, zarządzie i rodzicach. To młody chłopak, zarabia pieniądze, jest rozpoznawalny, ale to nie oznacza, że jest w pełni samodzielny. Dużą rolę na pewno odegra jego tata.

Jeśli ktoś myśli, że jest kompletnym piłkarzem i już powinien wyjeżdżać za granicę, to jest w błędzie. Nigdy nie zapomnę naszej rozmowy. Mówiłem mu: "Bartek, mnie niedługo w Cracovii nie będzie, ale ty zostaniesz i osiągniesz sukces". Zmartwiłem się, kiedy przeczytałem o zajściu w klubie, gdzie został uderzony. Przykre było dla mnie też to, że zawodnik, któremu przecież podałem rękę, nawet nie przysłał życzeń świątecznych. Ale jeśli ktoś mi powie, że stał się zarozumiały, nigdy nie uwierzę. Jeśli to czyta, chciałbym mu przekazać, by się nie zmieniał, zawsze był sobą.

Więcej o:
Komentarze (1)
Wojciech Stawowy życzy Cracovii gwiezdnych wojen [WYWIAD]
Zaloguj się
  • bonaventurajankanty

    Oceniono 5 razy 5

    Dla ciebie - Pan Trener Zieliński, a nie "Jacek". Kompletny odlot wizjonera ze starą, niedorzeczną narracją - "zatrudnił mnie by po mnie jechać". Horyzonty absurdu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX