Sport.pl

Trio Cracovii ma na koncie więcej goli niż... 11 drużyn ekstraklasy

Deniss Rakels, Erik Jendriszek i Mateusz Cetnarski w sumie zdobyli 26 bramek. - Oby tak dalej! - uśmiecha się Słowak.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Liczby robią wrażenie. Cracovia strzela jak najęta, choć przez lata skuteczność był jej piętą achillesową. Rok temu po 19 kolejkach miała 19 goli. Dwa lata temu - 28. Trzy lata temu w I lidze - 27. A dziś już 40, najwięcej w ekstraklasie.

26 z nich to zasługa trio R-J-C. Rakels wyrównał klubowy rekord strzelecki XXI w. (12 goli Piotra Bani), choć sezon ledwo minął półmetek. Cetnarski, jeśli nie strzeli, to zazwyczaj asystuje. Jendriszek może nie błyszczy tak, jak oczekiwano od byłego piłkarza Bundesligi, ale dokłada cegiełki do sukcesów Cracovii.

- Trenerzy zawsze mi powtarzali, że jeśli napastnik strzeli 10 bramek w sezonie, to swoje zrobił. Mam siedem, więc brakuje niewiele. Potem oczywiście będę chciał więcej - mówi Jendriszek. A Rakels pewnie byłby głównym kandydatem do tytułu króla strzelców, gdyby rekordów strzeleckich nie bił Nemanja Nikolić z Legii. Do Węgra brakuje mu aż osiem goli.

Niby Cracovia nie ma klasycznego napastnika, ale rywale nie radzą sobie z jej stylem. - Naszą mocną stroną jest to, że ciągle zmieniamy pozycje. Jeśli trzeba, cofam się, schodzę do boku albo ustawiam za najbardziej wysuniętym piłkarzem. Fajnie, że Denissowi wszystko wpada. Legia ma Nikolicia, a my mamy Rakelsa. Szacunek dla niego - tłumaczy Jendriszek i wspomina dawne czasy.

W sezonie 2005/2006 z 21 bramkami został królem strzelców słowackiej ekstraklasy, choć niewiele zabrakło, a przegrałby rywalizację. Wiąże się z tym zresztą ciekawa historia. Przed ostatnią kolejką wszystko było niemal jasne - MFK Rużomberok zdobył Puchar Słowacji i miał zapewniony tytuł mistrza kraju. Był tylko jeden znak zapytania: kto zdobędzie koronę?

20-letni Jendriszek był współliderem klasyfikacji najskuteczniejszych, a koledzy z drużyny chcieli pomóc. Wszystko miało być podporządkowane temu, by w ostatnim meczu co najmniej raz trafił do siatki. - Takiego meczu nigdy nie widziałem. Pamiętam, że jeden z piłkarzy, Jan Nezmar, dwa razy miał przed sobą pustą bramkę, ale podnosił głowę i szukał Jendriszka. Cały stadion zwyczajnie ryknął śmiechem. Każdy wiedział, co jest grane. A Nezmar, kiedy już nie miał wyjścia, strzelał gole - opowiada Polak, który mieszka w Rużomberoku i był wtedy na trybunach.

Jendriszek, choć wydawało się to niemożliwe, bramki nie zdobył. Ale jego główny konkurent do tytułu króla strzelców też nie, więc skończyło się szczęśliwie. Kiedy go o to pytamy, uśmiecha się: - Żartów po tamtym meczu było bardzo dużo. Wyjątkowo zostałem wyznaczony do strzelania rzutów karnych i wolnych, ale piłka nie chciała wpaść. Tak czasem bywa, kiedy się za bardzo chce.



Więcej o: