Cracovia. Mateusz Cetnarski po zwycięstwie z Lechem: To był nasz najlepszy mecz

- Kiedy po meczu wchodziłem do szatni, część zawodników jeszcze nie wierzyła, że ograliśmy mistrza Polski tak wysoko - opowiada Mateusz Cetnarski, pomocnik Cracovii.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl



Damian Gołąb: Kibice, którzy spóźnili się na stadion, mogą żałować - lepszy początek chyba trudno sobie wymarzyć?

Mateusz Cetnarski: Nie grałem jeszcze w takim meczu, żeby po czterech minutach prowadzić 2:0 i to jeszcze z mistrzem Polski. Mecz ułożył się rewelacyjnie. W pierwszej połowie spełniliśmy wszystko, co sobie zakładaliśmy przed spotkaniem. W pierwszych 15 minutach chcieliśmy "usiąść" na Lechu i tak jak w poprzednim meczu z Ruchem strzelić szybko bramkę, a później kontrolować spotkanie. Cieszymy się, że to się w 100 procentach udało. Co prawda po bramce na 3:1 Lech miał kilka dobrych sytuacji, ale nasz kolejny gol ułożył to spotkanie.

Mieliście tyle sytuacji, że wynik mógł być jeszcze wyższy. Chcieliście oszczędzić Lecha?

- Nikogo nie chcemy oszczędzać. Mecz przyjaźni na trybunach nie oznacza przyjaźni na boisku. Lech to nasz rywal w walce o najwyższe cele i musimy wykorzystywać sytuacje. Na szczęście wykorzystaliśmy pięć, więc nie przesadzajmy z krytyką.

Pewnie nie spodziewaliście się, że to zwycięstwo będzie tak okazałe.

- Nikt się nie spodziewał, że mistrz Polski przyjedzie na mecz z jakąś drużyną i dostanie pięć bramek. Ale tak się ten mecz ułożył. Rewelacja, jestem pod dużym wrażeniem. Kiedy wchodziłem do szatni, część zawodników jeszcze nie wierzyła, że ograliśmy mistrza Polski tak wysoko.

Było widać, że od samego początku byliście bardzo zmobilizowani.

- Na takich przeciwników jak Lech i Legia jesteśmy podwójnie zmotywowani. Te zespoły zawsze będą grać w lidze o najwyższe cele.

Awansowaliście na trzecie miejsce w lidze. Powoli coraz bardziej widoczne zaczynają być różnice w tabeli między czołówką a resztą drużyn.

- Mówiłem już, że niedługo wyklaruje się pierwsza piątka-szóstka, która będzie walczyła o grupę mistrzowską i powoli tak zaczyna się dziać. Cieszymy się, że dobijamy do pudła i mamy nadzieję, że długo z niego nie spadniemy.

Lech był dopiero drugą drużyną, która w tym sezonie nie przyjechała na stadion przy Kałuży się bronić. Pierwszą była Termalica. Wyciągnęliście wnioski z tamtej porażki?

- Rzeczywiście tak było. Piłka jest grą błędów, musimy się poprawiać w kolejnych meczach. Fajnie, że wyciągnęliśmy wnioski, bo to jest najważniejsze.

To był wasz najlepszy mecz w tym sezonie?

- Patrząc na liczbę bramek - na pewno tak. Ale mi dużo brakowało do najlepszego spotkania. Jestem zdenerwowany na siebie za stałe fragmenty gry. Chociaż patrzę na to pozytywnie, bo gorzej już nie można wrzucać (śmiech). W następnym meczu się poprawię.

W pewnym momencie do rzutów wolnych zaczął podchodzić Bartosz Kapustka.

- Tak, dogadaliśmy się z Bartkiem. Jak komuś nie idzie wrzucanie, oddaje to następnemu w kolejce.

Teraz przerwa na mecze kadry. Jakie macie plany?

- Krótki odpoczynek, już we wtorek wracamy do treningów. Trener po tym meczu obiecał nam wolny weekend za tydzień, wtedy może troszeczkę odetchniemy. Ale po czym tu odpoczywać? Tak naprawdę chcielibyśmy grać z Legią już za tydzień.