Sport.pl

Cracovia. Grzegorz Sandomierski: Do samego końca było gorąco

Mecz z Ruchem Chorzów był ligowym debiutem Grzegorza Sandomierskiego w Cracovii. - Śmiałem się, że pierwszy mecz zagram dopiero pierwszego stycznia, ale wyszło szybciej - mówi.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Bramkarz trafił do Krakowa latem, ale dotąd był tylko rezerwowym. Grał jedynie w meczach Pucharu Polski. - Czekałem trzy miesiące - to i długo, i krótko. Jeżeli drużyna zdobywała punkty beze mnie, to dlaczego miałem tupać nogami. Po cichutku ciężko pracowałem. Z treningu na trening aklimatyzowałem się w drużynie - opowiada.

We wtorek Sandomierski wystąpił w spotkaniu pucharowym z GKS-em Katowice, a w sobotę nieoczekiwanie zastąpił Krzysztofa Pilarza. - Wiedziałem, że zagram w Katowicach. O tym, że wystąpię dzisiaj, dowiedziałem się w czwartek na treningu. Po meczu w Pucharze Polski po cichutku liczyłem, że mogę wskoczyć do bramki, ale podchodziłem do tego spokojnie i robiłem swoje. Cieszę się, że zagrałem i mam ochotę na więcej - podkreśla.

Po pierwszej połowie wydawało się, że Cracovia może pokonać Ruch kilkoma bramkami. W drugiej gospodarze nadziali się na kontrę i do ostatniego gwizdka nie mogli być pewni wygranej. - Było gorąco do samego końca, ale takie zwycięstwa tym bardziej cieszą. Warunki były dosyć trudne, cały czas padał deszcz i drużyna pokazała charakter - zaznacza Sandomierski.

Śliska murawa i mokra piłka szczególnie dawały się we znaki bramkarzom. - Każda interwencja wymagała stuprocentowej koncentracji, bo w takich warunkach nietrudno o błąd. Groźnie było przy rzutach wolnych, kiedy przed bramką przebiegało kilku zawodników. Cieszę się, że koledzy mi pomogli - mówi.

Więcej o: