Sport.pl

Cracovia i Wisła po derbowej zamianie ról [PO WŁAŚCIWYCH STRONACH BŁOŃ]

Wiedzieliśmy o tym od tygodni, a pierwsze mecze tylko to uwidoczniły: zbliżają się derby, które mogą być inne niż wszystkie.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Kibic Cracovii na piątkowy mecz już nie pójdzie z duszą na ramieniu, już nie zawstydzi się, zerkając w tabelę, już nie opuści nieśmiało głowy, tylko w końcu z góry popatrzy na rywala. W poprzednich latach niby wierzył, niby liczył na zwycięstwo, ale w rzeczywistości miał uzasadnione obawy. Tym razem dla Wisły derby będą trudne nie tylko dlatego, że to mecz z rywalką zza miedzy. Będą trudne, bo zapowiada się spotkanie z poukładaną drużyną. Tak przynajmniej Cracovia wyglądała w wygranym meczu z Lechią (1:0). Za to o Wiśle nie można nawet powiedzieć, że drużyną rządził chaos, bo wówczas działoby się wiele niespodziewanych rzeczy. Tymczasem przez większość spotkania z Górnikiem Zabrze (1:1) nie działo się kompletnie nic.

Bolesne zderzenie z rzeczywistością

Jest wiele piłkarskich powiedzonek, ale przy słuchaniu większości kibica aż mdli. Bo ile można opowiadać, że "derby rządzą się swoimi prawami", a "jeśli nie można wygrać, to trzeba zremisować"? Na szczęście nie wszystkie są niczym ludowe mądrości sprzed wieków. Np. w tym, że "drużynę buduje się od tyłu", chyba coś jednak jest.

Cracovia wzmocniła defensywę i w Gdańsku była konsekwentna jak matka dobrze wychowująca dzieci. Rozbijała ataki Lechii, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem. Rywale z mozołem budowali akcję, podchodzili pod pole karne i tracili piłkę. Zaraz znów podchodzili i znów tracili. A jeśli już ktoś z Cracovii popełnił błąd, to ktoś inny szybko go naprawiał. Jeśli więc piłkarze Wisły nie pokażą w ataku więcej niż przeciwko Górnikowi, to w piątek łatwo będzie ich zniechęcić. Bo po nieudolnej obronie Cracovii z większości poprzedniego sezonu nie ma nawet śladu.

Podobnie jak po pomocy Wisły, która należała do czołowych w ekstraklasie. Semir Stilić jednym muśnięciem piłki przyprawiał rywali o zawroty głowy, Dariusz Dudka wirtuozem nie był, ale potrafił zniechęcać przeciwników. Za to na skrzydłach zawsze coś nieszablonowego wymyślili Emmanuel Sarki czy Wilde Donald Guerrier. A co działo się z pomocą Wisły w piątek? Krzysztof Mączyński grał jak piąty obrońca, Denis Popović boleśnie zderzył się z ekstraklasową rzeczywistością, a skrzydła praktycznie nie istniały. W tej sytuacji Paweł Brożek nie tylko nie mógł doczekać się podań, ale był na boisku zbyteczny. Jedyną okazję miał na początku, a przez kolejnych 80 minut tylko szukał miejsca na boisku.

Kto zespół ma, a kto dopiero buduje

Gdyby jednak trener Kazimierz Moskal przed piątkowymi derbami chciał podbudować swoich zawodników, to powinien włączyć im mecz Cracovii i kazać obserwować wyłącznie napastnika. Jak na dłoni widać, że Cracovii brakuje zawodnika na tej pozycji. Niby do wyboru jest trzech, a był tylko jeden. Pierwszy grał w Bundeslidze, drugi był królem strzelców I ligi, a - na przekór - najwięcej zamieszania robi ten, po którym jeszcze rok temu wszyscy spodziewali się najmniej.

Erik Jendriszek i Dariusz Zjawiński mieli w piątek ogromne problemy, by namieszać w obronie rywali, za to uważać trzeba było głównie na Denissa Rakelsa. Z Wisłą Łotysz będzie potrzebował jednak wsparcia, bo w pojedynkę może sobie nie poradzić.

W bitwie na indywidualności Wisła jeszcze mogłaby sobie z Cracovią poradzić, ale dziś - pierwszy raz od wielu lat - to przy Kałuży mają zespół, a przy Reymonta dopiero próbują go budować. Jeśli jednak hasło "derby" w Wiśle nie sklei wszystkiego w całość, to przez kolejne tygodnie atmosfera nie będzie sprzyjała scalaniu zespołu.



Kto wygra derby Krakowa?
Więcej o: