Sport.pl

Co siedzi w głowie Grzegorza Sandomierskiego

- Kiedy wyjeżdżałem za granicę, byłem przekonany, że dostanę coś za darmo. Bardzo się myliłem. Do Cracovii idę z zupełnie innym podejściem - zapewnia bramkarz Grzegorz Sandomierski.
O tym, że chcą go w Krakowie, usłyszał jeszcze w trakcie trwania ubiegłego sezonu, kiedy z Zawiszą Bydgoszcz walczył o utrzymanie. Pierwszy raz telefon zadzwonił w sobotę, dzień po meczu, który przypieczętował spadek jego drużyny. W niedzielę działacze obu klubów podobno byli już dogadani.

- W głowie miałem jeszcze ostatni gwizdek sędziego. To wszystko działo się za szybko i może dlatego dopiero po dwóch tygodniach wszystko udało się załatwić. Wtedy chciałem się wyciszyć, wszystko poukładać w głowie - mówi nam 26-letni bramkarz.

W poniedziałek Sandomierski przejdzie w klinice badania medyczne, a potem - jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - podpisze trzyletnią umową. Czy będzie grał, na razie trudno stwierdzić. Trenerowi zależało na znalezieniu konkurenta dla Krzysztofa Pilarza, a wychowanek Jagiellonii Białystok spełniał ten warunek.

Jego historia jest... lekcją pokory. Kiedy w wieku 21 lat błyszczał w Jagiellonii, Franciszek Smuda wysyłał mu powołanie do reprezentacji. Jako wielki talent wyjechał do Belgii, ale w KRC Genk sobie nie poradził. Stamtąd był wypożyczany: do Jagiellonii, do Blackburn i Dinama Zagrzeb.

- Z każdego wyjazdu można wyciągnąć plusiki, ale nie ma sensu o tym opowiadać, bo zatarłoby to pełen obraz, który nie jest zbyt pozytywny. Kiedy wyjeżdżałem do Belgii, wydawało mi się, że miejsce w składzie należy mi się za darmo. Woda sodowa? Nie. Kilka męskich rozmów z trenerem bramkarzy Genku uświadomiło mi wiele rzeczy - opowiada Sandomierski.

Po powrocie do Polski podpisał kontrakt z Zawiszą i przyznaje, że sezon był dla niego jak sinusoida. Zdarzyły mu się wyśmienite interwencje i proste błędy. Niby nie miał dużej konkurencji (kontuzję leczył Wojciech Kaczmarek), ale jesienią stracił miejsce w składzie, gdy puścił sześć bramek w meczu z Lechem.

Po powrocie na boisko... od razu został bohaterem. Wiosną bronił przyzwoicie. - Do Cracovii idę bogatszy w wiele doświadczeń i moje podejście dawno się zmieniło. Powstaje tam coś fajnego, co zresztą odczułem na własnej skórze [wiosną w dwóch meczach piłkarze Cracovii strzelili Sandomierskiemu sześć bramek - przyp. red.]. Widać rękę trenera i mam nadzieję, że powalczymy o coś więcej. Nie mówię, że o puchary czy tytuł, ale na pewno o grupę mistrzowską - podkreśla Sandomierski.