Sport.pl

Krakowianin w Cracovii: Jak będzie przed derbami? Spokojnie, ale gdy wyjdziemy do tunelu...

W sobotę o godz. 18 (relacja na krakow.sport.pl) kolejne derby Krakowa. - W głowie siedzi, że to inny mecz niż wszystkie, nerwy większe, ale nie można tego wyolbrzymiać. Sam potrzebuję raczej spokoju i opanowania, by nie być zbyt naelektryzowanym - przyznaje Mateusz Wdowiak w rozmowie z krakow.sport.pl.
Facebook? » | A może Twitter? »


Jarosław K. Kowal: Jak idą przygotowania do matury?

Mateusz Wdowiak: We wtorek do późna siedziałem nad zadaniami z matematyki i zaraz jadę na końcowy sprawdzian. Muszę jeszcze zaliczyć kilka przedmiotów, bo przez mecze i zgrupowania mam duże zaległości.

Stres przed maturą będzie większy niż przed derbami Krakowa?

- To dwa różne uczucia. Matura to w końcu egzamin dojrzałości, więc stresik będzie.

Pana wspomnienia z derbów?

- Grałem przeciwko Wiśle np. w trampkarzach i bardzo lubiłem te mecze. Z trybun też zdarzało mi się kibicować. Cuda na boisku raczej się nie dzieją, bo to mecze walki, ale widać za to stuprocentowe zaangażowanie, a radość po zwycięstwie jest ogromna. Kiedy jesienią Miro Covilo strzelił w ostatniej minucie, euforia była niesamowita. Doskonale pamiętam jednak też derby, kiedy straciliśmy gola w doliczonym czasie. Chyba Nourdin Boukhari trafił wtedy dla Wisły.

Nie wygląda pan na fanatycznego kibica.

- Bo fanatykiem nigdy nie byłem! (śmiech). Wychowałem się na Kurdwanowie, gdzie koledzy zarazili mnie kibicowaniem, ale jeśli chodziłem na mecze, to zawsze na spokojniejsze sektory.

Pamięta pan wejście do drużyny seniorów?

- To było za czasów trenera Wojciecha Stawowego. Zestresowany byłem, przyznaję. Oglądało się piłkarzy Cracovii w telewizji, kibicowało, czerpało wzorce, aż nagle wchodzisz do szatni, a tam oni. Nie wiedziałem, czy mówić "dzień dobry", "cześć" czy może "witam"? Z początku pewnie trochę traktowali mnie półżartem, ale w końcu się wkomponowałem.

Chrzest był?

- Chyba każdy musi go przejść!

Co pan musiał zrobić?

- Z tego co pamiętam: 40 pompek, do tego jeszcze była tzw. walka z cieniem. Generalnie losowało się zadania. Oczywiście wszystko na żarty, by można było się pośmiać. Nie z kogoś, ale z sytuacji.

Dziś jest pan już dorosłym, pełnoprawnym członkiem drużyny?

- Na pewno inaczej postrzegam swoją pozycję niż pół roku temu. Ale jeszcze sporo meczów przede mną, bym się w stu procentach wkomponował. Muszę udowodnić, że jestem przydatny.

Jak będzie w szatni przed derbami?

- Raczej spokojnie. Każdy będzie chciał się wyciszyć, ale jak wyjdziemy do tunelu, ktoś krzyknie, będziemy się napędzać, zagrzewać do walki.

Denerwuje się pan?

- W głowie siedzi, że to inny mecz niż wszystkie, nerwy większe, ale nie można tego wyolbrzymiać. Sam potrzebuję raczej spokoju i opanowania, by nie być zbyt naelektryzowanym. Nie mam problemów z tym, by np. pięć godzin przed meczem rozwiązywać zadania z matematyki. Nie można ciągle myśleć o tym samym, bo człowiek się przemotywuje.

Przyznaję, że czasami zdarza mi się zestresować, a czasami jestem przed meczami megaspokojny. Chciałbym to ustabilizować, by na boisko zawsze wychodzić "na spokoju" i robić swoje. Wtedy wszystko wychodzi najlepiej.

Czuć, że derby się zbliżają?

- W "dwójce", mojej szkole [II Liceum Ogólnokształcące - przyp. red.], większość kibicuje Wiśle. Na razie jest w miarę spokojnie, choć czasami się droczymy. Koledzy się śmieją, radzą, żebym strzelił samobója i podbiegł pod ich trybunę.

I co pan im odpowiada?

- Że podbiegnę, ale po bramce dla Cracovii i będę ich uciszał (śmiech). Oczywiście to żarty. Mamy bardzo dobry kontakt. Koledzy niby są za Wisłą, ale życzą mi jak najlepiej.

Na sprawdzianach pewnie nie chcą podpowiadać?

- Przecież ja nie ściągam! (śmiech). Swoją drogą mój nauczyciel angielskiego śledzi ekstraklasę. Po porażce Cracovii chciał mi wpisywać jedynki, a kiedy zaliczyłem asystę, to śmiał się, że zasłużyłem na szóstkę. Pani od polskiego też jest za Wisłą, więc kolega kiedyś przyniósł mi szalik Cracovii, by ją zdenerwować. Musiałem go szybko schować, bo od razu zostałbym wywołany do odpowiedzi. Ciężko będzie na polskim, jak wygramy (śmiech).

W szkole pewnie ciągle musi pan odpowiadać na pytania o piłkę?

- Kiedy się pojawiam na lekcji, jest wielkie zdziwienie, a potem ciągle wałkujemy te same tematy. Mam kolegę sędziego, oczywiście kibica Wisły. Mówi, żebym uważał, kiedy już zostanie arbitrem w ekstraklasie. A na poważnie to często pisze do mnie przed meczami i bardzo wspiera.



Kto będzie górą w derbach Krakowa?
Więcej o: