Cracovia. Jakub Tabisz: Najpierw środek tabeli, potem wyższe cele [WYWIAD]

- Nie będziemy tworzyć kominów płacowych. Piłkarz ma przychodzić do Cracovii nie tylko po to, by zarobić. Ale też by zagrać z jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Polsce, o którym na świecie też jest głośno - mówi Jakub Tabisz, wiceprezes Cracovii.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

ROZMOWA Z

JAKUBEM TABISZEM,

członkiem zarządu PZPN, wiceprezesem Cracovii

Jarosław K. Kowal: Zwykle trzyma się pan na uboczu. Dlaczego?

Jakub Tabisz: W klubie mamy obowiązki, z których trzeba się wywiązywać, a robienie PR-u nie jest moim celem. Jeśli jest potrzeba przekazania informacji, to np. zwołujemy konferencję prasową. Jeśli nie, szkoda czasu.

Jak sobie pan radzi z krytyką? Ostatnio na naszych łamach niepochlebnie mówił o panu Zbigniew Lach z MZPN.

- Jeśli jest konstruktywna, to można dyskutować i wyciągnąć wnioski. Nie jestem omnibusem, więc chętnie wysłucham innych. W dzisiejszym świecie najłatwiej jest rzucić hasło, obarczyć odpowiedzialnością i zapomnieć. Zdarza się, że krytyka nie jest związana ze sprawami, którymi się zajmuję i trudno z nią polemizować.

Akurat pan Lach ma chyba kompleks Jakuba Tabisza. A słowa o moim "przesadnym" wykształceniu to czysta hipokryzja. Tym bardziej że padły z ust człowieka, który - gdyby nie funkcjonowanie w organach poprzedniego systemu - pewnie matury by nie miał. Szkoda czasu na zajmowanie się wypowiedziami człowieka, który myśli, że o profesjonalnej piłce można rozmawiać tylko przy wódce.

A czym pan zalazł za skórę kibicom, którzy swego czasu prowadzili protest?

- Czasem ktoś coś powie, inny coś doda i temat zaczyna żyć własnym życiem. Wcale nie znaczy, że jest przedstawiany rzetelnie. Nie ma co o tym mówić, bo dziś stosunki z kibicami mamy poprawne. Realizujemy zadania, na stadionie jest bezpiecznie i o to chodzi.

Od października jest pan w zarządzie PZPN. Co udało się w tym czasie osiągnąć?

- Mamy lepszy dostęp do informacji. Nie znaczy to, że przychodzi się do związku i cokolwiek załatwia od ręki, ale można wreszcie przedstawić zdanie i być wysłuchanym. Po wejściu do zarządu moim celem było to, by niektóre uchwały zostały dostosowane do rzeczywistości. I to się dzieje.

Przykład?

- Jestem członkiem dwóch komisji: ds. statusu piłkarzy i ds. dialogu społecznego. Pracujemy nad uchwałą regulującą stosunki między piłkarzem a klubem. Np. dziś właściwie nie można jednostronnie rozwiązać kontraktu, ale to się zmieni. Kluby od dawna o to prosiły. Przy obecnych przepisach, w przypadku gdy drużyna spada z ligi, musi borykać się ze wszystkimi zobowiązaniami, które zawarła z myślą o wyższej klasie rozgrywek. Więc koszty zostają na tym samym poziomie, a przychody są dużo niższe.

Tyle że z umów trzeba się wywiązywać. Piłkarz podpisał ją na określony czas i liczy, że ją wypełni.

- Tak, ale to normalne, że zarówno pan, jak i pana pracodawca macie możliwość wypowiedzenia umowy. Zawodnik też skorzysta na zmianach. Dziś klub może nie płacić mu nawet przez sześć miesięcy, zanim kontrakt zostanie rozwiązany, a dzięki nowej uchwale procedura zostanie skrócona do miesiąca. Z drugiej strony: jeśli klub spada z ligi, to kto jest winowajcą? Nie tylko działacze, ale też piłkarze.

Mówił pan też: "chcę pomóc krakowskiej piłce". I co się udało?

- Kraków był domem reprezentacji U-21 i stadion Cracovii co mecz gromadził coraz większą publiczność. Było to miejsce bardzo przyjazne: i kibicom, i piłkarzom. Na stadionie Cracovii odbył się również jubileuszowy mecz Jerzego Dudka w reprezentacji Polski.

I rozumiem, że to pana zasługa?

- Samo się to nie wydarzyło. Zabiegi o mecze młodzieżówki na stadionie Cracovii były właśnie jednym z działań, jakie prowadziliśmy w PZPN-ie.

Za to już mistrzostw Europy U 21 Krakowowi nie udało się załatwić.

- Temat nie jest zamknięty. Trzeba walczyć. Idea jest taka, by turniej był rozgrywany w mniejszych miastach, ale to nie znaczy, że Kraków nie ma szans. To też sprawa władz miasta, które muszą podjąć wysiłek. Nie możemy po prostu powiedzieć, że chcemy Euro, i ot tak je dostaniemy.

Ma pan kontakt z prezesem, by zadzwonić i zapytać: "Zbyszek, dlaczego pominąłeś Kraków?"

- Zrobiłem to. Odpowiedź była prosta: bo miasto w ogóle się nie starało. Ale wiem, że to się zmieni.

Tyle że PZPN do związków z innych miast wysyłał zapytania o chęć organizacji mistrzostw, a do Krakowa nie...

- Trudno mi z tym polemizować. Trudno też obarczać mnie odpowiedzialnością za relacje na linii PZPN - MZPN. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba walczyć dalej.

Inna sprawa związana z Cracovią i PZPN: transfer Krzysztofa Danielewicza do Śląska Wrocław...

-...ten temat jeszcze nie jest zamknięty. Wywołał tak dużo zamieszania, że uchwała ds. ekwiwalentu zostanie zmieniona. Są różne pomysły, ale w nowej nie będzie luk prawnych. Bo ta sprawa jest trochę śmieszna. Kiedy wystąpiliśmy o wypłacenie ekwiwalentu od Śląska, nagle dokumenty zostały zmienione i z wolnego transferu zrobił się czasowy. Właśnie tak Śląsk chce uniknąć zapłaty. Komisja ds. ekwiwalentu stwierdziła, że pieniądze nam się nie należą, ale ślady po działaniach Śląska zostały. Dlatego się odwołujemy.

Uchwała została zmieniona na niekorzyść Śląska tuż przed podpisaniem kontraktu z Danielewiczem. Zasad w trakcie gry się nie zmienia.

- To było uszczegółowienie uchwały, a nie zmiana. I nie zostało przecież napisane na kolanie ani specjalnie ze względu na Cracovię i Danielewicza. Po prostu jeden z fragmentów był nieścisły i tego wymagał.

Wasza współpraca z wieloma piłkarzami zakończyłaby się inaczej, gdyby udało się wcześniej wprowadzić zmiany w uchwałach?

- Z pewnością. Np. zdarza się, że zawodnik doznaje kontuzji, która nie wiadomo skąd się wzięła. Kontrakt trzeba respektować, ale odpowiedzialność muszą ponosić wszystkie strony. Nie można wymagać dużo od klubu, a od zawodnika niewiele.

Ma pan konkretny przykład na myśli?

- Podawanie nazwisk nie ma sensu. Ale np. w jednym z klubów ekstraklasy piłkarz z nieusprawiedliwioną nieobecnością przyniósł zwolnienie - opiekę nad dzieckiem. Oczywiście wypadki losowe się zdarzają, ale nie można być niepoważnym. Zawód piłkarza polega na trenowaniu i rozgrywaniu meczów, a nie unikaniu ich.

A pana przyszłość w Cracovii?

- Nie zastanawiam się, co będę robił za cztery czy pięć lat, po prostu wykonuję pracę najlepiej, jak umiem. Ona jest oceniana przez radę nadzorczą oraz właściciela i ich trzeba pytać o ocenę. Pełnię funkcje administracyjne, finansowe i inwestycyjne oraz odpowiadam za przychody klubu. A wyniki Cracovii w minionym roku były najlepsze w historii: wypracowaliśmy m.in. 2,5 mln zł zysku.

Firma Ernst & Young napisała w raporcie: "finanse Cracovii wyglądają lepiej niż większości klubów ekstraklasy".

- Najważniejszy jest dla nas wynik sportowy, finanse są na drugim miejscu, ale cieszymy się, że udaje się je trzymać w ryzach. Nie żyjemy ponad stan, co niestety jest częste nawet wśród klubów ekstraklasy.

Tylko dalej w raporcie jest szpileczka: "różnica między poziomem organizacyjnym klubu a jego osiągnięciami piłkarskimi jest ogromna". Dlaczego tak jest?

- Nie można mówić, że ogromna. Gramy przecież w piłkarskiej ekstraklasie i hokejowej ekstralidze. Chcemy stabilnie iść do przodu, ale o możliwościach finansowych trzeba pamiętać. Na nasz budżet składa się utrzymanie obiektów, sekcji hokeja... Na sam stadion wydajemy 5 mln zł rocznie.

I wychodzicie "na zero"?

- Oscylujemy wokół zera i to jest sukces. Kiedyś prosiliśmy, by ktoś przyszedł i zorganizował u nas imprezę, a teraz na stadionie co roku jest więcej wydarzeń. Chciałbym doczekać momentu, kiedy będzie brakowało terminu, by go zarezerwować. Teraz co prawda Kraków Arena trochę ograniczyła nam możliwości związane z organizacją dużych koncertów, ale to jeszcze niczego nie przekreśla. Musimy zmienić podejście i powalczyć o klienta. Robimy to.

Ile średnio zarabia piłkarz Cracovii?

- Wydajemy ok. 11 mln zł na pensje wszystkich zawodników. To co prawda kwota poniżej średniej ekstraklasy, ale na tyle obecnie pozwala nasz budżet. Nie są to jednak pieniądze, które gwarantują miejsce w czołówce. Prowadzimy rozsądną politykę finansową. Zwiększamy budżet, wcale mało nie płacimy, a gwarantujemy stabilność wypłat. To kierunek, który powinien nas doprowadzić do środka tabeli, a w przyszłości być może do walki o wyższe cele.

Cracovia mogłaby kupić piłkarza np. za 2 mln zł?

- To nie do końca zależy ode mnie. Być może mogłaby, ale pytanie brzmi: czy to przyniesie wymierne efekty? To strategiczne decyzje, które podejmuje profesor Janusz Filipiak. Jesteśmy mocno uzależnieni od Comarchu. Dzięki temu, że wyniki finansowe naszego głównego sponsora i właściciela są dobre, nasze również. Takich decyzji nie podejmuje się na zasadzie "wydajmy pieniądze, a potem będziemy się martwić". My tak nie działamy. Były kluby, które wydawały gotówkę od ręki i potem miały problem.

Czyli lepsza jest polityka małych kroków?

- Realizujemy ją. Nie będziemy tworzyć kominów płacowych. Piłkarz ma przychodzić do Cracovii nie tylko po to, by zarobić. Ale też po to, by np. się wybić i zagrać z jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Polsce, o którym na świecie też jest głośno.

Polityka klubu ma doprowadzić w przyszłości np. do europejskich pucharów?

- Nic nie jest wykluczone. Nie mamy złej drużyny. Chciałbym - podobnie jak kibice - by wyniki były lepsze, ale pamiętajmy, że zespół niedawno został przebudowany.

Planujecie wymianę murawy?

- Obawiam się, że będzie konieczna w ramach gwarancji, choć firma Trawnik twierdzi inaczej. Nie wyobrażam sobie, byśmy w kolejnym sezonie korzystali z tak kiepskiego boiska. Trudno go doprowadzić do dobrego stanu. Jest źle zakorzeniona i są różne teorie, dlaczego tak się stało. Zleciliśmy badania niezależnemu ekspertowi i jeszcze w marcu poznamy wyniki.

Skoro chcecie skorzystać z gwarancji, a producent twierdzi, że nie macie podstaw, to sprawa może się ciągnąć...

- Kiedy kładliśmy murawę, zakładaliśmy, że posłuży cztery, pięć lat. Jeśli producent murawy nie poradzi sobie z problemami, to wymienimy ją na jego koszt. A jeśli się na to nie zgodzi, to pewnie spotkamy się w sądzie.

Zgrzytem rozpoczęła się też wasza współpraca z Legeą. Podpisaliście kontrakt, a na początku sezonu piłkarze założyli koszulki innej firmy.

- We Włoszech jest specyficzny klimat (śmiech ). Mieliśmy uwagi do wyprodukowanych koszulek, więc odesłaliśmy próbki do producenta i sprawa się przeciągnęła. Dziś koszulki oceniamy bardzo wysoko. Nie wiem, czy Cracovia miała stroje tak dobrej jakości.

Historia z Bartoszem Kapustką, dla którego w trakcie meczu zabrakło rezerwowej koszulki, się nie powtórzy?

- Wtedy każdy zawodnik miał po dwie, ale Bartek jedną rzucił kibicom. Akurat czekaliśmy na dostawę kolejnych kompletów strojów i w magazynie nie mieliśmy rezerwowych. Zawodnicy oraz sztab trenerski o tym wiedzieli.

KARATEKA Z KRAJU WIELKICH LUDZI [BOHATER CRACOVII]


Więcej o: