Kiedy Bóg pomaga Miroslavowi Covili. "Nie zapominam, by się przeżegnać"

- Wszystko, co mi się w futbolu udało, zawdzięczam Bogu - zapewnia Miroslav Covilo. Pomocnik Cracovii powoli urządza się pod Wawelem.
Facebook? » | A może Twitter? »


W piątek w Bielsku-Białej pobiegł do linii końcowej, zrobił znak krzyża, uklęknął i wzniósł ręce ku niebu. Kilka sekund wcześniej zdobył czwartego gola w sezonie, co jak na defensywnego pomocnika jest już wynikiem dobrym.

- Piłkarze miewają różne rytuały: niektórzy po wyjściu z szatni np. linię boczną boiska przekraczają tylko prawą lub lewą nogą. Ja przed wyjściem na mecz nie zapominam, by się przeżegnać. Siłę daje mi wiara, nic innego - przekonuje Serb bośniackiego pochodzenia.

Kiedy przyjechał do Krakowa latem ubiegłego roku, wyglądał na trochę zagubionego (przynajmniej prywatnie, bo na boisku szybko wyrósł na lidera). Kilka miesięcy temu w programie przygotowanym przez telewizję klubową Cracovii jeden z kibiców zadał mu pytanie, czy... kiedykolwiek się uśmiecha?

Na początku w Polsce towarzyszył mu menedżer, a Covilo dużo mówił o rodzinie, za którą tęskni. Pod Wawel przywiózł ze sobą m.in. obrazki ze świętymi i... prawosławną literaturę. Twierdzi, że w wolnych chwilach czyta życiorysy świętych, nauki mnichów i Biblię.

Kiedy pytamy go o Legię Warszawa, która podobno zimą się nim interesowała, wzrusza ramionami i tylko recytuje utartą regułkę ("nic konkretnego się nie pojawiło, mam kontrakt w Cracovii i tylko na tym się skupiam"). O religii mówi chętniej: - Nie chcę wchodzić w szczegóły i publicznie mówić o tym, w jakich sytuacjach wiara mi pomogła, ale na pewno tak się zdarzało.

W przypadki nie wierzy pewnie ze względu na datę i miejsce urodzenia. Tłumaczy, że pochodzi z miejscowości Djurdjevdan (z jęz. serbskiego "dzień Jerzego"), a na świat - podobnie jak jego syn - przyszedł 6 maja, kiedy w kulturze prawosławnej wspomina się właśnie św. Jerzego. Opowiada też, że niedaleko jego rodzinnego domu znajduje się jeden z najważniejszych ośrodków jego religii - Monastyr Ostrog.

- Bazyli Ostrogski to kolejny - po Jerzym - ważny dla mnie święty. Był wielkim cudotwórcą i, jak ja, pochodził z Hercegowiny. W tamtym monasterze znajdują się jego relikwie zachowane w nienaruszonym stanie przez kilkaset lat. Miało tam miejsce wiele cudownych zdarzeń, np. niewidomi odzyskiwali wzrok, a sparaliżowani odzyskiwali zdolność chodzenia. Dlatego jest to ważne centrum pielgrzymek także dla katolików i muzułmanów - wyjaśnia piłkarz Cracovii i jest przekonany, że do siatki trafia dzięki Bogu.

Robert Podoliński, trener Cracovii, uważa, że w ubiegłym roku nikt lepszy do polskiej ekstraklasy nie trafił. Covilo przyznaje, że największe zamieszanie było po derbach Krakowa, w których zdobył zwycięską bramkę. Od tamtej pory zdarza się, że ludzie zaczepiają go na ulicy i m.in. proszą o zdjęcie. - To fajne uczucie, choć nie to jest dla mnie najważniejsze - ucina.

Rozmawiamy za pośrednictwem tłumacza, bo po polsku Covilo rozumie co drugie słowo. - Radzę sobie, nawet w banku jakąś sprawę załatwię, chociaż jeśli mam coś powiedzieć... to jest masakra - macha ręką.

W klubie usłyszeliśmy, że bardzo pomaga mu Sreten Sretenović, który dopiero niedawno podpisał kontrakt z Cracovią, ale w Polsce grał już wcześniej i zna język.

- Z nim jest mi o wiele lżej - twierdzi Covilo, który ze Sretenoviciem zna się jeszcze z ligi słoweńskiej. Wkrótce ma być jeszcze lżej, bo najpóźniej za kilka tygodni do Krakowa w końcu mają wprowadzić się żona i syn.

Prof. Janusz Filipiak nie powtórzy błędów? [WYWIAD]


Kto będzie "lokomotywą" Cracovii w starciu z Lechem Poznań?