Mistrzostwo Polski dla Cracovii... oddala się. Kiepska gra i porażka z Podbeskidziem

W czwartek w wywiadzie dla ?Dziennika Polskiego? prezes Janusz Filipiak stwierdził, że Cracovia może bić się o europejskie puchary, a nawet o coś więcej. W sobotę po słabej grze przegrała z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Facebook? » | A może Twitter? »


- Chcemy grać w pucharach i widzę taką możliwość - mówił Filipiak. Stwierdził też, że "granie o mistrzostwo jest realne", ale niewykluczone, że po meczu zmienił zdanie.

Po raz drugi w ciągu kilku dni na głowę trenera Roberta Podolińskiego spadł kubeł zimnej wody. W czwartek sam wylał go na siebie (w ramach akcji Ice Bucket Challenge), w sobotę zrobili to jego piłkarze.

Zawiedli nawet czołowi zawodnicy. Kapitan Krzysztof Pilarz, zamiast błyszczeć efektownymi paradami, od początku pracował na najgorszy występ w sezonie. Zwykle bywa pewny i bezbłędny, ale tym razem w prostych sytuacjach wykopywał piłkę na aut lub rzut rożny. I przede wszystkim zawinił przy bramce. Wypuścił piłkę po dośrodkowaniu, ta spadła po nogę Macieja Korzyma i było 0:1.

- Kontrataki i stałe fragmenty to mocna broń Podbeskidzia - ostrzegał Maciej Murawski, ekspert Canal+

- Pewnie cofnie się i będzie grało głównie z kontry - przewidywał napastnik Dariusz Zjawiński.

Według planu Cracovia miała prowadzić grę, w odpowiednim momencie przyspieszyć i wbić rywalom gole. Przewidywania już po kilku minutach można było rzucić w kąt, bo Podbeskidzie nie tylko przeszkadzało, ale też groźnie atakowało.

Długo wydawało się, że z gry Cracovii nie może zrodzić się nic dobrego, skoro piłka po co drugim podaniu zamiast pod nogą kolegi kończyła na bandzie reklamowej. Gospodarze co prawda strzelali jak najęci, ale zazwyczaj albo słabo, albo niecelnie. Dwie dobre okazje zmarnował Dawid Nowak - raz źle przyjął piłkę, potem niepotrzebnie podał, mimo że mógł strzelać.

Deniss Rakels, który dostał kolejną szansę od pierwszej minuty, regularnie wpadał w obrońców. Do tego niewidoczny był Marcin Budziński, który błyszczał w ostatnich meczach.

Po solidnej grze defensywy z ostatnich meczów też nie było już śladu. W drugiej części Korzym miał wystarczająco dużo miejsca, by ze spokojem wyłożyć piłkę Damianowi Chmielowi. 10 min przed końcem pozwolili mu z łatwością wbiec w pole karne i skończyć kolejną akcję.

Wcześniej kibice liczyli co najmniej na remis. Nadzieje przedłużyli Boubacar Dialiba i Deleu. Senegalczyk pognał lewą stronę i wrzucił piłkę wprost na głowę Brazylijczyka, który wpakował ją do siatki.

Za chwilę było blisko powtórki. Dialiba znów wrzucił idealnie, ale źle głową uderzył Dariusz Zjawiński (wszedł na boisko po przerwie).

Inna sprawa, że Podbeskidzie mogło wygrać jeszcze wyżej. M.in. Sylwester Patejuk trafił w poprzeczkę.

Szampan, buziaki i piękne kobiety, czyli święto w Krakowie