Koniec sezonu przy ul. Kałuży. Remis Cracovii na pożegnanie

Cracovia zremisowała z Jagiellonią Białystok i pożegnała rozgrywki na 14. miejscu, tuż nad strefą spadkową. Na zakończenie przełamali się Sebastian Steblecki i Bartłomiej Dudzic, którzy ostatnio byli rezerwowymi.
- Chcemy z podniesioną głową pożegnać się z kibicami - mówił przed meczem Mirosław Hajdo. Trener Cracovii musiał się mocno nagłowić nad wyjściową jedenastką. Kontuzje leczy kilku podstawowych piłkarzy (Dawid Nowak, Damian Dąbrowski, Sławomir Szeliga), a na zgrupowanie kadry wyjechał Saidi Ntibazonkiza.

Nieoczekiwanie na ławce rezerwowych usiadł m.in. Mateusz Żytko, który w tym sezonie - jeśli tylko mógł grać - zawsze miał pewne miejsce w składzie. Hajdo wolał jednak postawić na parę stoperów Adam Marciniak - Tomislav Mikulić.

Kamień z serca pomocnika

Z szansy skorzystał przede wszystkim Steblecki, który wszystkie poprzednie mecze u trenera Hajdy zaczynał na ławce rezerwowych. W 12. minucie strzałem głową wpakował piłkę do siatki. Cieszył się tak, jakby ten gol miał przesądzić o utrzymaniu Cracovii. Koledzy z pierwszego składu bili mu brawo, a on pobiegł pod ławkę rezerwowych, by przyjąć gratulację od reszty drużyny.

Najwyraźniej Stebleckiemu spadł kamień z serca, bo do tej pory wysłuchiwał głównie krytycznych uwag. Niektórych kibiców irytowało to, że zbyt długo holuje piłkę i marnuje dobre okazje. Zdarzało się, że jego zagraniom towarzyszyły gwizdy. - Gdybym przejmował się każdym komentarzem, to już dawno powyrywałbym sobie włosy i nie wychodził z domu - mówił pod koniec marca portalowi krakow.sport.pl.

Nie przemawiały za nim liczby. Brakowało mu asyst, a na gola czekał prawie dwa lata (po raz ostatni trafił do siatki w ostatnim meczu sezonu 2011/12). Tym razem mógł zaliczyć nawet... hat tricka, ale raz uderzył za mocno, a raz przegrał rywalizację z bramkarzem Jagiellonii w sytuacji sam na sam. Gdyby był bardziej skuteczny, gospodarze pewnie zdobyliby trzy punkty.

Dwa idealne podania i jeden gol

Po półgodzinie z trenerem wyściskał się też Bartłomiej Dudzic, który w wyjściowej jedenastce znalazł się po raz pierwszy od września ubiegłego roku. Najpierw co prawda zmarnował idealne dośrodkowanie Pawła Jaroszyńskiego, ale z równie dobrego podania Edgara Bernhardta zrobił już użytek. Wybiegł zza obrońców i precyzyjnym strzałem w długi róg podwyższył prowadzenie. Potem dwie bramki dla Jagiellonii zdobył jednak Jan Pawłowski.

O 20 minut za wcześnie sezon skończył się natomiast dla Krzysztofa Pilarza. Bramkarz, który w tym sezonie ratował Cracovię w beznadziejnych sytuacjach, ucierpiał w starciu z rywalem i przed końcem zastąpił go Matko Perdijić. W końcówce Chorwat też udowodnił, że zna się na swoim fachu i w efektownym stylu wybronił strzał Przemysława Mystkowskiego. W 88. minucie wyciągnął jednak piłkę z siatki.

Zmiana warty?

Remis nie wystarczył Cracovii na awans w tabeli. Krakowianie zakończyli sezon na najniższym bezpiecznym miejscu (14.).

Był to najprawdopodobniej ostatnim mecz Mirosława Hajdy w roli trenera Cracovii. Przejął drużynę na cztery mecze, w których zdobył pięć punktów.

Do tej pory za nic nie chciał zdradzić, jaka będzie jego przyszłość. - Pytajcie o mecz - zwrócił się w piątek do dziennikarzy, kiedy próbowali dowiedzieć się, czy zostanie w klubie. Wszystko jednak wskazuje na to, że będzie musiał ustąpić miejsca innemu szkoleniowcowi.

Cracovia - Jagiellonia 2:2 (2:1)

Bramki: Steblecki (12.), Dudzic (31.) - Pawłowski (43., 88.)

Żółte kartki: Steblecki

Widzów: 6021

Cracovia: Pilarz - Kuś, Marciniak, Mikulić, Jaroszyński (85. Żytko) - Bernhardt, Budziński, Danielewicz, Steblecki - Boljević, Dudzic (62. Papadopoulos)

Jagiellonia: Baran - Modelski (46. Mystkowski), Pophadze, Dźwigała, Pawłowski, Gajos, Grzyb, Pawlik (77. Radecki), Waszkiewicz, Gajko, Drażba (46. Tosik)