Uśmiechnięty prezes, czyli (nie)spokojne utrzymanie Cracovii [NASZA OPINIA]

Cracovia wykonała zadanie, choć nie ma powodów, by skakać z radości, bo jeszcze pół roku temu wydawało się, że drużyna ze spokojem odjedzie najsłabszym rywalom.
- Naszym celem jest utrzymanie - to zdanie niemal nie schodziło z ust trenera Wojciecha Stawowego. Tyle że zanim faktycznie udało się cel zrealizować, trener został zwolniony, a w międzyczasie kilka razy doszło do trzęsienia ziemi. Nowym szkoleniowcem został Mirosław Hajdo i dopiero pod jego wodzą - w piątek - piłkarze postawili kropkę nad "i".

Pełną piersią może odetchnąć prezes Janusz Filipiak, który pozbył się balastu. - Potwierdzam, że Wojciech Stawowy został zwolniony - zaśmiał się do dziennikarzy po meczu z Koroną. Ma powody do zadowolenia - być może w końcu nikt w klubie nie będzie stawał okoniem i każdy grzecznie zrealizuje jego wizję (czytaj: wystawi piłkarzy, których sobie upatrzy).

Przed sezonem przekonywał, że liczy na taki sezon, w którym nikt do ostatniego dnia rozgrywek nie będzie drżał o to, czy kolejnego roku nie spędzi w I lidze. Przecież w poprzednich latach to była zmora. Po raz ostatni Cracovia była w środku tabeli w sezonie 2007/08. Potem regularnie kręciła się wokół ostatnich miejsc, choć w klubie niczego nie brakowało.

Choć dziś - dwie kolejki przed końcem - spadek drużynie już nie grozi, to ani prezes, ani kibice, ani piłkarze nie tak wyobrażali sobie drogę do spokojnego utrzymania. Miała być ekspresowa i szeroka niczym autostrada, a prowadziła przez kręte bezdroża i ślepe uliczki

Klub dławiły konflikty. Prezes głośno narzekał na (byłego) trenera, któremu nie po drodze było z dyrektorem sportowym. W atmosferze niedomówień walka o spokojne pozostanie w lidze przypominała słaby kabaret.

Kibice wbrew własnej woli zostali posadzeni na huśtawce nastrojów, a z trybun słychać było niewybredne komentarze. Mimo że jesienią nad Cracovią niektórzy eksperci piali z zachwytu, to w rezultacie zespół przegrał walkę o grupę mistrzowską.

Czołowi piłkarze nie mogli czuć się komfortowo, bo rozmowy o nowych kontraktach szły jak po grudzie. Na rynku transferowym działacze też się nie wykazali. Zimą zamiast wzmocnić, osłabili zespół. Nie potrafili zatrzymać podstawowego stopera i nie sprowadzili zawodnika, który byłby dla drużyny kimś więcej niż tylko obciążeniem budżetu.

W efekcie kiedy najlepsi piłkarze doznali kontuzji (Dawid Nowak i Saidi Ntibazonkiza), brakowało wartościowych zmienników. Czyja to wina? Prezes powie, że (byłego) trenera. A (były) trener pewnie zrzuci winę na dyrektora. Standard.

Tak czy inaczej po ostatniej kolejce piłkarze z ul. Kałuży mają osiem punktów przewagi nad strefą spadkową. W dwa mecze nie da się tej przewagi roztrwonić. To oznacza, że przed Cracovią co najmniej kilka tygodni spokoju. Pod warunkiem że nie zmącą go ci, którzy klubem rządzą.