"Żałuję tylko, że nie prowadziłem pamiętnika". Odszedł człowiek całym sercem oddany Cracovii

W środę rano niespodziewanie zmarł Maciej Madeja, przez lata całym sercem oddany Cracovii. - Żałuję tylko jednego: że przez te wszystkie lata pracy dla tego klubu nie prowadziłem pamiętnika - powiedział nam niedawno.
Jeszcze we wtorek witał w klubie nowego szkoleniowca Mirosława Hajdę, a wieczorem oglądał pierwszy trening pod jego wodzą. W środę rano jak co dnia wybierał się do siedziby Cracovii przy ul. Wielickiej, która - obok stadionu - była jego drugim domem. Niestety nie dotarł na miejsce.

Madeja całe życie poświęcił sportowi. Był piłkarzem, potem sędzią i działaczem. Jednak to Cracovia zawsze była u niego na pierwszym miejscu. W latach 2002-2011 pełnił funkcję kierownika drużyny, ale kibicował jej od dziecka. - Człowiek oddany całym sercem klubowi, który był dla niego najważniejszy - wspomina Piotr Giza, były pomocnik zespołu z ul. Kałuży.

Przychodząc do siedziby klubu, można było być pewnym, że spotka się zawsze skromnego i uśmiechniętego pana Macieja. Żył sprawami pierwszej drużyny. Ostatnio martwił się słabymi wynikami w ekstraklasie, ale nigdy nie opuszczał go dobry humor. - Jeszcze niedawno z nim rozmawiałem w trakcie meczu mojego syna, który gra w zespole młodzieżowym Cracovii. Odniosłem wrażenie, że jest w bardzo dobrej formie fizycznej i psychicznej - podkreśla Dariusz Pawlusiński, inny z byłych piłkarzy.

- Ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Gdy się dowiedziałem, to ścięło mnie z nóg. To był bardzo sympatyczny człowiek, z otwartym sercem dla każdego - wspomina Arkadiusz Baran.

Faktycznie, jego uczynność i dobroduszność od razu rzucały się w oczy. Jeszcze kilkanaście dni temu odwiedziliśmy go w klubowym gabinecie, by powspominać wizytę piłkarzy i pracowników Cracovii na audiencji u Jana Pawła II. Choć od tamtego czasu minęło prawie dziesięć lat, to pamiętał niemal każdy szczegół. Nawet to, o której godzinie podjechali pod Pałac Apostolski.

Był w bardzo dobrym stanie. Żartował i opowiadał z takim zapałem, jakby z Watykanu wrócił dopiero wczoraj. Niestety już nikt się nie dowie, ile jeszcze tak ciekawych wspomnień zabrał ze sobą. W uszach brzęczą nam jego słowa: - O ważnych wydarzeniach dla Cracovii pamiętam dość dobrze. Tyle się wydarzyło, że żałuję tylko jednego: że przez te wszystkie lata nie prowadziłem pamiętnika.

O spotkaniu z Ojcem Świętym opowiadał: - Tak wiele chciałem mu wówczas powiedzieć, ale jego osobowość mnie przyćmiła. Ledwo udało się cokolwiek z siebie wydusić. Powiedziałem: "czcigodny Ojcze Święty, przywożę wiele błogosławieństwa i serdeczności od Matki Boskiej Dobrej Rady". Ojciec podniósł schorowany wzrok i powiedział tylko: "Prokocim". To mnie chwyciło za serce - wspominał Madeja jeszcze trzy tygodnie temu, przed uroczystościami kanonizacyjnymi.

29 kwietnia, dwa dni po tym wydarzeniu, na stadionie odbył się niezwykły mecz upamiętniający wizytę Cracovii w Watykanie. Były kierownik bardzo przeżył to wydarzenie, bo miał okazję spotkać ludzi, którzy wspólnie z nim tworzyli historię klubu. - Podczas meczu pogadaliśmy i się pośmialiśmy. Przy pożegnaniu powiedzieliśmy sobie "do następnego razu". Ale następnego razu nie będzie... - mówi wyraźnie poruszony Baran.

Madeja był przy drużynie, gdy ta dwukrotnie awansowała do ekstraklasy. - Kiedy podczas prezentacji zespołu stałem na scenie, troszeczkę się wzruszyłem. Patrzyłem na chłopaków i myślałem: "żeby was tylko kontuzje omijały, żebyście jakoś te punkty ciułali". Chyba nie powinno być źle - wspominał ubiegłoroczne uroczystości z okazji awansu.

- Łza w oku się kręci, bo przeżyłem razem z nim cudowne chwile. Drugiej tak oddanej Cracovii osoby trzeba ze świeczką szukać. Był jednym z nielicznych, którzy byli świadkami wzlotów i upadków. Za klub dałby się pokroić - przekonuje Pawlusiński.

Od 1960 roku Madeja nie opuścił żadnego treningu noworocznego Cracovii. Jako arbiter główny prowadził 43 wyjątkowe mecze. Był członkiem Rady Seniorów i ambasadorem Cracovii. Na zawsze zapisał się w historii klubu.

Pawlusiński: - Teraz z góry będzie czuwał nad Cracovią i zadba o to, by nie spadła z ekstraklasy.