Cracovia robi wszystko, by do końca sezonu były emocje. Przegrała z Widzewem

Cracovia przegrała w Łodzi z ostatnią drużyną ekstraklasy, straciła Krzysztofa Pilarza i Sławomira Szeligę, a w poniedziałek jej przewaga nad strefą spadkową może zmaleć do zaledwie dwóch punktów.
Wiosną Cracovia wygrała tylko dwa razy i zamiast grać w grupie mistrzowskiej przyszło jej bronić się przed spadkiem. Wydawało się, że zbyt wielkiego strachu nie będzie, bo fachowcy uważali drużyną Stawowego za zbyt mocną. Tymczasem podział punktów i porażka u siebie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, sprawiły, że zapaliło się ostrzegawcze światełko. Dlatego do Łodzi Cracovia jechała, by je jak najszybciej zgasić. Ale Widzew właśnie od remisu w Krakowie pod koniec sezonu zasadniczego złapał wiaterek w żagle i zaczął wierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone.

A piłkarze Wojciech Stawowego jakby uwierzyli, że już nie może im się stać, a dziewiąte miejsce dostaną za to, że potrafią wymienić niezliczoną liczbę podań.

Szkoleniowiec po porażce tydzień temu sporo zmienił w składzie. Do obrony cofnął Damiana Dąbrowskiego, a na prawej obronie Krzysztofa Nykiela zastąpił Sławomir Szeliga. Z podstawowego składu wypadli Edgar Bernhardt, Paweł Jaroszyński i Giannis Papadopoulos.

Nie minęło 20 minut, a Cracovia wpadła w poważne tarapaty, a taktyka trenera Wojciecha Stawowego zupełnie się rozsypała. Najpierw po podaniu Marcina Kaczmarka Krzysztof Pilarz wybiegł za pole karne, trafił w piłkę, ale i zderzył się z Mateusz Cetnarskim. Ryzyko się nie opłaciło, bo sędzia uznał, że bramkarz pomógł sobie łokciem i wyrzucił go z boiska. Szkoleniowiec gości w miejsce Władimira Boljevicia wpuścił rezerwowego Matko Perdijicia.

Cracovia grała więc w osłabieniu i za chwile dostała kolejny cios. Tym razem po starciu kontuzji doznał Sławomir Szeliga. Kapitan zespołu od razu zasygnalizował, że potrzeba będzie zmiana. Od tej chwili przewaga Widzewa zaczęła rosnąć. Obrona krakowian popełniała coraz poważniejsze błędy, ale wymarzone sytuacje marnował Eduards Visnakovs. W końcu jednak trafił dobrze w piłkę po zagraniu Cetnarskiego i było 1:0.

Do przerwy Cracovia nie zagroziła gospodarzom ani w pełnym składzie, ani w osłabieniu. Dawid Nowak nie dostał żadnego dobrego podania, a próby pojedynków kończyły się co najwyżej na drugim widzewiaku. Zupełnie niewidoczny był Saidi Ntibazonkiza.

W przerwie w szatni musiało być bardzo gorąco, bo piłkarzom tak się spieszyło się, by z niej wyjść, że wybiegli na długo przed rywalami. I po zmianie stron nie było za bardzo widać, że goście grają w osłabieniu. Próby wyrównania mógł im jednak popsuć bardzo niepewnymi interwencjami Perdijić. Trzeba jednak przyznać, że w 60. min uratował zespół przed stratą drugiej bramki. W chwilę później tylko brak umiejętności Princewilla Okachiego sprawił, że nie było 0:2.

W 65. min Cracovia miała wyborną okazję, by wyrównać. Marciniak wpadł w pole karne, podał tuż przed bramkę, ale Sebastian Steblecki tak słabo kopnął, że Patryk Wolański zdążył złapać piłkę na linii. Dwie szanse miał też Dawid Nowak, ale najpierw trafił w bramkarza, a potem dał się mu przechytrzyć.

Cracovię tuż przed końcem dobił Povilas Leimonas.

Jeśli w poniedziałek Zagłębie Lubin pokona Koronę Kielce, Cracovia nad strefą spadkową będzie miała tylko dwa punkty przewagi. Gdyby wygrała w Łodzi, byłaby liderem grupy spadkowej.



Widzew2 (1)
Cracovia0
Gole: E. Visnakovs (33.), Leimonas (85.).

Widzew: Wolański - Kikut, Nowak, Augustyniak (82. Lafrance), Mroziński, - Okachi, Kasprzak Ż (72., Leimonas) - Alex (61. A. Visnakovs), Cetnarski, Kaczmarek - E. Visnakovs.

Cracovia: Pilarz Cz - Szeliga (21., Kuś), Żytko, Dąbrowski, Marciniak - Straus, Danielewicz Ż (66. Bernhardt), Boljević (16., Perdijić) - Steblecki, Nowak Ntibazonkiza.

Sędzia: Krzysztof Jakubik.