Ta pamiętna audiencja Cracovii u świętego Jana Pawła II

Piłkarzom z ul. Kałuży odbierało mowę. Drugi trener dostał inspirację do napisania książki i dzięki papieżowi... znalazł żonę. A kierownik rozdał 14 szalików. Dziś, po prawie 10 latach od tamtych wydarzeń, Cracovia zagra dla świętego od niedzieli Jana Pawła II.
Tego dnia w 2005 roku papież tuż po przebudzeniu miał zapytać: "Czy moja Cracovia już jest w Watykanie?". Podobno osobiście chciał dopilnować najważniejszych spraw. Czy autobusy już wyjechały po blisko stuosobową grupę z Krakowa? Czy bilety do biblioteki i ogrodów watykańskich są dla nich przygotowane? Wszystko miało być dopięte na ostatni guzik.

Maciej Madeja, ówczesny kierownik Cracovii, zabrał ze sobą 15 szalików w biało-czerwone pasy. Rozdał prawie wszystkie. Jeden wręczył wzruszonemu gwardziście, inny oddał biskupowi Leszkowi Głódziowi. Do Krakowa wrócił tylko z tym, który sam założył na prywatną audiencję u papieża. Nikomu go nie odda.

- Tak wiele chciałem Janowi Pawłowi II wówczas powiedzieć, ale jego osobowość mnie przyćmiła. Ledwo udało się cokolwiek z siebie wydusić. Powiedziałem: "czcigodny Ojcze Święty, przywożę wiele błogosławieństwa i serdeczności od Matki Boskiej Dobrej Rady". Ojciec podniósł schorowany wzrok i powiedział tylko: "Prokocim". To mnie chwyciło za serce - wspomina Madeja.

"Cracovia pany" z ust papieża

Był 4 stycznia 2005 r. Piłkarze i pracownicy Cracovii do ostatniej chwili nie byli pewni, czy staną przed papieżem. Nad ranem, kiedy już byli w Watykanie, wybuchła wiadomość: "Ojciec Święty nie czuje się najlepiej".

Był schorowany, wtedy jeździł na wózku, i często brakowało mu sił. Potem nie przyjmował już tak licznych grup na prywatnych audiencjach.

Na spotkanie z delegacją krakowskiego klubu ostatecznie spóźnił się kilkanaście minut. Zaspał. Ponoć był niepocieszony, że nikt go nie obudził na czas. - A kiedy w końcu go zobaczyliśmy... Niech mi pan wierzy, stres był dużo większy niż na boisku - wspomina Jacek Wiśniewski, były obrońca Cracovii.

Papież był przygotowany. Miał kartkę z krótkim kazaniem, którą zapisał własnoręcznie. Kiedy jego osobisty sekretarz, obecnie kardynał Stanisław Dziwisz, zwrócił uwagę, że notatki są prawie nieczytelne, papież miał odpowiedzieć: - Oj, Stasiu, tyle lat tu jesteś, a jeszcze nie nauczyłeś się czytać.

Humor dopisywał. Kolejna historia w klubie z ul. Kałuży obrosła już zresztą legendą. Kiedy piłkarze chcieli odejść, papież położył rękę na ramieniu siedzącego obok prezesa Janusza Filipiaka i wyszeptał: "Cracovia pany".

- Te słowa do dziś dźwięczą nam w uszach - przyznaje Wojciech Stawowy, który trenerem Cracovii był wtedy i jest obecnie.

Arkadiusz Baran, były pomocnik Cracovii, wspomina: - Powiedział to dość cicho, a mimo to słyszeliśmy wyraźnie. Choć był już schorowany, potrafił w ten sposób rozładować atmosferę. Co tu dużo mówić, spotkanie z Janem Paweł II to najlepsze, czego doświadczyłem dzięki krakowskiemu klubowi. Ten człowiek dla dzieci był dzieckiem, dla młodzieży młodzieżowcem, a dla nas po prostu kibicem Cracovii.

Co zmienił znak krzyża

Piłkarze przygotowali specjalną, kibicowską wersję "Oj, maluśki, maluśki", ulubionej pastorałki papieża. Wcześniej w ciszy całowali pierścień papieża. Nie do końca wiedzieli, czy i co mają mówić. Trener Stawowy stał u boku Ojca Świętego i przedstawiał każdego z osobna. - Wszyscy będziemy to pamiętać do końca życia. To niespotykane, jak na człowieka działał jego autorytet. Niektórzy się rozklejali i nie mogli z siebie wydobyć słowa. Mnie też zatkało - przyznaje Kazimierz Węgrzyn, jedyny piłkarz, który na audiencji u Jana Pawła II był zarówno z Wisłą, jak i z Cracovią.

Na odwagę zebrał się Robert Jończyk, drugi trener Cracovii. Znajomy ksiądz poradził mu, by zwrócił się do papieża z konkretną intencją. Jeśli Ojciec Święty ją usłyszy, nakreśli krzyż na czole. To będzie znak, że nie zapomni o sprawie. - Wówczas szukałem żony, więc powiedziałem Ojcu Świętemu, z czym przychodzę. Papież otworzył oczy i - faktycznie - zrobił znak krzyża - opowiada Jończyk.

Rok później w Watykanie trener spędził sylwestra. Wspólnie z przyszłą żoną. Poznał ją kilka miesięcy wcześniej podczas mszy świętej. I to dokładnie 16 października, czyli... w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Trener Jończyk wierzy, że to nie był przypadek.

Zachowanie papieża miało zresztą na niego ogromny wpływ. Wspomina, że kiedy Jan Paweł II mówił o Cracovii, to zamiast sukcesów sportowych życzył klubowi sukcesów wychowawczych.

- Długo zastanawiałem się nad tymi słowami i uzmysłowiłem sobie, na czym polega ich mądrość. Z setek tysięcy osób trenujących piłkę nożną w przyszłości grać będzie tylko niewielu. Pozostali zostaną trenerami, nauczycielami, menedżerami. Piłka ich wszystkich także ma edukować - opowiada Jończyk.

Osiem lat po wizycie u papieża napisał krótką książkę pt. "Jak zostać gwiazdą futbolu?". Podzielił ją na 10 rozdziałów, a to analogia do 10 przykazań. Nie pisze o tym, jak prosto kopnąć piłkę czy dośrodkować z rzutu rożnego, a raczej o moralności i postawach społecznych, jakimi powinni kierować się młodzi piłkarze. - Właśnie Jan Paweł II dał mi motywację do napisania tej książki - przyznaje Jończyk.

Jak Cracovia ukłoni się papieżowi

Dziś przy ul. Kałuży wspomnienia znów odżyją. W gabinecie byłego kierownika Madei wisi zdjęcie z wizyty u papieża. Były kierownik opowiada: - Jeden z księży powiedział do mnie wtedy: "ależ się Ojciec Święty ucieszył z waszego przyjazdu". Kiedy wracałem do autokaru, płakałem jak bóbr. Wcześniej Jan Paweł II zaprosił nas jeszcze na audiencję generalną i powiedział, byśmy koniecznie założyli szaliki, bo chce nas dobrze widzieć.

Mecz pod hasłem "Jan Paweł II i Jego Cracovia" rozpocznie się we wtorek o symbolicznej godzinie 19.06 (data założenia klubu). Drużyna złożona z zawodników, którzy przed prawie dekadą byli na audiencji, zmierzy się z obecną Cracovią.

Stawowy tym razem nie poprowadzi żadnego z zespołów, tylko będzie przyglądał się z boku. Piłkarze zagrają dwa razy po 25 min. Dochód zostanie przekazany Małopolskiemu Hospicjum dla Dzieci. Bilety cegiełki kosztują 2 zł.