Sport.pl

Porażka bez alibi. Cracovia słabsza od Podbeskidzia!

To może być ponura wiosna dla piłkarzy Wojciecha Stawowego. Walkę o utrzymanie rozpoczęli od kolejnego wstydliwego występu. Na własnym stadionie przegrali z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Tej porażki nic nie może usprawiedliwiać. Wraz z początkiem drugiej rundy ekstraklasy, dla Cracovii skończyła się gra na alibi. Zresztą trener i piłkarze nie mają już wymówek. Kiedy trwał sezon zasadniczy, często wspominali o kontuzjach najlepszych strzelców, ale teraz Dawid Nowak i Saidi Ntibazonkiza są już zdrowi. M.in. właśnie oni wypchnęli z pierwszego składu Sebastiana Stebleckiego, który ostatnio mógł uchodzić za symbol nieskuteczności Cracovii. Choć nierzadko robił zamieszanie i mijał obrońców, to marnował sytuację za sytuacją.

- Liczę, że dzięki Dawidowi i Saidiemu zwiększy się nasza siła uderzeniowa - mówił trener Wojciech Stawowy.

Nie zwiększyła się. Dobre akcje zakończone groźnym strzałem można było policzyć na palcach jednej ręki. Jedyne, co przybyło beniaminkowi, to problemy. Przy ul. Kałuży ciągle mówią o "spokojnym utrzymaniu", ale dostali niezbity dowód, że w grupie spadkowej wcale nie będzie łatwo i przyjemnie. Wręcz przeciwnie.

Mur na środku boiska

Zawiedli ci, na których trener liczył najbardziej. Gra Cracovii wyglądała tak, jakby najlepsze armaty także tym razem zostały w domu. Goście zamurowali bramkę i pilnowali się, by w defensywie nie było najmniejszej luki. Dla większości piłkarzy Podbeskidzia linia wyznaczająca połowę boiska była jak mur, którego lepiej nie przekraczać. Woleli liczyć na nieliczne kontry i dobrze na tym wyszli.

Stawowy przed meczem podkreślał, że jego drużyna musi zdominować rywali, ale założenia szybko wzięły w łeb. I to głównie przez proste błędy techniczne jego piłkarzy. Giannis Papadopoulos bił rekordy niecelnych podań, a Ntibazonikza - choć jak zwykle próbował siać zamieszanie - miał na koncie głównie nieudane rajdy. Z kolei Damian Dąbrowski w najprostszej sytuacji stracił piłkę i mógł dziękować rywalom, że nie skorzystali z prezentu, który im podarował.

Gospodarze co prawda mieli piłkę prawie bez przerwy (posiadanie nawet na poziomie 75 proc.), ale groźniejsi byli goście. Dość napisać, że jeszcze w pierwszej połowie kibice skandowali nazwisko... bramkarza Krzysztofa Pilarza, bo znów uratował skórę kolegom, kiedy instynktownie odbił mocny strzał Damiana Chmiela.

Piłka przeszkadzała w grze

Po półgodzinie Nowak i Ntibazonkiza powinni w końcu przełamać niemoc. Okazja, by rozmontować obronę Podbeskidzia, była wyśmienita, dlatego powinni się wstydzić, że żaden z nich nawet nie oddał strzału.

Zamiast tego po przerwie goście wykorzystali jeden z kontrataków. Do siatki trafił Fabian Pawela, a gospodarze ze wstydu mogli tylko zakryć dłońmi twarze.

Po straconym golu Stawowy na boisko wprowadzał m.in. pomocników za obrońców i pewnie liczył, że jego podopieczni rzucą się na rywali. Efekt? Mizerny. Można było odnieść wrażenie, że śliska od deszczu piłka bardziej przeszkadza, niż pomaga piłkarzom Cracovii. Szkolny błąd, który mógł skończyć się tragicznie, popełnił nawet bezbłędny zazwyczaj Pilarz. Bramkarz Cracovii podał piłkę wprost pod nogę Antonowi Slobodzie, ale pomocnik Podbeskidzia wyglądał na zaskoczonego.

Po porażce Cracovia ma już tylko... punkt przewagi nad drużyną z Bielska-Białej.

Cracovia Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1 (0:0)

Bramki: Pawela (58.)

Widzów: 6393

Żółte kartki: Żytko, Nykiel, Boljević (Cracovia) - Kołodziej, Konieczny (Podbeskidzie)

Cracovia: Pilarz - Nykiel (78. Dudzic), Żytko, Marciniak, Jaroszyński (68. Steblecki) - Papadopoulos (62. Boljević), Dąbrowski, Straus - Ntibazonkiza, Nowak, Bernhardt

Podbeskidzie: Zajac - Adu, Telichowski, Iwański, Chmiel (87. Bartlewski), Kołodziej (46. Malinowski), Sokołowski, Sloboda, Pawela (68. Lebedyński), Górkiewicz, Konieczny

Więcej o: