Cracovia "ofiarą" reformy, ale trener ją popiera

Piłkarze z ul. Kałuży wrócili do treningów po porażce w Kielcach, która zaprzepaściła ich szanse na grę w grupie mistrzowskiej.
- Widzę u moich piłkarzy sportową złość po meczu z Koroną. Są młodymi, ambitnymi ludźmi i bardzo chcieli awansować do czołowej ósemki. Miejsce w grupie mistrzowskiej to prestiż, inaczej patrzy się na te zespoły - przyznaje trener Wojciech Stawowy.

Wyniki innych spotkań ułożyły się po myśli krakowian, ale oni nie spełnili najważniejszego warunku - nie wygrali w Kielcach. - Sami jesteśmy sobie winni, ale nie chodzi o ostatnie spotkanie. Żałuję meczów, które przegraliśmy albo zremisowaliśmy. Z Zawiszą Bydgoszcz i Śląskiem Wrocław nie zdobyliśmy punktu, a mogliśmy prowadzić, bo mieliśmy stuprocentowe okazje na bramkę. Nie można również przejść obojętnie obok remisów z Podbeskidziem czy Widzewem - wylicza szkoleniowiec. - Mogliśmy być w innym miejscu, ale nie wykorzystaliśmy szansy. Na osłodę możemy sobie powiedzieć, że jesteśmy liderem drugiej grupy. Oby tak pozostało, bo dla nas jako beniaminka będzie to dobry wynik.

Mimo braku awansu do grupy mistrzowskiej Stawowy jest zwolennikiem nowej formuły rozgrywek. - Wciąż ją popieram. Podoba mi się to, że cały czas jest gra o stawkę. Wcześniej na kilka kolejek przed końcem przeważnie było wiadomo, kto zdobędzie mistrzostwo, kto zakwalifikuje się do europejskich pucharów, a kto spadnie. Zastanowiłbym się jednak nad podziałem punktów. Może nie na pół, ale inaczej? - mówi szkoleniowiec.

Po podziale Cracovia ma pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. - Dużo to i mało. Trzeba walczyć, ale nie obawiam się o zespół. Gracze są bardzo silni psychicznie. Wierzę w drużynę i w to, że podoła. Gdy zawodnicy walczyli o awans do ekstraklasy, pokazali, że pod względem mentalnym są mocni - przekonuje trener.

Stawowy miał nadzieję, że gdy Cracovia znajdzie się w grupie mistrzowskiej, to w siedmiu dodatkowych kolejkach wystawi piłkarzy, którzy grają niewiele lub wcale. Teraz będzie o to trudniej, ale trener uważa, że jego plan jest możliwy do zrealizowania. - Żeby mieć komfort, musimy dobrze zagrać w trzech spotkaniach na początku. Wtedy dam szansę Bartłomiejowi Kapustce czy Marcelowi Wawrzynkiewiczowi, który jeszcze nie zadebiutował w pierwszym zespole.

Wawrzynkiewicz ma nadzieję, że w końcu tak się stanie. - Cały czas solidnie pracuję na treningach, by przekonać trenera. Czy miałbym łatwiej, gdybyśmy mieli pewne utrzymanie? Nie patrzę na to w ten sposób. Na razie przegrywam rywalizację z Krzysztofem Nyklem, ale się nie poddaję - mówi prawy obrońca.

20-letni piłkarz nie jest zadowolony z pozycji w zespole, ale ma małe powody do radości. - Po raz pierwszy od kilku lat spędzę Wielkanoc w Polsce. W Norwegii bardzo mi tego brakowało, tęskniłem za polskimi tradycjami - przyznaje były zawodnik Valerengi Oslo.