Sport.pl

Jest pierwsze wiosenne zwycięstwo! Rezerwowy dał Cracovii trzy punkty

Ostatnio oglądał mecze z trybun lub ławki rezerwowych. Ale nie zapomniał, jak precyzyjnie kopnąć piłkę z prawej nogi. Dzięki Edgarowi Bernhardtowi Cracovia odniosła cenne zwycięstwo z Jagiellonią Białystok.
To było jednak zwycięstwo okupione poważnym stresem. Momentami Cracovia była bowiem jak bokser, który potrafi zagonić rywala do lin, ale brakuje mu siły, by zadać nokautujący cios. Było kilka efektownych zagrań i szybkich akcji, po których krakowianom należały się brawa. Tyle że bez najlepszych strzelb (Dawid Nowak i Saidi Ntibazonkiza leczą kontuzje) wykorzystywanie sytuacji to dla nich wciąż misja niemal nie do wykonania. Przykład z pierwszej połowy: po kilku dokładnych podaniach w pole karne wpadł Łukasz Zejdler, ale zabrakło mu sprytu i spokoju. Gdyby był napastnikiem z krwi i kości, pewnie miałby kilka pomysłów na strzelenie gola, a zamiast tego podał piłkę bramkarzowi.

Na szczęście dla Cracovii są jeszcze rzuty wolne. W drugiej połowie Bernhardt, który kilka minut wcześniej wszedł na boisko, tak precyzyjnie uderzył, że bramkarz Jagiellonii nie miał szans. Dla 28-letniego pomocnika to miła odmiana, bo w poprzednich meczach głównie zawodził i nie miał miejsca w składzie. Dwa tygodnie temu nawet nie zmieścił się w meczowej osiemnastce. Tym razem dzięki niemu piłkarze beniaminka po raz pierwszy tej wiosny mogli odtańczyć na środku boiska taniec radości.

Nie było greckiej tragedii

W grze Cracovii wszystko teoretycznie zgadzało się także do 65. minuty. Gospodarze, zgodnie z życzeniem trenera, wymieniali krótkie, szybkie podania i niemal nie tracili piłki. Szkopuł w tym, że to wszystko udawało im się tylko... na własnej połowie. Im bliżej bramki Jagiellonii, tym było gorzej. Często brakowało pomysłu, mnożyły się straty i niecelne podania. "Krzysztof Pilarz [bramkarz Cracovii - przyp. red.] jest wolny, podajcie do niego!" - krzyczeli już po kilkunastu minutach zirytowani kibice, którzy mieli dość żmudnego budowania akcji bez efektów.

Ostatecznie Cracovię zbawił dopiero Bernhardt, choć tuż przed pierwszym gwizdkiem zdziwieni kibice pokazywali sobie palcami Giannisa Papadopoulosa. Grek nie znalazł się w składzie przekazanym dziennikarzom, dlatego jego obecność na boisku była niespodzianką. Zamiast niego na ławce rezerwowych usiadł Władimir Boljević.

Papadopoulos dostał odpowiedzialne zadanie. Od razu w debiucie zaczął jako... najbardziej wysunięty piłkarz, choć w poprzednich klubach był ustawiany bliżej własnej bramki. Może dlatego wszędzie było go pełno - schodził na środek boiska, albo lewe skrzydło, ale w jego grze nie brakowało chaosu. Inna sprawa, że już na początku dostał oklaski, kiedy zaskakującym strzałem z boku pola karnego omal nie zaskoczył Krzysztofa Barana. Potem w dogodnej pozycji nie trafił w bramkę z kilkunastu metrów, a innym razem wyprzedził ostatniego obrońcę i teatralnie padł na murawę. Wydawało się, że sędzia podyktuje rzut wolny, a zamiast tego pokazał Grekowi żółtą kartkę za symulowanie.

Spokój bramkarza

Promykiem dla Cracovii może być też postawa defensywy. Przed tygodniem po raz pierwszy tej wiosny drużyna Stawowego nie straciła bramki, ale mimo to trener znów zamieszał. Adam Marciniak zajął miejsce na środku obok Mateusza Żytki, a w nagrodę za dobry występ przeciwko Pogoni Szczecin na lewej stronie został Paweł Jaroszyński. Efekt? Krzysztof Pilarz tym razem nie musiał co chwilę ratować bezradnych kolegów i znów zachował czyste konto.

Inna sprawa, że tuż przed ostatnim gwizdkiem bramkarz Cracovii obronił strzał Macieja Gajosa z ok. pięciu metrów, a kibice do ostatnich chwil łapali się za głowy, bo musieli drżeć o wynik.

Cracovia - Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0)

Bramka: Bernhardt (65.) Cracovia: Pilarz - Nykiel (77. Nykiel), Żytko, Marciniak, Jaroszyński - Danielewicz, Dąbrowski, Straus - Papadopoulos (75. Rakels) Ż, Zejdler (55. Bernhardt), Steblecki

Jagiellonia: K. Baran - Pazdan, Popkhadze Ż, Balaj, Rajalasko (67. Plizga), Dźwigała Ż, Tosik (80. Drażba), M. Baran, Ukah Ż, Gajos (46. Dżalamidze), Quintana

Więcej o: