O piłkarzach Cracovii: Lubią wołowinę, unikają kiełbas i parówek [WYWIAD]

- Unikamy kiełbas, parówek czy jajecznicy. Są tłuste i nie przynoszą żadnych korzyści, jeśli chodzi o paliwo do treningów - o tym, jak piłkarze Cracovii przygotowują się do rundy wiosennej, w rozmowie z krakow.sport.pl opowiada Piotr Jankowicz, trener przygotowania fizycznego.
Wszyscy kibice z Krakowa są na Facebooku Kraków - Sport.pl »

Andrzej Klemba: Piłkarze Cracovii powtarzają, że u pana treningi są inne niż w poprzednich klubach.

Piotr Jankowicz: Mam specyficzny system pracy, który różni się od trenerów przygotowania fizycznego innych polskich drużyn. Opracowałem go na podstawie doświadczeń, współpracy z innymi instruktorami, a także stażów. Wprowadzam go nie tylko w przygotowaniu piłkarzy, ale także sportowców innych dyscyplin. Drugi rok pracuję z Cracovią. Zawodnicy wiedzą, czego od nich oczekuję na treningach. Choć poza zajęciami atmosfera jest bardziej luźna i z wieloma z nich utrzymuję, można powiedzieć, koleżeńskie kontakty.

Piłkarzom zostały już tylko nie za miłe wspomnienia z biegania kilometrów po górach.

- Wszyscy od tego odeszli. Jeśli ktoś mi powie, jak element motoryczny można wykształcić w bieganiu po górach, to chętnie go wysłucham. W tej chwili tylko najbogatsze zespoły mogłyby pozwolić sobie na nowatorski pomysł, by zamieszkać w górach, co zwiększa liczbę erytrocytów, hemoglobiny i zwiększa wytrzymałość. Okazało się, że trening powyżej granicy 1500 m n.p.m. nie jest prosty i bardzo męczący dla mięśni. I nie do końca przynosi efekty kondycyjne. Warto więc zamieszkać w górach na dużej wysokości, ale trenować niżej. Wtedy organizm przyzwyczaja się do wysokości i ma większe możliwości.

Za to musieli np. wskoczyć na wysoką skrzynię.

- To ćwiczenie miało na celu wypracowanie siły i mocy maksymalnej. Poziom trudności był tak zaplanowany, by wykonywali ćwiczenia przy 101 proc. zaangażowania. Specjalnie skrzynia była tak wysoka, by organizm starał się na maksimum możliwości. Gdyby sobie z łatwością poradził, nie byłoby pożądanego efektu. Większość piłkarzy dała radę, a ci, którzy nie, zobaczyli, jaki jest poziom treningów.

Jak przekonał pan trenera Stawowego do swoich metod?

- Miałem doświadczenie w trenowaniu drużyn ekstraklasy i I ligi. Trener Stawowy przedstawił mi założenia - co jest dla niego najważniejsze w przygotowaniu drużyny. Musiałem ułożyć taki plan, by jak najbardziej pomóc zespołowi w realizacji taktyki i stylu gry.

Chwalą pana za to, że jesienią Dawid Nowak nie miał problemów z kontuzjami.

- Dawidowi ten nasz trening bardzo przypasował. Pewne ćwiczenia zostały dla niego zindywidualizowane, ale tylko część. Uważaliśmy na niego, ale nie było tak, by miał inne zajęcia od reszty graczy, które nagle sprawiły, że nie miał mięśniowych urazów.

Odpowiada pan też za żywienie zawodników i odżywki.

- Na każdy dzień rozpisuję menu dla zawodników. Oczywiście jest to weryfikowane czasem przez możliwości kuchni. Np. w Gniewinie, gdzie przygotowywaliśmy się w I lidze, wszystko zostało zrealizowane w 100 proc. W Uniejowie było z tym trochę gorzej, ale doszliśmy do porozumienia. Podczas przygotowań piłkarze wykonują dużo pracy, więc potrzebują dużo energii. Jedzenie jest zbilansowane i oparte na węglowodanach i proteinach. Podstawą są makarony, kasze, mogą być też ziemniaki, muesli i ryż. Oczywiście warzywa i mięso - bardzo lubimy wołowinę, trochę wieprzowiny, kurczak i ryby. Piłkarze dostają też cały zestaw witamin i odżywek. Na zgrupowaniu jest specjalny pokój, w którym są dla każdego z nich przygotowane. Zawodnicy wiedzą, o której godzinie tam przyjść i co wypić.

Co byłoby "zabójstwem" dla piłkarza przed treningiem?

- Unikamy kiełbas, parówek czy jajecznicy. Są tłuste i nie przynoszą żadnych korzyści, jeśli chodzi o paliwo do treningów. Na dodatek są ciężkostrawne, a godzinę po śniadaniu mamy wyczerpujące treningi.