Krzysztof Danielewicz: Głodu nie może zabraknąć do końca sezonu

Pomocnik Cracovii nie narzeka na ciężkie poranne zajęcia m.in. ze sztangami, bo po południu on i koledzy w nagrodę trenują z piłkami. - Nauczyliśmy się do ćwiczeń nad siłą i motoryką podchodzić z entuzjazmem - zapewnia
Andrzej Klemba: Na warunki w Uniejowie nie da się ponarzekać...

Krzysztof Danielewicz: Rzeczywiście to bardzo fajny ośrodek. Po pierwszym treningu na naturalnej płycie byliśmy pod dużym wrażeniem. Co tu dużo mówić, równiutka jak stół, a do tego znakomicie przygotowana. Nic tylko trenować. Pierwszy raz ćwiczyłem na takiej płycie, która jest połączeniem naturalnej trawy z domieszką sztucznej nawierzchni. Jest podgrzewana, więc nie mam mowy, by była twarda czy zmrożona.

Brakowało piłki?

- Pierwszy raz ćwiczyliśmy z piłkami od początku przygotowań. Głód jest, ale tego głodu musi nam starczyć także na kolejne treningi, a przede wszystkim na ligę. Teraz skupiamy się też na pracy nad motoryką i siłą. To jest priorytet. Do tych treningów porannych ze sztangami, skakaniem itd. nauczyliśmy się podchodzić z uśmiechem i entuzjazmem, bo wiemy, że to zaprocentuje. To jest potrzebne i się nim poświęcamy.



Trener przygotowania fizycznego ma pomysł jak z wami pracować?

- Ćwiczenia z trenerem Jankowiczem są rzeczywiście trochę inne, niż miałem w poprzednich klubach, choć niektóre elementy się powtarzają. Na pewno większą część zajęć prowadzi w innowacyjny sposób. Wcześniej z czymś takim się nie spotkałem.

Ciężko było na skrzynię wskoczyć?

- Nie, akurat ja nie mam z tym problemów. To też kwestia nauczenia się, bo to ćwiczenia często się powtarza.



Choć nie jest bardzo zimno, to na boisko bardziej na siebie uważacie?

- Nie. W poniedziałek był trening wprowadzający na boisku, ale jak wychodzimy na zajęcia, to już się nie oszczędzamy. Każdy teraz walczy o skład, a jest nas sporo na zgrupowaniu [28 zawodników]. Startujemy od zera i od początku trwa walka o to, kto wyjdzie na boisko z Zawiszą Bydgoszcz.