Kartka z kalendarza. Pierwszy mecz kadry z piłkarzami Cracovii

Dokładnie 93 lata temu polska reprezentacja piłkarska rozegrała swoje pierwsze oficjalne spotkanie. W Budapeszcie zmierzyła się z silną kadrą Węgier.
Pierwsze rozgrywki piłkarskie wyłaniające mistrza Polski rozpoczęły się w 1920 roku, ale przerwane zostały przez wojnę polsko-bolszewicką. Rok później pierwszą drużyną, która sięgnęła po mistrzostwo kraju, była Cracovia. W 1921 roku miał miejsce też pierwszy oficjalny mecz reprezentacji Polski. Jedenastka biało-czerwonych wybrała się na zaproszenie Węgrów do Budapesztu, by tam zmierzyć się z reprezentacją Madziarów.

Wyborem kadry na mecz w stolicy Węgier zajął się duet wiślacko-cracoviacki. Oficjalnie selekcjonerem został szef Wydziału Gier PZPN, założyciel Wisły Kraków Józef Szkolnikowski, ale czynnie współpracował z trenerem Cracovii Imre Pozsonyim. Wspólnie wybrali trzynastu piłkarzy, w tym siedmiu z drużyny ówczesnego mistrza Polski - Stanisław Cikowski, Ludwik Gintel, Józef Kałuża, Stanisław Mielech, Leon Sperling, Zdzisław Styczeń i Tadeusz Synowiec.

Oprócz piłkarzy Cracovii, w kadrze znalazło się też miejsce dla trzech zawodników Polonii Warszawa, dwóch z lwowskiej Pogoni, a trzynastkę uzupełniał z kolei jeden piłkarz Warty Poznań. Ze sztabu szkoleniowego do Budapesztu udał się tylko Pozsonyi, Szkolnikowski musiał bowiem pozostać w kraju. W delegację udali się jednak członkowie PZPN, w tym prezes Cracovii Edward Cetnarowski oraz działacz Wisły Jan Weyssenhof.

Na boisko w Budapeszcie polska drużyna wyszła w przeniesionym z Anglii ustawieniem 2-3-5, a trener Pozsonyi wystawił taką jedenastkę: Loth- Gintel, Marczewski - Styczeń, Cikowski, Synowiec - Mielech, Kuchar, Kałuża, Einbacher, Sperling.

Pierwsze koty za płoty - chciałoby się powiedzieć - Polacy przegrali bowiem 1:0 po bramce Szabo w 18 minucie. Biało-czerwoni mieli okazję, by wyrównać, ale zdarzyła się niespotykana chyba już w dzisiejszych czasach sytuacja.

Piłkarz Pogoni Wacław Kuchar znalazł się w sytuacji sam na sam z wychodzącym bramkarzem Karolym Zsakiem, a jego strzał golkiper Węgier obronił głową i padł jak rażony piorunem. Sędzia nie chciał przerywać gry, ale zawodnik polskiej reprezentacji zamiast wpakować piłkę do siatki zdecydował się pomóc bramkarzowi odzyskać świadomość.

Dla Węgrów było to 65. oficjalne spotkanie, z kolei Polacy rozgrywali swoje pierwsze i w kraju nie przynieśli wstydu. Żeby przegrać w Budapeszcie, przegrać tylko jedną bramką, trzeba było się naprawdę natrudzić, a Przegląd Sportowy określił ten wynik jako "nadzwyczaj chlubny". Po meczu wszyscy uczestnicy spotkali się w hotelu Royal na uroczystym bankiecie, a Węgrzy skorzy byli w gratulowaniu Polakom silnego zespołu.