"Przemysław Kita dobrze pływa 25 m, ale na kanał La Manche jest za wcześnie"

- Na miano pierwszego zmiennika musiałbym jeszcze popracować, ale dżokerem możecie mnie nazywać - uśmiecha się Przemysław Kita, który w meczu z Legią być może zastąpi Dawida Nowaka
Historia sprzed dwóch tygodni. Trener Wojciech Stawowy przerywa trening i podchodzi do Kity, który chwilę wcześniej zagapił się i nie zdążył dobiec do piłki. "A ty jak się nazywasz? Strzeliłeś dwie bramki i myślisz, że jesteś gwiazdą?!" - wrzeszczy trener.

W tym sezonie był tylko jeden mecz, w którym 20-letni napastnik nie znalazł się w stuprocentowej sytuacji. W spotkaniu z Widzewem wszedł trzy minuty przed końcem, dotknął piłki może dwa razy i sędzia gwizdnął ostatni raz. W pozostałych ośmiu meczach co najmniej raz było groźnie po jego zagraniach.

- Przemek grał za krótko, by go rzetelnie ocenić, ale kiedy już wchodzi na boisko, to zawsze coś daje drużynie. A to jasny sygnał dla trenera. Może ma jeszcze braki techniczne, ale pracuje na miejsce w składzie - ocenia Kazimierz Węgrzyn, były piłkarz m.in. Cracovii, komentator Canal+.

Gdyby o grze miały decydować tylko statystyki, to Kita powinien mieć pewne miejsce w pierwszym składzie. W tym sezonie spędził na boisku 194 minuty, a zdobył trzy gole. To daje bramkę co prawie 65 min. A to imponujący wynik - np. Dawid Nowak, najlepszy strzelec Cracovii, do siatki trafia średnio co 211 min. Saidi Ntibazonkiza - co 244 min.

Kita zapewnia, że woda sodowa mu nie grozi, choć zdarza się, że koledzy w szatni po meczach... skandują jego nazwisko. - Trochę mnie to zawstydza. Czasami się ze mnie pośmieją, ale to pozytywne żarty. Sam nie wiem, czy moje przebłyski to kwestia szczęścia, ale zawsze jakąś okazję na gola mam - uśmiecha się młody napastnik.

Kita pochodzi z Pabianic, skąd wybił się do ŁKS-u. Potem był bliski przejścia do Młodej Legii, interesował się nim też Widzew Łódź. W końcu odebrał telefon od trenera Stawowego i w maju tego roku przyjechał na testy z Cracovii.

Jego największym kibicem jest... ojciec, który też był piłkarzem, choć grywał tylko w niższych ligach. - Kiedy ogląda moje mecze, staje się najmądrzejszą osobą na świecie. Jego rady są trochę denerwujące. Czasem mówi, że mogłem zagrać z pierwszej piłki, że zrobiłem coś za wolno. Jakbym oglądał sam siebie sprzed telewizora, to też mógłbym tak powiedzieć - kręci głową Kita i przekonuje, że wie, co musi poprawić. Przede wszystkim: ma za dużo strat, a jego gra bywa chaotyczna.

Trener Stawowy jeszcze nie chce go rzucać na głęboką wodę i najlepiej trzymałby na ławce w roli dżokera, ale być może nie będzie miał wyjścia. Wczoraj okazało się, że uraz ścięgna Achillesa nie pozwoli Dawidowi Nowakowi zagrać w ostatnim tegorocznym meczu z Legią. I to może być szansa dla Kity.

- Talent zawodnika trzeba umieć pielęgnować i z głową wprowadzać do drużyny. Jeśli ktoś przepłynie 25-metrowy basen w pięknym stylu, to nie znaczy, że jest gotowy, by przemierzyć kanał La Manche, bo mógłby się utopić. Mimo to nie mogę wykluczyć, że Przemek przeciwko Legii znajdzie się w wyjściowym składzie - mówi trener Stawowy.

Kita: - Chyba mam swoje pięć minut. Czasem zdarza się, że ktoś dozna kontuzji, a szansę dostanie ktoś inny. Chcę ją wykorzystać.

Więcej o: