Niespodzianka - Korona w Krakowie zakończyła passę Cracovii

Korona wygrała 2:1 przy ul. Kałuży i zakończyła serię czterech zwycięstw gospodarzy. Gospodarze pokazali, że nie czują się najlepiej w roli faworytów.
- Nie mamy hierarchii przeciwników. Potraktujemy Koronę tak samo jak Górnika - zapewniał przed meczem Wojciech Stawowy, trener krakowian.

Po dwóch spotkaniach przy ul. Kałuży bez udziału publiczności gospodarze chcieli pokazać się jak z najlepszej strony. Ich apetyt urósł po czterech październikowych zwycięstwach z rzędu.

Trener Stawowy przekonywał, że Korona pod wodzą trenera Juana Martina bardziej preferuje styl angielski niż hiszpański. Wskazywał, że kielczanie statystycznie najczęściej dośrodkowują w pole karne. Jego piłkarze na początku zdominowali gości. A ci pierwszy raz wrzucili piłkę pod bramkę Krzysztofa Pilarza dopiero po kwadransie gry.

Wówczas dobrą interwencją popisał się Saidi Ntibazonkiza, a zaraz potem bramkarz Cracovii miał dużo szczęścia po zamieszaniu w polu karnym. Gospodarze oddali wówczas inicjatywę, choć wcześniej zdobyli gola po kombinacyjnej akcji (Dawid Nowak był jednak na spalonym). Strzałów próbowali Sebastian Steblecki i Ntibazonkiza, ale nie trafili w bramkę.

W 35. minucie Cracovia potwierdziła przewagę. W roli głównej wystąpił reprezentant Burundi, który przejął piłkę, rozegrał ją z Rokiem Strausem, a potem podał do Nowaka. Snajper krakowian był bezbłędny i zdobył siódmego gola w sezonie. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo pięć minut później nie upilnowali Piotra Malarczyka, a ten pokonał Pilarza. Gospodarze przez całe spotkanie mieli duże problemy, gdy Korona wykonywała stałe fragmenty.

W szatni nie pomogła przemowa trenera Stawowego, bo drugą połowę jego podopieczni zaczęli bojaźliwie, mieli problem z dokładnością i popełniali proste błędy. Dwukrotnie chronił drużynę świetny Pilarz, ale zepchnięci do defensywy krakowianie nie mogli poradzić sobie z naporem Korony. Po kwadransie piłka odbiła się od Damiana Dąbrowskiego i wpadła do siatki.

Cracovia była bezradna wobec cofniętych do głębokiej obrony kielczan. Trener Stawowy wzmocnił siłę ataku i wpuścił na boisko Przemysława Kitę i Bartłomieja Dudzica, ale na nic się to zdało. Dwie świetne okazje miał Ntibazonkiza, ale pudłował. Pod koniec Burundyjczyk uderzył jednego z rywali w trakcie walki i dostał drugą żółtą kartkę.

Cracovia - Korona Kielce 1:2 (1:1)

Bramki: Nowak (35.) - Malarczyk (40.), Dąbrowski (59., samobójczy)

Cracovia: Pilarz - Szeliga (65. Jaroszyński), Żytko, Kosanović, Marciniak - Dąbrowski - Ntibazonkiza Ż+Cz, Straus (84. Dudzic), Boljević Ż, Steblecki (64. Kita) - Nowak

Korona: Małkowski - Golański (46. Korzym Ż), Stano, Sylwestrzak, Dejmek - Gołębiewski (71. Lenartowski), Sobolewski, Jovanović Ż, Malaczyk, Pyłypczuk - Janota (81. Kwiecień Ż)

Sędzia: Paweł Gil, Lublin