Dziewięć lat temu Cracovia kupiła mecz od ŁKS? Byli piłkarze przyznali się do winy

Według ustaleń prokuratury piłkarze ŁKS mieli sprzedać mecz Cracovii w 2004 roku tuż przed awansem krakowian do ekstraklasy. Cena? 40 tys. zł. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu we Wrocławiu. Obecne władze Cracovii nie chcą komentować sprawy. "Zarząd nie ma wiedzy na ten temat" - napisali w oświadczeniu.
"W sezonie 2003/2004 działacze Cracovii podjęli działania zmierzające do zapewnienia temu klubowi awansu do najwyższej klasy rozgrywek. Działania te nie miały jednak jedynie sportowego charakteru, lecz także pozasportowy. (...) Podejmowane były także działania zmierzające do przekupienia zawodników drużyn przeciwnych" - czytamy w serwisie "Piłkarska mafia".

Według ustaleń prokuratury przedstawiciele klubu skontaktowali się z Danielem G., działaczem ŁKS. Zwycięstwo Cracovii miało kosztować 40 tys. zł, pieniądze zostały dostarczone do autokaru łodzian. Podzielili się nimi piłkarze łódzkiego klubu. Do winy sprzedania meczu przyznali się Michał B., ówczesny kapitan ŁKS, i Jakub S., były piłkarz, obecnie trener bramkarzy ŁKS. Pierwszy przyjął 1500 zł, drugi 1000 zł. Obaj przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia.

Zwycięstwo, a zaraz potem awans

W sezonie 2003/2004 Cracovia walczyła o awans do ekstraklasy. W 32. kolejce ówczesnej II ligi krakowianie wygrali 4:1 z ŁKS na stadionie przy ul. Kałuży. Wszystkie bramki padły w drugiej połowie, sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Po zwycięstwie Cracovia awansowała z 5. miejsca na 3., które gwarantowało udział w barażach o ekstraklasę. Do końca sezonu krakowianie przegrali z Tłokami Gorzyce, a w ostatniej kolejce pokonali 8:1 Szczakowiankę Jaworzno. Ostatecznie wystąpili w barażach, w których rozprawili się z Górnikiem Polkowice.

W meczu z ŁKS w zespole Cracovii wystąpiło trzech piłkarzy: Paweł D., Sławomir O. i Marcin B., którzy dwa lata później sprzedali mecz Zagłębiu Lubin. Remis gwarantował rywalom europejskie puchary. W ustawienie spotkania w 2006 roku zaangażowanych było 11 osób, tylko jedna nie przyznała się do winy, reszta poddała się dobrowolnie karze. Po wyroku sądu karę na Cracovię nałożyła Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN. Klub odwołał się od kary 100 tys. zł grzywny. Działacze klubu tłumaczyli, że nic nie wiedzieli o nielegalnym procederze i wytoczyli procesy byłym piłkarzom.

W przypadku meczu z ŁKS, który w dużym stopniu decydował o powodzeniu w walce o ekstraklasę, cień pada jednak na przedstawicieli klubu. "Działacze Cracovii systemowo korumpowali sędziów meczów rozgrywanych przez tę drużynę" - czytamy w serwisie "Piłkarska mafia".

Kulisy meczu

W 2004 roku Cracovię prowadził trener Wojciech Stawowy, który obecnie też pracuje przy ul. Kałuży. - Gdyby ktoś dzisiaj powiedział mi: "Nie gracie już meczów z ŁKS, Tłokami i Szczakowianką i macie trzecie miejsce", to ja je w ciemno biorę - mówił przed spotkaniem z łodzianami w rozmowie z "Gazetą".

Jego podopieczni wygrali jednak 4:1, a w "Gazecie" pisaliśmy o tym, że "pierwszy gol padł po nieudanej pułapce ofsajdowej ŁKS, a drugi z rzutu karnego". "Dwubramkowa strata całkowicie odebrała chęci łodzianom" - relacjonował dziennikarz.

Dzisiaj od trenera Stawowego usłyszeliśmy: - Nie chcę komentować sprawy. Jeśli piłkarze [ŁKS-u] przyznali się przed prokuraturą, to pewnie wskażą osoby odpowiedzialne za proceder. Ja i moi piłkarze takich rzeczy nie robiliśmy. Jestem pewien co do czystości naszych metod" - zapewnił w rozmowie z "Gazetą" Stawowy.

Więcej o: