Cracovia. Marcin Budziński - piłkarz bez układu nerwowego, którego trzeba pobudzać

Od lat uchodzi za talent, ale przez półtora roku nie potrafił wywalczyć stałego miejsca w składzie. Ostatnio nie tylko wychodzi od pierwszej minuty, lecz także stał się czołowym zawodnikiem.
- Od początku sezonu czuję, że jestem w formie. Po prostu teraz zacząłem dostawać szanse - uważa pomocnik Cracovii.

W spotkaniach ze Śląskiem i Pogonią należał do najlepszych na boisku. Ze szczecinianami nie tylko odbierał i rozgrywał piłkę, lecz także stwarzał największe zagrożenie pod bramką Radosława Janukiewicza (oddał cztery celne uderzenia). Wrocławianom strzelił gola. Bramkarza pokonał także w meczu z Zagłębiem Lubin, po wejściu z ławki.

Wcześniej był tylko rezerwowym. Zza bocznej linii występy kolegów często oglądał także w poprzednich rozgrywkach. W podstawowym składzie rozpoczynał niewiele ponad połowę spotkań I ligi (18 na 34).

- Od kiedy pracuję w Cracovii, mówię, że to zawodnik dużej klasy. Taki, od którego należy rozpoczynać budowę drugiej linii, który nie powinien pozwolić sobie na utratę miejsca w jedenastce. Marcin ma jednak różne okresy. Nie chcę go za bardzo chwalić, by niczego nie zepsuć ani nie zapeszyć - przekonuje Wojciech Stawowy, trener krakowian.

Problemem 23-letniego zawodnika jest to, że nie umie ustabilizować formy. - Kiedy prowadziłem go w Arce Gdynia, to nie dotyczyło to tylko meczów, ale nawet poszczególnych zagrań. Na boisku potrafił zrobić coś niesamowitego, a chwilę później zachować się jak junior - opowiada Marek Chojnacki, były trener Budzińskiego. - Nie należy jednak tego wyolbrzymiać, bo nieraz jest tak, że nawet w jego wieku piłkarze mają wahania formy. Przykładem jest choćby jego rówieśnik Mateusz Klich. Jestem przekonany, że talent Marcina eksploduje, a on nie zmarnuje potencjału. Za wiele już doświadczył.

W wieku 17 lat Budzińskiego podczas meczu rozbolał żołądek. W szpitalu lekarze zdiagnozowali u niego nowotwór. Nie dawano mu szans na powrót do zawodowego sportu, ale piłkarz przeszedł chemioterapię i w rok zwalczył chorobę. Wznowił treningi i kilka miesięcy później zadebiutował w ekstraklasie.

- Być może z powodu tego, co przeszedł, na boisku zachowuje się, jakby nie miał układu nerwowego. Gra, jakby w ogóle nie ponosiły go emocje, a czasem na boisku trzeba nawet spanikować. Tymczasem on jest za spokojny. Widać to w niektórych zagraniach, bo niekiedy, gdy trzeba szukać prostego rozwiązania, on robi coś takiego, że żaden inny piłkarz by tego nie wymyślił - podkreśla Chojnacki. - Nie dziwię się trenerowi Stawowemu, który nie chce go chwalić. Nie można go zagłaskiwać. Jego trzeba pobudzać.

Budziński będzie miał szansę na potwierdzenie wysokiej dyspozycji w meczu przeciwko Jagiellonii w Białymstoku. Dla krakowian to jak do tej pory najdłuższy wyjazd w sezonie. W tych rozgrywkach grali już wprawdzie w Gdańsku, ale podróż była krótka, bo do Trójmiasta polecieli. Piłkarze klubu z Kałuży na Podlasie pojadą już po dzisiejszym treningu, choć ligowe spotkanie rozegrają tam dopiero w sobotę o godz. 15.30.