Od "proszę pana" po debiut w ekstraklasie. Paweł Jaroszyński uczcił go babeczkami. Teraz Legia?

Jeszcze niedawno grał w ataku, ale przed tygodniem zadebiutował w ekstraklasie jako lewy obrońca. - Pamiętam, jak do piłkarzy Cracovii mówiłem jeszcze "dzień dobry" i "proszę pana" - śmieje się 19-letni Paweł Jaroszyński.
"Cześć" mówi od października ubiegłego roku. Wówczas, tuż po 18. urodzinach, dostał zaproszenie na treningi z pierwszym zespołem. Do Cracovii trafił półtora roku wcześniej z Bogdanki Łęczna. Został zauważony podczas meczu tych drużyn w ćwierćfinale mistrzostw Polski juniorów. Przyjechał do Krakowa na krótkie testy i szybko je zdał.

Wojciech Stawowy, trener Cracovii, ostatnio kilka razy podkreślał, że Jaroszyński puka do pierwszej jedenastki i młody obrońca w końcu zadebiutował w piątkowym meczu przeciwko Zagłębiu Lubin. Zagrał solidnie - podłączał się do akcji ofensywnych, przeciął kilka podań, ale nie ustrzegł się drobnych błędów.

- Trema oczywiście była, ale odbierałem przed meczem mnóstwo SMS-ów i telefonów od znajomych z głosami wsparcia. Przede wszystkim tata dzwonił i mówił, bym się nie stresował, tylko grał swoje - opowiada Jaroszyński.

Dwa dni później pojawił się w szatni z... pieczonymi babeczkami, by uczcić debiut. - Ale sam ich oczywiście nie przygotowałem, tylko kupiłem - śmieje się Jaroszyński, który w piątek otrzymał powołanie do reprezentacji Polski U-20.

Jego historia jest o tyle nietypowa, że do Cracovii przychodził jako... skrzydłowy, a zdarzało się, że grywał też w ataku. Do obrony przeniósł go Stanisław Owca, trener rezerw. - Akurat brakowało nam wtedy lewego obrońcy, a że Paweł miał m.in. dobre wyniki testów wydolnościowych, to zaproponowałem, by spróbował. Na początku nie chciał się zgodzić, ale ostatecznie wszystko wypaliło. Na tej pozycji zaczął radzić sobie bez problemu i już w zeszłym sezonie powtarzałem, że trzeba mu dać szansę w pierwszej drużynie. W klubie powinni zastanowić się, dlaczego tak późno ją dostał - mówi Owca portalowi krakow.sport.pl.

Teraz Jaroszyński liczy, że w sobotę będzie mógł sprawdzić się na tle mistrzów Polski z Legii Warszawa. Kłopot w tym, że gotowy do gry po kontuzji jest Milosz Kosanović. W tej sytuacji na lewą obronę może wrócić Adam Marciniak, który ostatnio występował jako stoper. Stawowy przekonuje, że nic nie jest przesądzone.

- Jak pan pewnie zauważył, moi zawodnicy są wszechstronni - podkreśla szkoleniowiec. - Ostatnio nikt się nie spodziewał, że Marciniak wystąpi na środku, a jednak zagrał i poszło mu dobrze. Oczywiście Pawła Jaroszyńskiego przestawiać już nie będę, nie zrobiłbym mu tego. Jest młody i buzują w nim emocje związane z debiutem. Jeśli będzie występował, a zasługuje na to, to na lewej obronie.

Więcej o: