Podcięte skrzydło Cracovii. Jak zastąpić Edgara Bernhardta?

W jesiennych szlagierach z Legią i Wisłą krakowianie będą musieli radzić sobie bez Edgara Bernhardta. - To duża strata - przyznaje trener Wojciech Stawowy, ale o zastępcę nie będzie trudno.
W ubiegłym tygodniu pomocnik doznał kontuzji stopy, ale brał tabletki przeciwbólowe i znalazł się w kadrze Cracovii na mecz z Zagłębiem Lubin. Po sobotnim prześwietleniu okazało się jednak, że ma pękniętą kość śródstopia i nie będzie mógł grać przez ok. półtora miesiąca. W niedzielę pomocnik wyjechał do rodziny do Niemiec.

- Byliśmy zaskoczeni tak poważnym urazem, bo myśleliśmy, że to tylko stłuczenie. Kość będzie zrastać się cztery tygodnie, a rehabilitacja potrwa kolejne dwa. Przez ten okres musimy radzić sobie bez Bernhardta. To dla nas duża strata w ofensywie - przyznaje Stawowy.

Bernhardt: - Żona tęskniła i bardzo chciała mnie już widzieć w domu. Mimo wszystko kontuzja to dla mnie straszna wiadomość. Z urazu ucieszyła się tylko córka, która jeszcze nie wie, jak cierpi tata. Co zrobić. Najbliższe dwa, trzy tygodnie poświęcę na leczenie i zabawy z dzieckiem.

Pomocnik rozpoczął sezon w pierwszym składzie, ale grał nierówno. Np. w meczu z Lechem zupełnie zawiódł, ale przeciwko Lechii Gdańsk był jednym z najlepszych piłkarzy Cracovii i zdobył honorowego gola.

Wbrew pozorom trener Stawowy nie ma wielkiego problemu, bo w kadrze jest kilku bocznych pomocników. O wolne miejsce będą walczyć Bartłomiej Dudzic, Saidi Ntibazonkiza i Łukasz Zejdler. O ile dwaj pierwsi wchodzili w tym sezonie z ławki, o tyle ostatni jest konsekwentnie pomijany przez szkoleniowca.

Największe szanse na zastąpienie Bernhardta ma Ntibazonkiza. Burundyjczyk zmienił go w Poznaniu i uratował punkt. Piłkarz nie ukrywa, że już od początku sezonu czuje się na siłach, by wychodzić w podstawowym składzie. - To trener jest szefem, ja czekam na prawdziwą szansę - deklarował Ntibazonkiza.

Znalezienie motoru napędowego pokroju Bernhardta to priorytet dla Stawowego, bo w ciągu najbliższych trzech tygodni Cracovię czekają dwa prestiżowe mecze z Legią i Wisłą. To właśnie atmosfery tych spotkań najbardziej żałuje kontuzjowany Berndhardt.

- To pech, że jedna z najpoważniejszych kontuzji w karierze przytrafiła mi się akurat teraz. Nie zagram w szlagierach, i to przed własną publicznością. Ale nie załamuję się, bo takie jest życie. Mam nadzieję, że szybko wrócę do formy, a przeciwko Legii i Wiśle wystąpię w rundzie wiosennej - zapewnia pomocnik.

Wczoraj do zajęć z drużyną wrócił Milosz Kosanović. Serb w ubiegłym tygodniu narzekał na uraz stawu skokowego i z tego powodu nie zagrał w Lubinie. Z kolei Ntibazonkiza opuścił przedmeczowe zgrupowanie z powodu narodzin syna, ale już wrócił do treningów.