Po meczu Lech - Cracovia. Przełamanie po 481 dnach i "głupota" obrońcy? [ZDJĘCIA]

- Wynik był sprawiedliwy - przekonuje Wojciech Stawowy, trener Cracovii. Do siatki po długiej przerwie trafił Saidi Ntibazonkiza. Meczu Cracovii z Lechem w Poznaniu nie dokończył natomiast obrońca Marcin Kuś.
"Byle jaki mecz z dobrą końcówką. Nie tylko mężczyznę poznajemy po tym, jak kończy..." - napisał na Twitterze Janusz Basałaj, m.in. były prezes Wisły.

Faktycznie, w Poznaniu zrobiło się gorąco dopiero w końcówce. Kwadrans przed końcem drugą żółtą kartkę zobaczył Kuś, bo przeszkadzał bramkarzowi w wybiciu piłki. "Ależ głupota Kusia!" - krzyczał do mikrofonu Kazimierz Węgrzyn komentujący mecz w Canal+.

Stawowy na gorąco nie chciał komentować zachowania swojego obrońcy, choć... - Marcin jest na tyle doświadczonym zawodnikiem, że z żółtą kartką na koncie powinien hamować emocje i uważać. Przeanalizujemy tę sytuację. Nie chcę mówić o naszych wewnętrznych sprawach, ale takie rzeczy na pewno u nas nie przechodzą ot, tak - przekonuje Stawowy.

Grając w przewadze, Lech rzucił się do ataku i zdobył gola. Choć nic tego nie zapowiadało, Cracovii udało się wyrównać, a do siatki w dziwnych okolicznościach trafił Saidi Ntibazonkiza. Gola zdobył po raz pierwszy od 481 dni. Poprzednio pokonał bramkarza 4 kwietnia 2012 r. z rzutu karnego (mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała).

Reprezentant Burundi ostatnio był małomówny i niemal nie rozmawiał z dziennikarzami. - Dopiero wracam do gry i niech za mnie wypowiedzą się moje nogi na boisku - mówił w rozmowie z krakow.sport.pl.

Czerwoną kartkę Kusia i bramkę Ntibazonkizy można zobaczyć TUTAJ

Trener Stawowy: - Nie byliśmy faworytem, ale wynik odzwierciedla to, co działo się na boisku. Prawdziwe emocje zaczęły się po czerwonej kartce, ale potrafiliśmy się podnieść.

Czy sędzia słusznie pokazał drugą żółą kartkę Marcinowi Kusiowi?