Yago Fernandez miał baaardzo długie wakacje. "Ponad dwa miesiące nie trenowałem"

W Szwecji zdobył mistrzostwo, ale przeszkadzał mu wcześnie zapadający zmrok, w Atenach wydał wszystkie oszczędności. - Mam nadzieję, że los odmieni się w Krakowie - mówił Yago Fernandez, kandydat do Cracovii
Andrzej Klemba: Jak się pan znalazł w Krakowie?

Yago Fernandez: Byłem w Hiszpanii, gdy mój agent zadzwonił do mnie i powiedział, że jest możliwość gry w polskiej ekstraklasie. Szybko poszukałem wiadomości o Cracovii i dowiedziałem się, że to klub papieża Jana Pawła II. Sprawdziłem też informacje o mieście i o Polsce. Rozmawiałem też z przyjaciółmi, którzy odwiedzali lub mieszkali w waszym kraju, i polecali mi przyjazd. Powiedziałem agentowi, że bardzo chcę tu przyjechać.

Real Oviedo poinformował, że podpisał z panem kontrakt.

- To nieprawda. W sobotę spotkałem się z prezesem Realu i w luźnej rozmowie spytał mnie, czy zagram u nich. Powiedziałem, że nie jest to wykluczone, ale niczego nie podpisałem, a oni do razu poinformowali, że doszliśmy do porozumienia. Wiedziałem, że następnego dnia lecę do Krakowa i powiedziałem, by poczekali. Cracovia to dla mnie dużo lepsza oferta niż Real Oviedo.

Przyjechał pan na testy?

- Nie, podpisać kontrakt, bo wszystkie szczegóły zostały ustalone. Czekam tylko na badania medyczne, ale z tym nie powinno być problemów. Dyrektor sportowy spytał mnie, czy zagram w sparingu [1:1 ze Stalą Mielec - przyp. red.], odpowiedziałem, że nie ma problemu. Długo odpoczywałem i muszę zacząć ćwiczyć, by wrócić do formy.

Długo był pan na wakacjach?

- O tak. Za długo. Od 1 maja zupełnie nie trenowałem.

Ostatnio grał pan w AEK Ateny.

- Sytuacja ekonomiczna klubu [miał około 35 mln euro długu] i w całej Grecji jest bardzo trudna. Przez rok nie dostałem ani centa z kontraktu. Była tam ze mną rodzina i właściwie wydałem wszystkie oszczędności, by ich utrzymać. W grudniu wyjechali z Aten, a ja jeszcze przez pół roku tam byłem. To był bardzo trudny rok dla mnie. Mam nadzieję, że w Cracovii wszystko się odmieni.

Największy sukces odniósł pan w Szwecji.

- Z Malmo FF zdobyłem mistrzostwo. Wszystkie gazety wyróżniły mnie w jedenastce sezonu i zostałem uznany najlepszym stoperem ligi. Problemem były dla mnie warunki klimatyczne, a przede wszystkim szybko zapadający zmrok. O godz. 14 robi się ciemno i to dla mnie było męczące. Po dwóch latach można popaść w depresję i wszystkiego się odechciewa. Źle zrobiłem, że odszedłem z Malmo w grudniu, bo potem trudno mi było znaleźć nowy klub. Pobyt w Gironie był nieporozumieniem, a potem, gdy podpisałem trzyletni kontrakt z AEK, myślałem, że jestem szczęściarzem.

Jako junior był pan też w Realu Madryt i Valencii.

- Kiedy przychodzi po ciebie Real, nie możesz im odmówić. W tym klubie najwięcej się nauczyłem. Stamtąd trafiłem do Valencii. Tu czułem się najlepiej i też sporo nauczyłem. Do tego miasta przeprowadziła się moja rodzina. Dlaczego nie zostałem w tym klubie? Trenowałem z pierwszym zespołem, gdy jego trenerem był Quique Sanchez Flores. Później zastąpił go Ronald Koeman i powiedział, że wracam do rezerw, bo biorą kogoś innego. Taka jest piłka - szczęśliwa dla jednego gracza, pechowa dla drugiego.