Sport.pl

Jak Buffalo Bill na Błoniach grania w piłkę uczył

Być może nie byłoby międzynarodowego futbolu pod Wawelem, gdyby nie kowboje, Indianie i cyrkowcy. Ponad sto lat temu, gdy rodziła się historia polskiej piłki, krakowianie wpatrzeni byli w egzotycznych przybyszy z Dzikiego Zachodu.
Niedawno piłka w reprezentacyjnym wydaniu wróciła do Krakowa - Polska pokonała 2:0 Liechtenstein na stadionie przy ul. Kałuży. Ponad wiek temu - w sierpniu 1906 roku - na pobliskich Błoniach odbył się pierwszy międzynarodowy mecz na polskich ziemiach. Ależ to był... cyrk!

Naprzeciw uczniom krakowskich szkół, którzy mieli też udział w założeniu Cracovii, stanęli Amerykanie. Nie była to jednak reprezentacja USA, lecz trupa cyrkowa z programem słynnego Buffalo Billa.

Przyjazd legendy Dzikiego Zachodu

Kraków, 4 sierpnia 1906 roku. Na dworzec wtacza się 59 wagonów pełnych cyrkowców, zwierząt i sprzętu. Ich przejazd przez miasto staje się wielkim wydarzeniem, dziennikarz "Czasu" odnotowuje, że zaintrygowani egzotycznymi gośćmi krakowianie specjalnie "zerwali się wcześniej z pościeli".

Nic w tym dziwnego. Za widowiskiem w wykonaniu grupy Buffalo Billa Amerykanie szaleli już od ponad 30 lat i właśnie przyszedł czas na podbój Starego Kontynentu. Sam Buffalo Bill (naprawdę nazywał się William Frederick Cody i był pułkownikiem amerykańskiej armii), zanim został biznesmenem i aktorem, zasłynął jako kowboj i awanturnik, stał się żywą legendą Dzikiego Zachodu. Wcześniej były wojskowym zwiadowcą, walczył w wojnie secesyjnej i przeciwko Indianom. Z pasją zabijał zbuntowanych wodzów plemiennych, a także bizony - jego ofiarą padło ich ponoć ponad 4,2 tys. sztuk. W Krakowie zatrzymał się na dwa dni, a jego grupa wystawiła cztery widowiska. W wolnych chwilach miał jeździć po mieście w pięknym kabriolecie w towarzystwie uroczej, o wiele młodszej damy.

Wcześniej trupa cyrkowa wystąpiła w Rzeszowie i Tarnowie. Najtańszy bilet na pokaz kosztował 2 korony (nieco mniej niż miesięczna prenumerata "Czasu"). Widzowie mieli okazję podziwiać popisy jazdy konnej, turnieje strzeleckie kowbojów, występy artylerzystów oraz autentycznych Indian. Wśród nich znalazł się słynny wódz Siedzący Byk, pogromca generała Custera. Do Krakowa nie dojechała aktorka Anna Oakley, strzelec wyborowy, która z odległości kilkudziesięciu metrów potrafiła trafić w papierosa trzymanego w ustach przez pomocnika. Jej numer krakowskiej publiczności zaprezentował jeden z kowbojów.

Dla konserwatywnej części publiki popisy czarnoskórych i Azjatów musiały być szokujące. Dziennikarze pisali, że widownia nie omieszkała dać wyrazu "oburzenia na ich brzydotę". "Dopiero ukazanie się kilku bajecznie kolorowych postaci Indyan, wysokich, barczystych, o rozczesanych, bujnych, hebanowych włosach, o cerze, która wywołała niepochlebne, niedowierzaniem w ich autentyczność przepojone komentarze kumoszek i ich męskich akompaniatorów" - czytamy w "Czasie" z 4 sierpnia 1906 roku.

- Mój dziadek, pomocnik maszynisty, był na tym spektaklu. Wspominał, że na arenie występowali dzicy ludzie. Podobnie myślało wówczas wielu krakowian - przyznaje Leszek Mazan, publicysta, historyk i kibic Cracovii.

Sparing na Błoniach

5 sierpnia, dzień po pierwszych pokazach, o wpół do dziesiątej rano cyrkowcy rozegrali na Błoniach mecz z grupą krakowskich licealistów. Za inicjatora spotkania uznaje się Stanisława Szeligowskiego, prawoskrzydłowego Cracovii, który zobaczył, że goście zabijają nudę grą w piłkę, i zaproponował im sparing. Spotkanie przeszło do historii, choć nie uznaje się go za oficjalny mecz międzynarodowy.

Mecz zapowiedziały lokalne gazety, a na krakowskich Błoniach zebrał się tłum gapiów. Czy był wśród nich Buffalo Bill? - To tylko spekulacje, ale można mniemać, że znalazł się wśród widzów. To był już wówczas starszy pan - uśmiecha się Mazan.

Jak przebiegał sam mecz? "Mimo ulewnego deszczu, jaki spadł w chwili rozpoczęcia gry, co niezwykle utrudniało grę tak jednej, jak i drugiej stronie, krakowska drużyna zwyciężyła dzięki wielkiej wprawie w wybijaniu piłki przeciwnikom z pod nóg. Wynik gry jednogodzinnej był 1:0" - czytamy w "Głosie Narodu" z 8 sierpnia 1906 roku. Zwycięskiego gola zdobył wspomniany Szeligowski (po zakończeniu kariery w Cracovii został astronomem).

Obserwatorzy meczu przyznawali, że rywale górowali nad naszymi zawodnikami umiejętnościami. "Cyrkowcy grali niby od niechcenia, a przecież piłka chodziła od nogi do nogi z precyzją niewypowiedzianą, a strzały, które łapał Murzyn, mogły zabić wołu" - pisał Ferdynand Goetl, autor szkolnej czytanki "Nasz wielki mecz", która stanowi podstawowy, choć prozatorski dokument z owego spotkania.

W zespole cyrkowców autor wymienia m.in. czarnoskórego bramkarza, Indianina ("chodzącego w zawody z najszybszym koniem"), Chińczyka ("mistrz kuglarzy"), brzuchomówcę z Czech i Włocha, który jeździł na rowerze po drabinie.

Tylko ślad na mapie

Jeśli wierzyć okolicznościowemu afiszowi cyrkowców z 1906 roku, Kraków był 81. przystankiem (ze 155) podczas tournée cyrku po Europie. Zmurszałą mapę można przeglądać w centrum historycznym Buffalo Billa w Wyoming. - Charles Eldridge Griffin, jeden z cyrkowców Buffalo Billa, napisał wspomnienia z pobytu w Europie. O Krakowie wspomniał tylko, że podobnie jak inne miasta tuż przy granicy z zaborem rosyjskim jest pełen bezprawia i agitatorów - opowiada Steve Friesen, dyrektor muzeum Buffalo Billa w Denver.

W obu placówkach ze świecą szukać materiałów spod Wawelu. Są plakaty z Rzymu, pocztówki i zdjęcia z Wiednia, nazwa polskiego miasta występuje tylko na okolicznościowej mapie. O znalezieniu amerykańskiej relacji z pojedynku piłkarskiego, który miał takie znaczenie dla krakowskiej piłki, nie ma nawet co marzyć...

Buffalo Bill zmarł w 1917 roku, został pochowany w Kolorado. 18 lat później ambasador USA w Polsce John Cudahy przyjechał do Krakowa na sypanie kopca Józefa Piłsudskiego. Jednym z jego darów była skrzynka z ziemią z grobu pogromcy bizonów. - Ktoś wpadł na pomysł, by w kopcu spoczęły prochy bojowników zasłużonych w walce o wolność. Pułkownik Cody był jednym z nich - mówi Mazan.

Przy budowie kopca brali udział także piłkarze Cracovii i Wisły.

Więcej o:
Najczęściej czytane
Komentarze (3)
Jak Buffalo Bill na Błoniach grania w piłkę uczył
Zaloguj się
  • sxk

    Oceniono 19 razy 13

    Siedzący Byk zginął 16 lat wcześniej IDIOCI :(

  • billy.the.kid

    Oceniono 3 razy 1

    no,pułkownikiem był chyba takim jak colonel parker-ten od elvisa
    lub steve COLONEL cropper-ten od bluesbrazersów.

  • oio

    0

    Ferdynand Goetl? Chyba Goetel...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX