Edgar Bernhardt wspomina ciężkie zimowe treningi. 'Schody cierpienia'

Edgar Bernhardt ma za sobą biegi po schodach i ćwiczenia w ciemności. - Na treningach Cracovii czuję, że jestem zawodowym piłkarzem - uśmiecha się niedoszły reprezentant Kirgistanu.
Kiedy podpisywał kontrakt z krakowskim klubem, mówił o możliwości gry w kadrze azjatyckiego kraju. Bernhardt wciąż ma szansę, by założyć koszulkę Kirgistanu w meczach eliminacji do Pucharu Azji 2015. Rodzice piłkarza pochodzą z Syberii, ale przenieśli się do Nowopawłówki (tam urodził się Bernhardt), a potem wyemigrowali do Niemiec.

- Wszystkie dokumenty zostały załatwione, ale wciąż się waham. Gdybym chciał grać dla Kirgistanu, musiałbym zrzec się niemieckiego obywatelstwa. Czuję się bardziej Rosjaninem, ale w Niemczech się wychowywałem, moja córka się tam urodziła, a poza tym życie bez paszportu unijnego byłoby cięższe. Więc raczej zrezygnuję z tego pomysłu - twierdzi Bernhardt.

Jeden z najlepszych piłkarzy Cracovii jesienią zamierza skupić się na zimowych przygotowaniach, które do tej pory kojarzyły mu się z tęsknotą za. piłką. - Trener Wojciech Stawowy stawia na zajęcia praktyczne, jest dużo gierek, a mnie to cieszy. Wcześniej miałem do czynienia z inną szkołą - uśmiecha się pomocnik.

W Eintrachcie Brunszwik trafił na wymagającego Williego Reimanna, którego niemieccy kibice na forach nazywają "ostrym jak brzytwa". Szkoleniowiec ma podobne metody szkoleniowe jak Feliks Magath (były trener VfL Wolfsburg wybudował w klubie tzw. schody cierpienia, po których kazał biegać piłkarzom).

- U Reimanna też zdarzyło się biegać po schodach, ale miał gorsze nawyki. Dużo ćwiczeń podczas zimowych przygotowań opierało się na budowaniu siły całego ciała. Zdarzały się treningi, że nie odstępowaliśmy od piłek lekarskich. Trenera nazywano katem, był wymagający - wspomina Bernhardt.

Bernhardt występował też w innych niemieckich klubach i zdarzyło mu się biegać w śniegu po pas. - Pod skrzydłami jednego z trenerów przez dwa tygodnie wyłącznie chodziliśmy na siłownię i biegaliśmy po lesie. Cały czas mówił, że musimy być silni. Ale byliśmy wypompowani i w trakcie zimowych sparingów głównie przegrywaliśmy - opowiada Niemiec z rosyjskim paszportem.

Pomocnik ma za sobą także zimowe przygotowania w Finlandii. Gdy podpisał kontrakt z FC Lahti, rozegrał sześć meczów i wyjechał na urlop. W styczniu wrócił i stracił ochotę na wychodzenie z domu. Wspomina ciągłe opady śniegu, zapadające w południe ciemności i najdłuższą rywalizację o miejsce w składzie.

- Przygotowywaliśmy się do sezonu od stycznia do maja. Każdy klub ma wielką halę ze sztucznym pełnowymiarowym boiskiem. To lepsze niż niemieckie bieganie po śniegu. Szkoleniowiec stawiał na techniczny futbol, dużo było zabaw z piłką, ale co z tego, skoro sparingi i mecze Pucharu Finlandii nie wywoływały adrenaliny. Trudno było się rozwijać. Nie to co w Cracovii - podkreśla Bernhardt.