Sport.pl

Górą "krakowska piłka" z Wisły Kraków czy z Cracovii?

Cracovia zmierzy się we środę w Niecieczy z Termaliką Bruk-Bet (godz. 14) w pojedynku o pozycję wicelidera. - To derby krakowskiej piłki - uśmiechają się trenerzy.
W czerwcu działacze z Niecieczy szukali szkoleniowca w miejsce Duszana Radolskiego. Chcieli zatrudnić młodego i utalentowanego trenera, który stawia na ładną i skuteczną piłkę. Wybór padł na Wojciecha Stawowego i Kazimierza Moskala. Gdy pierwszy przyjął gorzej płatną ofertę z Cracovii, niecieczanie zaufali byłemu szkoleniowcowi Wisły.

Obaj związani są z dwoma najstarszymi polskimi klubami, ale latem zaczynali od zera i mieli różne warunki pracy. O ile wielkomiejska Cracovia pozostaje niepokonana na swoim stadionie, o tyle rywalom z malutkiej Niecieczy lepiej szło na wyjazdach (na początku sezonu mieli serię sześciu zwycięstw w roli gości).

Przy ul. Kałuży występują gracze siedmiu narodowości i głównie młodzież. Termalika co prawda latem zerwała z łatką klubu, który zatrudnia głównie piłkarskich emerytów, ale jej kadra wciąż oparta jest na polskich graczach, którzy nie mieścili się w lepszych drużynach. Dwa z pozoru różne światy łączy przede wszystkim podobna filozofia Stawowego i Moskala. Obaj preferują tzw. krakowską piłkę, opartą na dużej liczbie podań, wyszkoleniu technicznym i szybkości.

Do autorskiego stylu dochodzili różnymi ścieżkami. Stawowy był słabym piłkarzem, ale szybko zaczął osiągać sukcesy jako szkoleniowiec. Moskal był zawodnikiem ponadprzeciętnym, a fachu uczył się powoli jako asystent aż siedmiu trenerów Wisły. Dwukrotnie rozpoczynał pracę przy ul. Reymonta jako samodzielny szkoleniowiec, ale dopiero w Niecieczy mógł zbudować zespół od A do Z. - Mamy podobną filozofię gry, opartą na kreowaniu akcji, a nie murowaniu bramki. To nie będzie standardowy mecz I ligi, w którym jeden z rywali zamknie się przed polem karnym i będzie nękał defensywę rywali długimi piłkami - zapewnia trener Termaliki.

Drużyny Moskala też stawiają na tzw. piłkę krakowską. Spodziewam się dobrego spotkania, bo zespoły nie będą skupiały się na wybijaniu piłki - podkreśla Stawowy.

Podobną taktykę obu zespołów odzwierciedla fakt, że najlepszymi strzelcami są... pomocnicy: Władimir Boljević z Cracovii (7 bramek) i Dariusz Pawlusiński (5). Obaj zdobywają piękne gole dzięki mocnemu uderzeniu. Występ tego drugiego, przed dwoma laty niechcianego przy ul. Kałuży, to dodatkowy smaczek spotkania. - Darek to świetny piłkarz, ale śmiem twierdzić, że Władimir ma jeszcze silniejszą nogę - uśmiecha się Stawowy.

Moskal: Ale Pawlusiński jest bardziej doświadczony. Wraca po kontuzji barku, ale po sobie wiem, jak bardzo motywują mecze przeciwko byłej drużynie.

Wczoraj krakowianie wyjechali na krótkie zgrupowanie. Stawowy nie będzie mógł wystawić zawieszonego za kartki Roka Strausa i Bartłomieja Dudzica, który ma złamany nos. - To twardy chłopak. W Świnoujściu ledwie utrzymaliśmy go przy linii bocznej, bo tak się rwał do gry. Musimy jednak dbać o jego zdrowie - podkreśla szkoleniowiec, który być może da szansę rekonwalescentowi Marcinowi Budzińskiemu.

Jak długo Cracovia utrzyma się na miejscu gwarantującym awans do ekstraklasy?
Więcej o: