Łukasz Zejdler wspólnie leczył kontuzję z czeską gwiazdą AC Milan

Uczył się od triumfatora Ligi Mistrzów, słuchał opowieści o gwiazdach AC Milan i nieświadomie obraził trenera. Zanim Łukasz Zejdler z Cracovii pokazał się w I lidze, zdał lekcję z czeskiego futbolu i humoru.
20-letni zawodnik wyrasta na czołową postać w drużynie. W meczu z Wartą Poznań zapewnił punkt w doliczonym czasie, w spotkaniu z Bogdanką Łęczna z łatwością mijał obrońców, popisał się kilkoma ładnymi podaniami i wywalczył rzut karny. W szatni koledzy żartują z jego śląskiego akcentu i nazywają "Krecikiem".

Wszystko przez to, że Zejdler spędził dwa lata w Baniku Ostrawa. Jego talent odkrył Bohumil Panik, były trener m.in. Lecha Poznań. W wieku 18 lat przeskoczył z polskiej IV ligi do czeskiej ekstraklasy. W Cracovii sprawdza się w pomocy, ale w Baniku był... lewym obrońcą. - Trener powiedział, że widzi mnie na tej pozycji, więc nie dyskutowałem i pracowałem, by wywalczyć miejsce w składzie - opowiada.

W Ostrawie rywalizował m.in. z Markiem Jankulovskim, byłym piłkarzem Udinese i AC Milan (wygrał m.in. Serie A i Ligę Mistrzów). 35-letni Czech wrócił do ojczyzny na sportową emeryturę, zagrał tylko jeden mecz z Hradec Kralove. Wszedł na boisko z ławki i po ośmiu minutach zmienił go... Zejdler. Po tym spotkaniu Jankulovski zakończył karierę.

- Obaj leczyliśmy kontuzje, więc wspólnie trenowaliśmy i biegaliśmy wokół boiska. Jankulovski dużo opowiadał o Serie A. Opowiadał m.in. o wiecznie uśmiechniętym i wyluzowanym Ronaldinho, który w tych czasach wyczyniał cuda z piłką. Śmiał się, że kibice z północy Włoch są zdystansowani, ale na południu fani potrafią rzucać się znanym zawodnikom na szyję. Zdziwiło mnie, że Jankulovski nigdy nie trenował w AC Milan więcej niż raz dziennie - wspomina Zejdler.

Języka czeskiego nauczył się po pół roku. Na początku popełniał gafy. Pewnego razu do pracownika klubu rzucił "Szukam trenera". A ten zdumiony złapał się za głowę. - Wszystko przez to, że polski i czeski to podobne języki, ale niektóre słowa mają zupełnie inne znaczenie. Akurat czasownik "szukam" jest mocno niecenzuralny. Skończyło się dobrze, ale potem Czesi często śmiali się z moich polskich wstawek - zapewnia Zejdler.

Czescy dziennikarze cytowali trenera, która nazywał Polaka "perełką" i opisywali historię chłopaka, który na wieczorne treningi w Ostrawie wpada prosto ze szkoły w Raciborzu, gdzie przygotowywał się do matury (obie miejscowości dzieli 46 km).

- Na początku było ciężko. Czesi załatwili, że po dwóch, trzech lekcjach mogłem uciekać na trening. Po kilku miesiącach zamieszkałem w Ostrawie. Nasi sąsiedzi są wyluzowani, słynny jest czeski humor. Co wspominam najlepiej? Knedliki, ale nie lubiłem oglądać amerykańskich filmów z czeskimi dialogami - uśmiecha się wychowanek Unii Racibórz.

Latem tego roku w Baniku zmieniły się władze, które chciały zatrzymać Polaka. Negocjacje między menedżerem, Czechami i działaczami Cracovii ciągnęły się tygodniami. Ostatecznie Zejdler podpisał trzyletnią umowę z czeskim klubem i został na rok wypożyczony pod Wawel. - Chciałem zmienić otoczenie i nie chciałbym wracać do Ostrawy. Moim celem jest dłuższa gra w Cracovii - kończy.

Wczoraj podopieczni trenera Wojciecha Stawowego przeszli odnowę biologiczną po zwycięstwie 2:0 z Bogdanką Łęczna, dziś mają wolne.