Sport.pl

Cracovia nie ma czarodzieja, ale magia ma wrócić w sobotę

Błyskotliwa gra, średnio 2,5 gola na mecz i sporadyczne porażki. W sobotę (godz. 19.45, transmisja w Orange Sport) w meczu ze Stomilem Olsztyn Cracovia chce nawiązać do dawnej tradycji, by odczarować stadion przy ul. Kałuży.
W poprzednim sezonie kibice Cracovii na własnym obiekcie nie mieli wielu powodów do świętowania. Co prawda ich drużyna w roli gospodarza pokonała 1:0 Wisłę w derbach, a spotkanie oglądał komplet publiczności, ale w całym sezonie szło jej słabo. Frekwencja na trybunach regularnie spadała, a piłkarze kompromitowali się i przegrali aż osiem spotkań.

To był najgorszy wynik od 20 lat. W sezonie 1991/1992 aż dziewięć drużyn pokonało krakowian przy ul. Kałuży, a jedną z nich był... Stomil. W jedynym w historii meczu tych zespołów rozgrywanym pod Wawelem olsztynianie wygrali 2:1. Tym razem w pojedynku z drużyną z Warmii i Mazur krakowianie po raz pierwszy w tym sezonie zagrają przed własną publicznością i chcą nawiązać do sukcesów dawnej drużyny.

- Moi byli podopieczni z Cracovii zawsze cieszyli się z występów przed swoimi kibicami, a boisko było naszym atutem. Stadion był trudną do zdobycia twierdzą. Wiem, że wiosną piłkarze narzekali na presję podczas występów przy ul. Kałuży. Nie jestem czarodziejem, ale dużo na ten temat rozmawialiśmy i nie boję się, że komuś ze stresu zaczną plątać się nogi - podkreśla szkoleniowiec.

To właśnie powrót trenera na stadion przy ul. Kałuży jest głównym smaczkiem spotkania. Co prawda latem drużyna pod jego wodzą rozgrywała już sparingi na obiekcie, jednak szkoleniowiec pierwszy raz od siedmiu lat usiądzie na ławce w oficjalnym spotkaniu. - To wielkie przeżycie. Stadion się zmienił, ale duch i świetna atmosfera pozostały. Człowiek związany z tym miejscem to czuje - przyznaje szkoleniowiec.

W ciągu niespełna czterech lat pracy Stawowego krakowianie u siebie przegrali tylko pięć z 54 ligowych spotkań (ani jednego w sezonie 2003/2004). Bez względu na to, czy w III lidze, czy w ekstraklasie, u siebie z reguły grali z polotem, strzelali średnio 2,5 gola i wysoko wygrywali.

A kiedy przegrywali, to zazwyczaj z faworytami (np. 0:1 z Wisłą siedem lat temu) lub po walce, jak w ostatnim pojedynku Stawowego przed własną publicznością. W grudniu 2005 r. krakowianie polegli 2:3 z Koroną Kielce, a przerwie zimowej szkoleniowiec postanowił zrezygnować z pracy.

To nie pierwszy powrót Stawowego. W październiku 2006 r. w roli trenera Arki Gdynia zmierzył się z Cracovią (1:1). Po meczu pierwszy raz od rozstania z klubem spotkał się z Januszem Filipiakiem. - Nie chcę robić z moich spotkań z prezesem sensacji, bo niedługo znajdziemy się w programie "Ukryta kamera" - żartował wówczas Stawowy.

Wówczas ciepło przyjęli go też fani gospodarzy. Podobnie było podczas sparingu z Karpatami Lwów czy środowego spotkania z Okocimskim na stadionie Hutnika.

Cracovia jest faworytem meczu ze Stomilem. Podopieczni trenera Zbigniewa Kaczmarka rozpoczęli przygodę z I ligą od porażek z Dolcanem Ząbki i Wartą Poznań, ale pokonali ŁKS. Goście przyjadą do Krakowa tylko z jednym środkowym obrońcą.

Za to Stawowy ma kłopot bogactwa. W spotkaniu może zagrać Marcin Budziński (ostatnio pauzował), a przeciwko Okocimskiemu świetnie zaprezentowali się Łukasz Zejdler i Edgar Bernhardt.

Wiele wskazuje, że 27-letni Niemiec zastąpi Bartłomieja Dudzica, który ostatnio otrzymał czerwoną kartkę. - Zmiany w składzie? Z reguły, jak się kupuje nowy samochód, to nie otwiera się maski, by pod nią grzebać. Widzę jednak mankamenty w grze i będziemy chcieli je wyeliminować - kończy szkoleniowiec.