Cracovia. Wojciech Stawowy wraca tam, gdzie czekały na niego bluzgi i... taczki

Kibice z Katowic bluzgali, machali chusteczkami i chcieli wywieźć Wojciecha Stawowego na taczkach. - Mam czyste sumienie - zapewnia trener, który jutro wróci na ul. Bukową w roli szkoleniowca Cracovii.


Podopieczni Stawowego zainaugurują sezon w I lidze na gorącym terenie, bo kibice GKS-u należą do bardzo zaangażowanych w życie klubu. Np. gdy latem Ireneusz Król chciał połączyć drużynę z ekstraklasową Polonią Warszawa, urządzili... grilla pod jego domem.

Nie brakowało też skandali: w lipcu podczas sparingów GKS-u z Koroną Kielce chuligani pobili prezesa i wiceprezesa klubu, a kilka lat temu zaatakowali sędziego Marcina Borskiego. Przed rokiem ich wrogiem stał się Stawowy i mocno przyczynili się do jego zwolnienia.

Nieudana kopia Barcelony

Szkoleniowiec przejął drużynę w sierpniu 2010 r., gdy miała 2 punkty i zajmowała 15. miejsce. Zadaniem Stawowego był awans do ekstraklasy w ciągu dwóch lat.

Pod jego wodzą katowiczanie zaczęli wygrywać, wspięli się na 7. pozycję, ale sezon zakończyli czterema porażkami z rzędu. Stawowy był krytykowany za to, że ściągnął do klubu kilku "swoich" piłkarzy (m.in. Tomasza Sokołowskiego i Bartosza Karwana, których prowadził w Arce), a fani wyśmiewali się z jego opowieści o wzorowaniu się na FC Barcelona.

Zaufanie kibiców stracił, gdy popadł w konflikt z Adrianem Napierałą, ulubieńcem fanów GKS-u. Obrońca zasłabł na treningu, a trener oskarżył go o złe prowadzenie się. - Miałem wrażenie, że był trochę zazdrosny o sympatię, jaką darzyli mnie kibice - opowiadał "Gazecie" Napierała.

W sobotę Cracovia prowadzona przez Stawowego zagra przeciwko GKS-owi. - To sentymentalny powrót, bo w Katowicach prowadziłem utalentowanych piłkarzy i poznałem ciekawych ludzi. Wracam w innej roli i biorę pod uwagę docinki ze strony kibiców. Wiadomo, jaka atmosfera towarzyszyła rozstaniu. Nie będę się przejmował, bo nikomu nic złego nie zrobiłem. Zachowujmy się jak dorośli ludzie - apeluje Stawowy.

W Katowicach okaże się jednak, czy czas leczy rany, bo rozstaniu szkoleniowca z GKS-em towarzyszyły duże emocje. Pod koniec sezonu kibice coraz częściej zaczęli domagać się dymisji trenera. Z trybun sypały się bluzgi i docinki, a fani śpiewali "Stawowy, auf wiedersehen" (Stawowy, do widzenia).

Od tysiąca do zera

Ostatecznie zarząd rozstał się ze szkoleniowcem, choć przed meczem z Pogonią prezes Jerzy Krysiak deklarował, że jego poparcie dla Stawowego to "tysiąc procent". - Mogę wypowiadać się o nim tylko bardzo dobrze. Pewna formuła się jednak wyczerpała. Zdecydowały wyniki, styl i atmosfera wokół drużyny - tłumaczył Krysiak.

Mimo wszystko Stawowy wierzy, że dawne urazy nie będą tłem dla sobotniego spotkania I-ligowców. - Jeśli nienawiść będzie skierowana w jakąkolwiek stronę, to raczej w moim kierunku niż piłkarzy. Nie boję się o moich podopiecznych, bo to profesjonaliści, których uczę radzenia sobie z presją. Nikt nie wytrąci ich z rytmu - przekonuje szkoleniowiec Cracovii.

Jego zdaniem drużyna będzie skoncentrowana wyłącznie na boiskowej rywalizacji. - Mam dużo szacunku do GKS-u, bo katowiczanie zawsze cechowali się walecznością i zawziętością. To drużyna po przejściach, która ma coś do udowodnienia sobie i kibicom. Ale my też chcemy wygrać - podkreśla Stawowy.

Wczoraj wieczorem piłkarze Cracovii trenowali przy ul. Kałuży. Do zespołu wrócili już Milosz Kosanović, Andraż Struna i Aleksandru Suworow, którzy byli na meczach reprezentacji.

Więcej o: