Sport.pl

Szymon Gąsiński został... czwartym bramkarzem Cracovii. Kolejna kara?

Transfer do Cracovii miał być dla niego wybawieniem, a okazał się utrapieniem. Szymon Gąsiński ma zamknięte drzwi do pierwszej drużyny. Dlaczego? Nie do końca wiadomo. - To nie żadna kara - zapewniają w klubie.
W styczniu 2011 r. Gąsiński przychodził do Cracovii z dużymi nadziejami. Pod Wawelem miało być zupełnie inaczej niż w Polonii Bytom, gdzie się nie przelewało i wypłaty nie zawsze docierały na czas.

Tyle że w ekstraklasie w Cracovii zagrał dwa razy i więcej szans raczej nie dostanie. W marcu dostał karę: w wywiadzie powiedział o kilka słów za dużo i został przesunięty do Młodej Ekstraklasy. Oficjalnym powodem było to, że nie chciał iść do lekarza zalecanego przez klub.

Po kilku tygodniach pogodził się z banicją i zapewnił, że chce dalej grać dla Cracovii. W mediach wypowiadał się rzadko, a jeśli już, to rozważnie. Przed sezonem wznowił treningi z pierwszą drużyną, pojechał na zgrupowanie do Gniewina, a koledzy wybrali go nawet do rady drużyny. Ale w ostatnich sparingach nie usiadł nawet na ławce rezerwowych. Na treningach też się ostatnio nie pojawiał. "Pewnie ma kontuzję" - pisali kibice na forach.

Zapytaliśmy Gąsińskiego o powody nieobecności. - Jestem odsunięty od drużyny, ale nie chcę wchodzić w szczegóły - usłyszeliśmy tylko.

Radomir Szaraniec, wiceprezes Cracovii: - O sytuację Szymona trzeba pytać członków sztabu szkoleniowego. Na pewno nie dostał żadnej kary, proszę nie doszukiwać się sensacji.

Wojciech Stawowy, trener Cracovii: - Szymon wcale nie jest odsunięty. Nie mogę powiedzieć nawet, że jest gorszy od trójki pozostałych bramkarzy. Od ocen jest Rafał Skórski [trener bramkarzy - przyp. red.], a ja mu ufam.

Na razie Gąsiński ma status czwartego bramkarza i sam nie wie, dlaczego trafił na cenzurowane. Okazuje się, że ćwiczy indywidualnie z Maciejem Palczewskim, trenerem bramkarzy rezerw Cracovii. Z końcem roku wygasa jego kontrakt i wszystko wskazuje na to, że niedługo będzie musiał sobie szukać innego klubu.

W tej sytuacji kandydat na pierwszego bramkarza jest już tylko jeden, bo mało doświadczeni Marcin Skrzeszewski i Milosz Budaković raczej nie mają wielkich szans, by wygrać rywalizację z Krzysztofem Pilarzem.

- Ale bramkarzem numer jeden na sto procent będę czuł się dopiero wtedy, kiedy trener poda skład na pierwszy mecz. Gąsiński? Można powiedzieć, że ubył mi konkurent, ale nie chcę wypowiadać się na jego temat - mówi Pilarz. - W Krakowie czuję się coraz lepiej, aklimatyzacja przebiega zgodnie z planem. Będzie to dla mnie ważne, bo ostatnio w Koronie Kielce nie dostawałem szans, a teraz chcę pokazać się z jak najlepszej strony.