Sebastian Steblecki: Koledzy powiedzieli mi, że nie mam wstępu do szatni

- Gdy podszedłem pod drzwi szatni, moje rzeczy już leżały na zewnątrz z karteczką ?Steblecki - tego pana nie obsługujemy" - śmieje się Sebastian Steblecki, który podczas charytatywnego meczu strzelił gola dla rywali.
Podczas meczu piłkarzy Cracovii z hokeistami różnica klas była wyraźna. Wydawało się, że hokeiści nie mają szans na gola, ale wtedy... do akcji wkroczył Steblecki. Pomocnik przejął piłkę pod własną bramkę i zdjął koszulkę w pasy. Okazało się, że pod spodem ma niebieską - taką, w jakich grali rywale - i bez kłopotu umieścił piłkę w siatce.

To nie przypadek, że akurat on pomógł hokeistom. Jego ojciec - Roman - to legenda hokejowej Cracovii, a sam Sebastian w dzieciństwie musiał wybierać między treningami na murawie i lodowisku.

Na oficjalnej stronie klubu Steblecki opisuje gola strzelonego własnej drużynie: - Szczerze mówiąc, to hokeiści wcale nie byli poinformowani o tym pomyśle i dopiero kiedy wszedłem na boisko, zacząłem się wczuwać w sytuację i szukać odpowiedniego momentu. Najwyraźniej niektórzy nie zrozumieli, albo nie wzięli tego na poważnie, bo do ostatniej sekundy Petr Dvorzak próbował mnie gonić. Miło, że to wyszło, bo miałem małą tremę. Gdybym nie strzelił bramki to mogłaby być solidna klapa. Ale się udało.

- Koledzy po meczu powiedzieli mi, że nie mam już wstępu do szatni, a gdy podszedłem pod jej drzwi to moje rzeczy już leżały na zewnątrz z karteczką "Steblecki - tego pana nie obsługujemy". (śmiech) Nie, no była to taka drobna forma żartu z mojej strony, ale myślę, że koledzy mi wybaczą. Zresztą też się z tego śmiali, więc chyba wszystko wyszło fajnie - uśmiecha się Steblecki.