Paweł Wojciechowski: Nie kusiła mnie perspektywa gry w Eredivisie. Potrzebuję trenera, który mi zaufa

- W Holandii grałem już wystarczająco długo, a teraz chcę zainwestować w siebie. Willem II po awansie do ekstraklasy chciało przedłużyć ze mną kontrakt, ale ja potrzebuję gry, i to pełnych 90 minut - opowiada Paweł Wojciechowski, który wraca do Polski po czteroletniej przygodzie z ligą holenderską. Na razie jest na testach w Cracovii.
Jarosław K. Kowal: Czemu chce Pan wracać do Polski?

Paweł Wojciechowski: - Bo w Holandii grałem już wystarczająco długo, a w dodatku miałem trochę pecha. Powrót do Polski będzie dobrym krokiem.

Zatem pobytu w Holandii nie zalicza Pan do udanych?

- Wręcz przeciwnie, choć w sezonie 2010/11 naderwałem więzadło krzyżowe, przeszedłem dwie operacje, musiałem cały sezon pauzować. Ale nie żałuję, że wyjechałem. Dwa i pół roku w SC Heerenveen to był najbardziej udany okres w karierze. Miałem okazję trenować z wieloma dobrymi zawodnikami, tam zadebiutowałem w seniorskiej piłce i strzeliłem pierwszą bramkę. I to nie byle komu, bo AZ Alkmaar, a potem jeszcze PSV Eindhoven. Wszystko układało się naprawdę dobrze. Przeszedłem jednak do Willem II, bo chciałem grać bardziej regularnie. I wtedy ta kontuzja pokrzyżowała moje plany.

Mimo wszystko mówił Pan, że Willem II chciało przedłużyć kontrakt?

- Tak, ale kiedy leczyłem kontuzję, do klubu przyszedł nowy trener. Po powrocie nie grałem regularnie, do tego nie dogadywałem się ze szkoleniowcem. Nie pasowała mi moja rola w drużynie. W ostatnim sezonie wróciliśmy do ekstraklasy, awansowaliśmy po barażach, ale nie chciałem zostać. Dlaczego? Bo wiedziałem, że trener nie da mi grać tyle, ile bym chciał. Zdawałem sobie sprawę, że nie będę taką postacią, jaką chciałbym być.

Mimo wszystko perspektywa gry w Eredivisie nie kusiła?

- Nie. Potrzebuję gry, i to pełnych 90 minut, pełnego sezonu. To dla mnie teraz najważniejsze. Chcę zainwestować w siebie, a występ nawet w 15 meczach w ciągu sezonu mnie nie interesuje. Potrzebuję zespołu, w którym trener będzie na mnie stawiał, będzie widział mnie w drużynie. W Willem II nie widziałem na to wielkich szans.

Różnice między polską i holenderską piłką rzucają się w oczy?

- Holendrzy są dużo bardziej taktycznie przygotowani do meczów, a do tego są lepiej wyszkoleni technicznie, rzadziej tracą piłkę. To dwie podstawowe różnice. W Polsce piłka jest trochę bardziej siłowa.

Miał Pan też przygodę z hiszpańskim futbolem...

- Ale to był tylko krótki wątek. W Hiszpanii podobało mi się, ale po pół roku pojawiła się ciekawa oferta z Holandii. Podczas meczu reprezentacji Polski U-19 wypatrzyli mnie skauci Heerenveen. Jak wiadomo, w holenderskiej piłce stawia się na młodych, są tam bardzo dobrze szkółki, więc dla mnie była to niepowtarzalna szansa na rozwój.

Teraz w grę wchodzą tylko występy w Polsce?

- Były oferty ze Wschodu, ale nawet nie rozważam ich na poważnie. Chcę wrócić, rozegrać się, wejść w rytm meczowy i dopiero wtedy znowu wyjechać za granicę. Na razie potrzebuję spokoju.

Pewnie miał Pan cichą nadzieję, że zagra w ekstraklasie? Wcześniej był Pan na testach w Lechii Gdańsk.

- Wyszło jak wyszło. W Gdańsku działacze zachowali się wobec mnie trochę nie najlepiej, a potem w mediach pojawiały się artykuły, że Paweł Wojciechowski nie dostał się do Lechii. Każdy to odbiera, że może byłem za słaby... Trudno, nie mam z tym problemów. Tym bardziej że Cracovia to fajny klub, który będzie walczył o powrót do ekstraklasy. Odpowiada mi.

Co dokładnie przeszkodziło w transferze do Lechii?

- Z działaczami rozmawiałem już o szczegółach kontraktu: o zarobkach, o tym jak długo będzie obowiązywała umowa... Spodobałem się trenerom. Ale ni stąd, ni zowąd do klubu wrócił Brazylijczyk Ricardinho i podpisał kontrakt. Mój temat wtedy upadł.